<?xml version="1.0" encoding="UTF-8"?>
<rss version="2.0"
	xmlns:content="http://purl.org/rss/1.0/modules/content/"
	xmlns:wfw="http://wellformedweb.org/CommentAPI/"
	xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/"
	xmlns:atom="http://www.w3.org/2005/Atom"
	xmlns:sy="http://purl.org/rss/1.0/modules/syndication/"
	xmlns:slash="http://purl.org/rss/1.0/modules/slash/"
	>

<channel>
	<title>LogoSlogan &#187; kulturałki</title>
	<atom:link href="http://logoslogan.pl/category/kulturalki/feed/" rel="self" type="application/rss+xml" />
	<link>http://logoslogan.pl</link>
	<description>freelancing copywriting</description>
	<lastBuildDate>Mon, 07 Jun 2010 13:46:32 +0000</lastBuildDate>
	<generator>http://wordpress.org/?v=2.8.6</generator>
	<language>en</language>
	<sy:updatePeriod>hourly</sy:updatePeriod>
	<sy:updateFrequency>1</sy:updateFrequency>
			<item>
		<title>Wypad na górskie granie czyli UTW w Stasikówce 4-6.06.2010</title>
		<link>http://logoslogan.pl/wypad-na-gorskie-granie-czyli-utw-w-stasikowce-4-6-06-2010-fotoreportaz/</link>
		<comments>http://logoslogan.pl/wypad-na-gorskie-granie-czyli-utw-w-stasikowce-4-6-06-2010-fotoreportaz/#comments</comments>
		<pubDate>Mon, 07 Jun 2010 13:29:06 +0000</pubDate>
		<dc:creator>kz</dc:creator>
				<category><![CDATA[aktualności]]></category>
		<category><![CDATA[brydż]]></category>
		<category><![CDATA[kulturałki]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://logoslogan.pl/?p=1016</guid>
		<description><![CDATA[
Na górskie granie śmiało podążyło 16 sympatycznych osób, które w pełni wykorzystały czas i pogodę. W piątkowy wieczór po obfitym obiedzie towarzystwo pozostało przy stołach. Podano karty. W menu był turniej na zapis maksymalny. Prym wiodły Panie Irenki, wodzireił Pan Jurek, więc kolejeczka wesoło kręciła się w koło. Przepiękna aura sobotniego poranka zachęciła trzydniowych wczasowiczów [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><a href="http://logoslogan.pl/wp-content/uploads/2010/06/utw4901.jpg" rel="lightbox[1016]"><img src="http://logoslogan.pl/wp-content/uploads/2010/06/utw4901.jpg" alt="utw490" title="utw490" width="490" height="171" class="aligncenter size-full wp-image-1019" /></a><br />
<em>Na górskie granie śmiało podążyło 16 sympatycznych osób, które w pełni wykorzystały czas i pogodę. <span id="more-1016"></span>W piątkowy wieczór po obfitym obiedzie towarzystwo pozostało przy stołach. Podano karty. W menu był turniej na zapis maksymalny. Prym wiodły Panie Irenki, wodzireił Pan Jurek, więc kolejeczka wesoło kręciła się w koło. Przepiękna aura sobotniego poranka zachęciła trzydniowych wczasowiczów do skomasowanej aktywności. Ponieważ w piątek ruszano co najwyżej głowami i rękami to przyszła  najwyższa pora na niższe partie i nogi poszły w ruch a to na piesze eskapady, a to w relaksującą toń wodnych akwenów. Kulturę ciała i umysłu uprawiano w podgrupach. Koło poszukujące znalazło sobie dwa muzea i jęło tropić muzealne trofea. Najpierw  zobaczyliśmy jak to onegdaj bywało a potem co słychać u Hasiora czyli czy obrazy nadal burczą swą nieznośnością. Inni tymczasem Gliczarowali się lub już pławili w luksusie basenu morza przyjemności. Na leniwe popołudnie ukartowano turniej na impy, który oprawili z humorem Panowie Jędrek i Jurek. Wieczorek miał być taneczny, ale wyszedł bardziej stateczny. Tańczyły tylko brzuchy i śmiały się buzie bo Pan Jurek był na odpowiednim luzie.  W niedzielne przedpołudnie odwiedziliśmy kościółek w Stasikówce by potem podążyć zwycięsko na Wiktorówkę zachęceni wspaniałym pomysłem Pana Andrzeja, który okazał się być rewelacyjnym przewodnikiem. Już knujemy co by przebić ten wypad.  Póki atuty w rękach komunikacja ze światem przygód zapewniona.</em></p>
<p>Oto te ulotne chwile na kartach utrwalone</p>
<p><a href="http://tabu.tarnow.pl/index.php?option=com_content&#038;task=view&#038;id=873&#038;Itemid=141">FOTOREPORTAŻ </a></p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://logoslogan.pl/wypad-na-gorskie-granie-czyli-utw-w-stasikowce-4-6-06-2010-fotoreportaz/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Jazz na poważnie</title>
		<link>http://logoslogan.pl/stodola/</link>
		<comments>http://logoslogan.pl/stodola/#comments</comments>
		<pubDate>Tue, 12 Aug 2008 12:00:30 +0000</pubDate>
		<dc:creator>kz</dc:creator>
				<category><![CDATA[kulturałki]]></category>
		<category><![CDATA[jazz]]></category>
		<category><![CDATA[kąśna dolna]]></category>
		<category><![CDATA[kultura]]></category>
		<category><![CDATA[recenzje]]></category>
		<category><![CDATA[relacje]]></category>
		<category><![CDATA[sztuka]]></category>
		<category><![CDATA[teksty na zlecenie]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://ziewacz.yasne.pl/stodola/</guid>
		<description><![CDATA[ Na koncert do Sali Letniej Dworku w Kąśnej Dolnej przybyło w miniony piątek około stu melmanów, aby posłuchać na żywo znakomitych muzyków w składzie Filip Wojciechowski (fortepian), Adam Cegielski (kontrabas) i Krzysztof Szmańda (perkusja). Zespół przedstawił klasyczne utwory Jana Sebastiana Bacha, Ludwiga Van Beethovena i Fryderyka Chopina w transkrypcjach jazzowych Filipa Wojciechowskiego.
Jazz jest już [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><a href="http://ziewacz.yasne.pl/wp-content/uploads/2007/09/stodola1.jpg" title="stodola1.jpg" rel="lightbox[258]"><img src="http://ziewacz.yasne.pl/wp-content/uploads/2007/09/stodola1.jpg" alt="stodola1.jpg" /></a> Na koncert do Sali Letniej Dworku w Kąśnej Dolnej przybyło w miniony piątek około stu melmanów, aby posłuchać na żywo znakomitych muzyków w składzie Filip Wojciechowski (fortepian), Adam Cegielski (kontrabas) i Krzysztof Szmańda (perkusja). Zespół przedstawił klasyczne utwory Jana Sebastiana Bacha, Ludwiga Van Beethovena i Fryderyka Chopina w transkrypcjach jazzowych Filipa Wojciechowskiego.<span id="more-258"></span></p>
<p><strong>Jazz jest już klasyką</strong><br />
100-letni już jazz, tak jak muzykę klasyczną, można zaliczyć do tych gatunków muzycznych, które cieszą się szczególną atencją koneserów. I dzieje się tak nie bez kozery, skoro jazz stawia przed słuchaczem pewne wymagania. Dzięki specyficznej, niedopowiedzianej frazie, zakreśla eter interpretacyjnych przestrzeni. Myślę, że ludzkość przyszłych wieków właśnie jazz uzna za muzykę naszych czasów! Coraz bardziej przenikająca inne muzyczne sfery kakofonia, reprezentująca muzykę poważną XX wieku, na to miano, jak sądzę, nie zasłuży! W taki oto sposób dochodzimy do zbiegu klasyki z jazzem. Wykonywanie klasyki na jazzowo ma już długą tradycję. Jak powiedział Filip Wojciechowski w czasie koncertu, niektórzy kompozytorzy w tym szczególnie J.S. Bach byli, sądząc z dzisiejszej perspektywy, niedoścignionymi jazzmanami! Utwory Bacha świetnie wpasowują się w jazzową estetykę. To gotowa strukturalnie muzyka, którą wystarczy rozpisać na instrumenty. Filip Wojciechowski przygotował również transkrypcje innych wielkich klasyków.</p>
<p><strong>Koncert</strong><br />
Za otwieracz posłużyło pre-ludium J.S. Bacha, które okazało się iście jazzgotliwe. Jako drugi został zapowiedziany Chorał „Jesus bleibet meine Freude”. Urzekająca ballada w genialnej transkrypcji Wojciechowskiego tak ujęła publiczność, że długość aplauzu nie pozostawiła wątpliwości co do wyboru muzycznej perełki wieczoru. Trzeci utwór śmiało mógłby pretendować do miana muzyki filmowej. Instrumenty perkusyjne swym delikatnym szelestem zasiały ziarno niepokoju, na myśl przywiodły Komedę. W filmową pogoń rzucili się pozostali dwaj wirtuozi: to fortepian górował, to kontrabas przewodził. Raz jeden fortepianował po czym drugi kontrabasował, i wyścig trwałby jeszcze, jak to u jazzmanów, gdyby perkusista solistów nie skonstatował.<br />
Po salwie braw zagościł odmienny, swojski klimat polskości, powiało romantycznym smutkiem. Sparafrazowany Chopin urokliwie wybrzmiewał pod kinetyczną energią zręcznych palców Wojciechowskiego. Cóż to? Czy to Chopin jeszcze? Zastanawiali się zafrapowani pozaprogramowym wybrykiem artystów wielbiciele synkopowanej klasyki. I rzeczywiście, jak wyjaśnił wodzirej, muzycy przepletli Chopina z Mozartem, Rachmaninowem i Korsakowem. Pianista oklaski otrzymał jeszcze w trakcie utworu będąc bo z takim namaszczeniem i wirtuozerią szarlatanował, że podziw musiał wzbudzić!<br />
Muzykowali na przemian: lider „poważny” temat zapodawał, a sekcja rytmiczna dokładała jazgotu. Po galopadach nieco mniej dynamiczna kompozycja uwypukliła piękno brzmienia kontrabasu, który przejmująco łkał w towarzystwie cykającej perkusji. Z czasem przejmująco narastał metaliczny deszcz fortepianowych dźwięków, aż wybrzmiał cichutkim roszeniem perkusji. Czwarty utwór Chopina to znów była gonitwa, tyle, że delikatna, kiedy kontrabas ścigał się z fortepianem, a subtelna perkusja nie pozostawała obojętna i odpowiadała na zaloty lotnym filingiem. Więcej ognia wirtuozi wykrzesali w numerze piątym, po którym nastąpiła kolejna niespodzianka. Otóż zespół przedstawił własną kompozycję pod tytułem Mont. Dialog fortepianu i kontrabasu w przestrzeni dźwięku chińskiego gongu, ze ślicznym motywem przewodnim i kapitalnie rozbudowanymi wątkami pobocznymi. Program zakończyli z przytupem proponując słuchaczom Mazurek D-dur z góralską nutką i kakofonią dźwięku: dam da da dam da da dam… Na bis raz jeszcze zakrólowało piękno plumkającego jazzu.</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://logoslogan.pl/stodola/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Serum na polityczne profanum (teatr)</title>
		<link>http://logoslogan.pl/serum/</link>
		<comments>http://logoslogan.pl/serum/#comments</comments>
		<pubDate>Thu, 24 Jul 2008 14:23:50 +0000</pubDate>
		<dc:creator>kz</dc:creator>
				<category><![CDATA[kulturałki]]></category>
		<category><![CDATA[Bóg]]></category>
		<category><![CDATA[kultura]]></category>
		<category><![CDATA[recenzje]]></category>
		<category><![CDATA[religia]]></category>
		<category><![CDATA[sztuka]]></category>
		<category><![CDATA[teatr]]></category>
		<category><![CDATA[teksty na zlecenie]]></category>
		<category><![CDATA[tradycja]]></category>
		<category><![CDATA[wiara]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://ziewacz.yasne.pl/serum/</guid>
		<description><![CDATA[ Wielowymiarowy spektakl nakładającymi się warstwami fresków wielkiej literatury przypomina jakby ku przestrodze stare dzieje w momencie, kiedy historia zatacza swe wielkie koło, chcąc nim pogruchotać pochylone karki ostatnich chrześcijan.
 Wielki spektakl małej trupy 
Dramat „Niewierni” w reżyserii Tomasza A. Żaka na podstawie „Księcia Niezłomnego” Calderona de la Barca w tłumaczeniu Juliusza Słowackiego miał już [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><a href="http://ziewacz.yasne.pl/wp-content/uploads/2007/09/giaur.jpg" title="giaur.jpg" rel="lightbox[252]"><img src="http://ziewacz.yasne.pl/wp-content/uploads/2007/09/giaur.jpg" alt="giaur.jpg" class="right" /></a> Wielowymiarowy spektakl nakładającymi się warstwami fresków wielkiej literatury przypomina jakby ku przestrodze stare dzieje w momencie, kiedy historia zatacza swe wielkie koło, chcąc nim pogruchotać pochylone karki ostatnich chrześcijan.<span id="more-252"></span></p>
<p><strong> Wielki spektakl małej trupy </strong><br />
Dramat „Niewierni” w reżyserii Tomasza A. Żaka na podstawie „Księcia Niezłomnego” Calderona de la Barca w tłumaczeniu Juliusza Słowackiego miał już jakiś czas temu prapremierę światową. Teraz z kolei przyszedł czas na inaugurację polską. Nie licząc pokazu zamkniętego „Teatr Nie Teraz” daje pierwsze, otwarte i jedyne jak na razie zaplanowane przedstawienie dla szerszej publiczności w swoim niesamowitym, mościckim lokum.</p>
<p><strong>Odmienny stan świadomości</strong><br />
Widownię zorganizowaną na krawędzi scenicznego horyzontu zdarzeń dojmuje niepojęta czerń nicości, alienacji. W sercu rodzi się odwieczny strach przed anihilacją. Jaźń gęstnieje w ciemności i dopiero fenomen światła ze scenicznego reflektora budzi do życia pierwsze byty surowej scenografii. Zajęta świadomość widza już do końca spektaklu nie doświadcza własnej fizyczności, nawet dyskomfort nie klimatyzowanej sali staje się retrospektywnym niuansem innej rzeczywistości. Widz wiruje już w rytmie prawoskrętnej materii, trącany o struny wszechświata osiągając stan czystej percepcji. […]<br />
<strong>Kontekstowe pokłady </strong><br />
Spektakl dzięki swojej pełnej powietrza fakturze zyskał sporo przestrzeni, (nie tyle interpretacyjnej, bo ta było cokolwiek przecież ukierunkowana ciążącym balastem światopoglądu reżysera) głównie estetycznej ze względu na ascetyzm wykorzystanych środków wyrazu, jak i  literackiej, gdzie musiały pomieścić się trzy warstwy dzieła, do którego odwołał się Teatr Nie Teatr swoimi „Niewiernymi” (1629 Calderon, 1843 Słowacki i 2006 T. A. Żak.). Oszczędna formuła sprzyja wyrazistości przekazu. Głośno krzyczy wymowną alegorią siedemnastowiecznej sztuki Calderona, a wzbogacona publicystyką Fallaci i ostatecznie przefiltrowana Żakiem, angażuje się we współczesność, będąc otrzeźwiającym serum na polityczne profanum naszych korporacyjnych czasów! Na samą realizację teatralną nakładają się dokonania strukturalne Teatru Grotowskiego, który paradoksalnie, jednocześnie zawęził i poszerzył horyzont sceniczny proponując tzw. teatr ubogi ze swym ekstatycznym aktorstwem polegającym na ofiarnej, wykorzystującej wyostrzoną świadomość, grze aktora.<br />
<strong>Żak – Książę Niezłomny</strong><br />
Twardoręki, ale nie twardogłowy dyktator, charyzmatyczny reżyser, scenograf i założyciel Teatru Nie Teraz jest człowiekiem o wielkiej wrażliwości, wyczulonym na drgania najwyższej częstotliwości, co pozwala mu na wczesne rozpoznawanie czyhających zagrożeń, na długo przed społeczną świadomością sposobiącego się zła. „Niewierni” mogli się pojawić w takiej formie i w tak wąskim, alternatywnym paśmie niszowej kultury, jak sądzę, dzięki nieustannie walczącemu z mainstreamową papką niby wysokiej kultury Tomaszowi A. Żakowi. Widać u niego zarówno fascynację, jak i potrzebę oddania hołdu wielkiemu teoretykowi teatru Jerzemu Grotowskiego. Determinację i niezłomną wolę Żak przejawia od 25 lat manifestując swymi inscenizacjami autorską czystość przekazu, niezależność twórczą i wreszcie szczerość emocjonalną. Jego zdaniem teatr podobnie jak u Grotowskiego ma misję, jest narzędziem, które zmienia i widza, i aktora. Jest sacrum dokonującym przemiany. Widz wychodzi od Żaka z przewartościowanym moralnie wektorem postępowania i kontynuuje swój żywot już po innej trajektorii.<br />
<strong>Nienaganne akt-ora-tor-stwo</strong><br />
<a href="http://ziewacz.yasne.pl/wp-content/uploads/2007/09/niewierni2.jpg" title="niewierni2.jpg" rel="lightbox[252]"><img src="http://ziewacz.yasne.pl/wp-content/uploads/2007/09/niewierni2.jpg" alt="niewierni2.jpg" /></a>Grają: Szymon Seretem, Karolina Kozioł, Joanna Myszka i Agnieszka Wąs. Młodzi aktorzy swym olbrzymim zaangażowaniem wpisują w role swoją transformację. Eksplorując własne  wnętrze oprowadzają widza po zakamarkach człowieczego jestestwa. Wszyscy  utalentowani, mający już niezły warsztat, potrafią zdominować swą sceniczną obecnością myśli widza, który zapatrzony i zasłuchany łatwo daje się wciągnąć w opowiadaną historię. Nie mnie, człowiekowi zbyt małej perspektywy, oceniać grę analizując detale, ale przyznam, że dałem się (u)wieść po odmieniających etycznie koleinach, jakże aktualnego dziś, dramatu.<br />
<strong>Teraz Nie Teatr</strong><br />
Żak przyznaje, że uprawia teatr nieobojętny politycznie, jawny, z uczciwie określoną opcją. Jest ciągle obecnym, tubalnym głosem z cię-żarem słów i spraw pilnych. Teatr Nie Teraz, nazwą swą odwołujący się do przeszłości, porusza tematy aktualne posługując się wielkim kalibrem. I choć to on wyplenia chwasty, uważany jest za powój wijący się niebezpiecznie na klombach oficjalnej zieleni miejskiej.<br />
<strong>Demoralizacja demokracji i demonizacja Boga</strong><br />
Zniekształcone rozumienie tolerancji, która przecież jest tylko poszanowaniem odrębności z prawem do sprzeciwu, a nie akceptacją, zapoczątkowane w USA forowaniem mniej uzdolnionej mniejszości czarnoskórych Amerykanów, doprowadziło do zatwierdzonego urzędowym schematem wynaturzenia początkowej idei i wpisało się do stylu myślenia poprawności politycznej. Francja w latach 50/60-tych szablon powieliła ściągając do siebie tanią siłę roboczą, co dwie dekady później odcisnęło się piętnem eskalacji żądań potomków ekonomicznej emigracji. Doszło do zakłócenia równowagi politycznej, ponieważ politycy ugięli się pod pręgierzem bezpardonowego nacisku i poszli na daleko idące ustępstwa przyznając mniejszościom, notabene głównie arabskim, wiele swobód. Nastąpiła swoista demoralizacja ustroju. Dynamicznie obecna w polityce mniejszość coraz częściej wydziera większości przyzwalający mandat co wypacza idee demokracji.<br />
<a href="http://ziewacz.yasne.pl/wp-content/uploads/2007/09/profanum.jpg" title="profanum.jpg" rel="lightbox[252]"><img src="http://ziewacz.yasne.pl/wp-content/uploads/2007/09/profanum.jpg" alt="profanum.jpg" /></a><br />
<strong>Śmierć cywilizacyjna Europy albo rehabilitacja diabła</strong><br />
Świetność zdaje się dobiegać końca, skoro Europa dokonuje na sobie samogwałtu odcinając własne korzenie z których wyrosła. Odżegnuje się tym samym od wielowiekowej tradycji chrześcijańskiej i jej uświęconych instytucji kościoła czy małżeństwa. Jednym sprytnym aktem negacji pominięto w katalogu spraw fundamentalnych UE religijne i związane z nim nierozłącznie kulturowe dziedzictwo wielkiej Europy. W zamian, chciałoby się rzec, pojawiło się wiele przywilejów dla wszelakich bardziej lub mniej wynaturzonych mniejszości, by wymienić usankcjonowany terroryzm, homoseksualizm czy masoneria o pornografii nie wspominając. Czyż byłby to kres kultury chrześcijańskiej?<br />
<strong>Postępowa Europa i lewacki ateizm</strong><br />
Europa umiera ponieważ traci równowagę. Wiatr historii znosi ją na zdeprawowaną lewą flankę dziejów. Tolerancja każe to dzielnie ścierpieć, ale rzeczywisty problem stanowią zapędy i pokusa ujednolicania społecznej tkanki Europejczyków. Zdewaluowana prawica ma także prawo do poszanowania jej aktywnej obecności. Stanowi gwarancje bezpieczeństwa i trwałości cywilizacji. Zresztą lewica jest taką samą przeciwwagą, w czasie gdy prawy ster trzyma kurs. Owe dążenia są jawnym przejawem ukrytego totalitaryzmu.<br />
<strong>Konkluzje końcowe </strong><br />
Teatr Nie Teraz daje wiele gotowych odpowiedzi na zapętloną sk-rzeczywistość! Nie proponuje łatwych rozwiązań. Z pewnością nie są one akceptowalne dla wszystkich i nawet jeśli prezentuje racje mniejszościowe, trzeba je ścierpieć pozwalając na społeczną emisję. Czyż nie tego uczy nasza tolerancyjna demokracja? Dowodem na społeczne zapotrzebowanie jest przyjęcie jakie zgotowali Teatrowi Nie Teraz Szwajcarzy, Niemcy i Francuzi udowadniając tym samych jak małym zaufaniem darzą swoich polityków!<br />
<a href="http://www.intarnet.pl/">www.inTARnet.pl</a><br />
<a href="http://www.tnt.intarnet.pl/spektakle/strony/niewierni_arty.html">www.teatrnieteraz.intarnet.pl/</a><br />
<em>Krzysztof Ziewacz</em></p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://logoslogan.pl/serum/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Flesz-ar’t Ewy i Romana</title>
		<link>http://logoslogan.pl/flesz/</link>
		<comments>http://logoslogan.pl/flesz/#comments</comments>
		<pubDate>Wed, 11 Jun 2008 15:43:11 +0000</pubDate>
		<dc:creator>kz</dc:creator>
				<category><![CDATA[kulturałki]]></category>
		<category><![CDATA[malarstwo]]></category>
		<category><![CDATA[recenzje]]></category>
		<category><![CDATA[rzeźba]]></category>
		<category><![CDATA[sztuka]]></category>
		<category><![CDATA[teksty na zlecenie]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://ziewacz.yasne.pl/flesz/</guid>
		<description><![CDATA[  Rzeźba Malarstwo 
5.10.2007. Tarnów, BWA
Za sprawą jakiejś kwantowej magii, ogromna ludzka rzesza wielbicieli sztuki stłoczyła się kondensując kuluarowe emocje i oczekiwania. Nie skrywano przy tym egzemplifikującego się egzaltacją przynależenia do towarzyskiej śmietanki. Czarowano się swadą i szarmancją.
Flesz-ar-tystyczne fluktuacje
Malarstwo Romka to kosmos synaptycznych tęsknot i ucieczek w niewiązane wymiary, gdzie boskość drga na odwiecznej [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><a href="http://ziewacz.yasne.pl/wp-content/uploads/2007/10/flesz-art.jpg" title="flesz-art.jpg" rel="lightbox[279]"><img src="http://ziewacz.yasne.pl/wp-content/uploads/2007/10/flesz-art.jpg" alt="flesz-art.jpg" class="right" /></a>  <strong>Rzeźba Malarstwo </strong><br />
5.10.2007. Tarnów, BWA<br />
Za sprawą jakiejś kwantowej magii, ogromna ludzka rzesza wielbicieli sztuki stłoczyła się kondensując kuluarowe emocje i oczekiwania. Nie skrywano przy tym egzemplifikującego się egzaltacją przynależenia do towarzyskiej śmietanki. Czarowano się swadą i szarmancją.<span id="more-279"></span></p>
<p><strong>Flesz-ar-tystyczne fluktuacje</strong><br />
Malarstwo Romka to kosmos synaptycznych tęsknot i ucieczek w niewiązane wymiary, gdzie boskość drga na odwiecznej strunie czasoprzestrzeni. Świat urzekający spienioną strukturą fizyki kwantowej, w której nieoznaczoność rodzi kształt, a ruchliwość plami się jaskrawie przyjazną barwą. Zmyślnie zmysłowa natura ujawnia znośność bytu dzięki wyplątaniu się z trój-wymiaru. Wirtualna witrażowość dodaje mocy i stanowi o nieprzeciętnych walorach dekoracyjnych. To jakby flesze, migawki krótkiej historii ludzkości, gdzie czas jest płynnym warkoczem i swym gwiezdnym pyłem skutecznie rozmywa poczucie chwili. Gęsta faktura wydobywa skondensowaną materię i odwieczną walkę żywiołowej natury. Fluktuacje nie determinują tu niczego. To chaos indywidualnych emocji, piękno nie dające się okiełznać, przyszłość nie znająca swego losu, alternatywna przeszłość. Te obrazy mają wieczną siłę rażenia. Nigdy się nie opatrzą bowiem dotykają istoty naszego bytu, pomagają rozwikłać zagadki naszego istnienia. Ja miałem to szczęście znać go od samego początku, kiedy jeszcze my „ławkowi” kolesie nie bardzo go rozumieliśmy. On się z tym urodził. Wykształcenie nie wiele ma tu do rzeczy. Artyzm wszczyna się w helisie, by potem wypluć się brutalnie, semiotycznie zmutować, spiąć skręconą materię i przynieść artyście aureolę sławy. Fleszar jest już w blasku flesza.</p>
<p><strong>Retrospekcyjne re-kreacje Ewy</strong><br />
Jeśli nie wiadomo, gdzie wędruje Roman w swych pejzażach to przynajmniej wiemy, gdzie znaleźć Ewę, a właściwie to Ona nas odnajduje. Zaskakuje niezwykłą oczywistością. Filuternie ujmuje zwiewną lekkością i kobiecą kokieterią. Ewa przebywa w fantazyjnej krainie przeszłości. Na wyspowych cokolikach samotni ukazuje postacie wyobcowane, tęskniące, odległe, wyrwane z kontekstu. Jakby chciały gdzieś ulecieć, jakby zostały uchwycone w momencie tętnienia życiem. Obrazuje to ruch, który materializuje pofałdowana faktura kształtu. Lecz nie są to rzeźby smutne, ponieważ ową ucieczkę od realności równoważy szczypta autoironicznego komizmu, sytuacyjnego humoru, urokliwa groteskowość… Rzeźby Ewy są niedzisiejsze. Subtelnie dopracowana osobowość figurek odcina się od szorstkich postumentów, na  które zostały wrzucone wichrem losu.</p>
<p><em>Krzysztof Ziewacz</em></p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://logoslogan.pl/flesz/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Końcertowa Parada</title>
		<link>http://logoslogan.pl/parada/</link>
		<comments>http://logoslogan.pl/parada/#comments</comments>
		<pubDate>Mon, 26 May 2008 11:41:19 +0000</pubDate>
		<dc:creator>kz</dc:creator>
				<category><![CDATA[kulturałki]]></category>
		<category><![CDATA[koncert]]></category>
		<category><![CDATA[Myslovitz]]></category>
		<category><![CDATA[recenzje]]></category>
		<category><![CDATA[relacje]]></category>
		<category><![CDATA[teksty na zlecenie]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://ziewacz.yasne.pl/parada/</guid>
		<description><![CDATA[ Jubileuszowa parada w Klikowej odbyła się z wielkim hukiem. Organizatorzy postawili na totalną masowość i XX Parada Konna mogła przejść do historii jako jedna z największych imprez tego typu. Ogromny tłum, nęcony co rusz to ciekawszymi pokazami, kotłował się tumanach kurzu, dzieciaki wirowały na karuzelach wesołego miasteczka, a handel mógł się zareklamować przygotowując jesienną [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><a href='http://ziewacz.yasne.pl/wp-content/uploads/2007/09/myslovitz.jpg' title='myslovitz.jpg' rel="lightbox[262]"><img src='http://ziewacz.yasne.pl/wp-content/uploads/2007/09/myslovitz.jpg' alt='myslovitz.jpg' class="right" /></a> Jubileuszowa parada w Klikowej odbyła się z wielkim hukiem. Organizatorzy postawili na totalną masowość i XX Parada Konna mogła przejść do historii jako jedna z największych imprez tego typu. Ogromny tłum, nęcony co rusz to ciekawszymi pokazami, kotłował się tumanach kurzu, dzieciaki wirowały na karuzelach wesołego miasteczka, a handel mógł się zareklamować przygotowując jesienną koniunkturę. Wielki spęd ludności zakończył występ megagwiazdy Myslovitz, a na dobitkę wystrzeliły sztuczne ognie rozświetlając nocne niebo ferią kolorowych „neonków, skalarów i mieczyków”.<span id="more-262"></span></p>
<p>Nabity atrakcjami program organizował czas tarnowian praktycznie przez całą niedzielę (12.00-22.00). Czego to nie było: Festiwal Smaku, orkiestra z musztrą, akro-bajk-cje, „końskie kaskaderstwo”, karate po polsku i na koniec zawody zaprzęgów. Międzyczas zapełniły rozmaite końkursy i pomniejsze końcerty. Obecność i wparcie kilkudziesięciu sponsorów przesądziła o przepychu i ostatecznie przywiodła nie tylko entuzjastów gromadnych ceremonii. Mnie utkwił pojedynek człowieka z koniem. W skokach przez przeszkody koleś długo nie dawał za wygraną, aż w ostatniej, jak się okazało, swojej próbie zaryzykował i poszedł na całość. Niestety mimo poświęcenia zwalił poprzeczkę swoim przyrodzeniem, co wywołało aplauz widzów. To był w koń-cu koński końkurs!</p>
<p><strong>MYSLOVITZ</strong><br />
Klikowa 2.09.2007. Wieczorny prowadzący piał już koniuszkami swoich strun głosowych, kiedy ludzkie zastępy gęstniały w zapadającym mroku i przypadającym na tę godzinę wydarzeniu dnia, ba, tygodnia, a nawet miesiąca czyli koncercie zespołu MYSLOVITZ.<br />
Jeden z najważniejszych zespołów tzw. britpopu już w Tarnowie wystąpił, przed laty. Była to więc wspaniała okazja na sprawdzenie kondycji zespołu po prawie 10-ciu latach! Emocje co prawda były, ale pozostał niedosyt. Zabrakło świeżości wykonania i choć trudno im odmówić profesjonalizmu to jednak młodzieńczy entuzjazm gdzieś z latami uleciał. Na szczęście najwięcej rzeczy zagrali ze swojej najgenialniejszej w dorobku: „Miłości w czasach popkultury”, którą to płytą, tak na marginesie, weszli do Hall of Fame polskiej sceny rockowej czy rozrywkowej w ogóle. Dowodem na to było przyjęcie starych hitów, które odśpiewano w Klikowej niemal hymnowo! Dla generacji X, której reprezentacja pojawiła się dość tłumnie, ta muzyka jest odwzorowaniem ich tożsamości. Ostatnie dokonania zespołu to już nieco bardziej popowe kompozycje, nie mające tego dawnego zadzioru. Grupa rozmyła swoje oblicze w zabiegach o szerszą popularność! Występ (programowo), jak przed laty na pikniku rodzinnym MFK, zakończyli przydługawą, dla większości niestrawną psychodelią. Na bis zagrali oczywiście pod publiczkę zostawiając &#8211; jak na fachowców przystało &#8211; dobre wrażenie.</p>
<p><strong>Czas paradnego ekshibicjonizmu</strong><br />
Ludzie nadal potrzebują się spotykać w tzw realu. Lubią, niby niespodziewanie, spotkać znajomych, a jeszcze bardziej o nich poplotkować. Niektórzy takiej okazji szukają by znienacka porozmawiać o rzeczach i podyskutować o ideach. Internet przejął kiedyś dużą grupę ludzi, szczególnie młodych, lecz to zjawisko zaczyna się odwracać. Po dekadzie zachłystywania się cyberświatem przychodzi moda na ludzką integrację, prawdziwe emocje i ponowny ekshibicjonizm, co zawsze leżało w naturze człowieka. <strong>Oj dana, dana, udana ta parada, udana!</strong></p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://logoslogan.pl/parada/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Maj-estetyczny Pasja-ż w Kąśnej</title>
		<link>http://logoslogan.pl/maj/</link>
		<comments>http://logoslogan.pl/maj/#comments</comments>
		<pubDate>Fri, 23 May 2008 13:35:53 +0000</pubDate>
		<dc:creator>kz</dc:creator>
				<category><![CDATA[kulturałki]]></category>
		<category><![CDATA[malarstwo]]></category>
		<category><![CDATA[muzyka]]></category>
		<category><![CDATA[poezja]]></category>
		<category><![CDATA[recenzje]]></category>
		<category><![CDATA[relacje]]></category>
		<category><![CDATA[tango]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://ziewacz.yasne.pl/maj/</guid>
		<description><![CDATA[
Wernisaż poplenerowej wystawy „Pejzaże” i kubańskie fotosy Zofii Danuty Pasińskiej w części południowej i wieczorny multi-artystyczny program „Pasja tanga” zespołu Machina del Tango z gościnnym udziałem argentyńskiej pieśniarki Susanny Moncayo uatrakcyjniony przerywnikiem słowno-tanecznym w wykonaniu aktora Jana Jangii Tomaszewskiego oraz pary tanecznej Anny Ibszerszer i Piotra Woźniaka złożyły się na cało-sobotnie fascynacje otwierając Majowe Konfrontacje [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><a title="kosna1.jpg" href="http://ziewacz.yasne.pl/wp-content/uploads/2008/05/kosna1.jpg" rel="lightbox[294]"><img src="http://ziewacz.yasne.pl/wp-content/uploads/2008/05/kosna1.jpg" alt="kosna1.jpg" /></a></p>
<p>Wernisaż poplenerowej wystawy „Pejzaże” i kubańskie fotosy Zofii Danuty Pasińskiej w części południowej i wieczorny multi-artystyczny program „Pasja tanga” zespołu Machina del Tango z gościnnym udziałem argentyńskiej pieśniarki Susanny Moncayo uatrakcyjniony przerywnikiem słowno-tanecznym w wykonaniu aktora Jana Jangii Tomaszewskiego oraz pary tanecznej Anny Ibszerszer i Piotra Woźniaka złożyły się na cało-sobotnie fascynacje otwierając Majowe Konfrontacje Artystyczne, które maj-ekstatycznie potrwają przez kolejne weekendy przyciągając rzesze „milo-śników”.<span id="more-294"></span></p>
<p><strong>Radość tworzenia</strong><br />
Pluskające plamkami malarstwo pani Zofii wydobywa z krajobrazu barwę rozmywając nieco strukturę, tętniąc kolorem. Pejzaże Pasińskiej to nowokreacje, powtórne stworzenia, odtworzenia o interesującej interpretacji. Intensywne w barwie i subtelne w kształcie… są jakby uniwersalne dekoracyjnie. Powiesiłbym te obrazy na zacisznych ścianach domowej intymności, aby swoją zielenią koiły, czerwienią rozpalały, a swym wyszukanym stonowaniem stanowiły o elegancji salonu, dobrym smaku i atmosferze domu. Kubańskie reminiscencje, a szczególnie czerwień radosnych pejzaży, podgrzewały kuluarowe emocje części wieczornej.</p>
<p><strong>Pasjonatango</strong><br />
Każdej wycieczce do Kąśnej Dolnej towarzyszy ów upragniony dreszczyk emocji, który działa już na zasadzie odruchu Pawłowa. Tym razem spo-tango-wany  został wieścią o gorących rytmach z krainy okiełznanej gwałtowności czyli z magicznego kręgu kultury iberoamerykańskiej. Śpiewaczka Moncaya, kompozycje Piazzolli i jeszcze kilka uznanych nazwisk podziałało także kusząco na znajomych i po 40 minutach całkiem przyjemnej podróży (poprzez, sycące oczy zielone pagórki) mogliśmy kolejny raz ucieszyć zmysły wysmakowaną porcją sztuki.</p>
<p>Machina rozpoczęła instrumentalnym przeglądem swoich podzespołowych umiejętności. Ku radości nobliwej, ciut starszej publiczności zabrzmiały przedwojenne tanga, które przywołały zapewne wszystkie piękne chwile… Dama wieczoru Susanna Moncayo wykonywała swe pasjonaty rzewnie i czule jakby chciała się pokłonić naszej polskości. Przepiękne pieśni przepojone smutkiem podkreślały charakter pochodzenia tanga, o czym jak zwykle ciekawie, prowadząca koncert pani Krystyna wspomniała we wstępie. Temperaturę podniosły występy pary tanecznej, która w trzech tangach pokazała Condigos (oryginalna nazwa tanga argentyńskiego) w całej krasie kulturowej. Każdemu pojawieniu się pary towarzyszył szeptany szumek i powykonawczy aplauz. Para zademonstrowała między innymi styl zwany milonguero charakteryzujący się lekkim nachyleniem ciał partnerów i delikatnym prowadzeniem oraz dynamicznym markowaniem kroków, i te właśnie argentyńskie hołupce podobały się publiczności (której tylne rzędy oglądały popis na stojąco) najbardziej. Interwałową ciszę przerywał swym tubalnym deklam-aktorstwem Jan Janga recytując wiersze także na temat tanga.</p>
<p>…ra ta tam, ra ta tam,  ra ta tam…</p>
<p>PS<br />
Późnym wieczorem musiałem z żonką ćwiczyć kroki do tanga…</p>
<p>Krzysztof Ziewacz</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://logoslogan.pl/maj/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Trzy komety Komedy</title>
		<link>http://logoslogan.pl/komeda/</link>
		<comments>http://logoslogan.pl/komeda/#comments</comments>
		<pubDate>Mon, 19 May 2008 12:05:46 +0000</pubDate>
		<dc:creator>kz</dc:creator>
				<category><![CDATA[kulturałki]]></category>
		<category><![CDATA[jazz]]></category>
		<category><![CDATA[komeda]]></category>
		<category><![CDATA[kultura]]></category>
		<category><![CDATA[relacje]]></category>
		<category><![CDATA[teksty na zlecenie]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://ziewacz.yasne.pl/komeda/</guid>
		<description><![CDATA[ fot. Michał Stańczyk 
Czyli geniusz niedościgniony! Sobota 17.05.2008 Tarnów, Rynek.
Trzy prze-tworzenia muzycznego geniuszu, kojarzonego ze świetnością polskiego jazzu i filmu czyli wariacje na temat twórczości Krzysztofa Komedy w wirtuozerskim wykonaniu współczesnych muzyków polskiej sceny jazzowej na zakończenie 22-giej Tarnowskiej Nagrody Filmowej.
Drum Freaks &#8211; Milo Kurtis &#38; Co,
Marysia Sadowska,
Jagodziński Trio &#38; Lora Szafran &#38; kwartet [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><a href="http://ziewacz.yasne.pl/wp-content/uploads/2008/05/loras.JPG" title="loras.JPG" rel="lightbox[295]"><img src="http://ziewacz.yasne.pl/wp-content/uploads/2008/05/loras.JPG" alt="loras.JPG" /></a> fot. Michał Stańczyk <span id="more-295"></span></p>
<p><strong>Czyli geniusz niedościgniony! Sobota 17.05.2008 Tarnów, Rynek.</strong><br />
Trzy prze-tworzenia muzycznego geniuszu, kojarzonego ze świetnością polskiego jazzu i filmu czyli wariacje na temat twórczości Krzysztofa Komedy w wirtuozerskim wykonaniu współczesnych muzyków polskiej sceny jazzowej na zakończenie 22-giej Tarnowskiej Nagrody Filmowej.<br />
<strong>Drum Freaks &#8211; Milo Kurtis &amp; Co,<br />
Marysia Sadowska,<br />
Jagodziński Trio &amp; Lora Szafran &amp; kwartet smyczkowy</strong></p>
<p>Przedostatni wieczór tarnowskiego święta polskiego kina rozpoczął się z godzinnym opóźnieniem z racji niesprzyjającej aury. Szumnej, choć raczej kameralnej imprezie dodano nieco kokieteryjnej buchalterii za sprawą ściągniętych z popularnej stacji telewizyjnej zawodowych konferansjerów. Tłumek zwiedziony głośnymi wykonawcami i jeszcze bardziej znanym kompozytorem, głównie przecież filmowym, cierpliwie oczekiwał, aż się próbnie wybrzęczą technicy i odnajdą wreszcie zagubionego, a może będącego w matni akustyka, co musiało trochę poirytować i ostudzić emocje, które i tak już dobrze schłodziła zapowiedziana burza… Ale ponieważ to miało być wydarzenie przez duże K jak… Komeda, nikt nawet nie okazywał zniecierpliwienia godnie znosząc niepogodę.</p>
<p>I zabrzmiał uwspółcześniony, przetrawiony przez kontynuatorów jazzu, który w czasach aktywności Krzysztofa Komedy-Trzcińskiego był dopiero w polskich realiach w powijakach, był muzykowaniem zaledwie chałupniczym, a nawet czymś wstydliwym i zakazanym.</p>
<p>Trawestowano geniusz na rozmaite sposoby. Był Komeda katakumbowy, be-popowy i wreszcie filmowy. Wieczór tarnowski pokazał tę muzykę eksperymentalnie odmienioną, z lekka tylko tym Komedą pobrzmiewającą.</p>
<p>Tak przynajmniej Pospieszalski i spółka (<strong>DRUM FREAKS &#8211; MILO KURTIS &amp; Co</strong>) nieśpiesznie pomknęli w rejony kakofonii, z której jednak z czasem zdawało się wyłaniać krystaliczne piękno kompozycji mistrza. Dla przykładu saksofon najpierw majaczył, po czym rozmywał się w tle akompaniamentu. „Prawo i Pięść” zabrzmiało Komedowo, a sam Komeda jawił się niczym Morricone polskiej muzyki filmowej, choć to chyba nadużycie albo tylko uproszczenie, bo przecież był bardziej poszukujący i światowy. Instrumenty jakby same się dostrajały do pięknych linii melodycznych i już bliskie oryginałowi były prawie, gdy eksperymentalna nuta przywracała charakter przefiltrowanym utworom.</p>
<p><strong>MARYSIA SADOWSKA</strong> z kolei przebiła się „Komedą” w bardziej popularne rejony. Jej jazz dzięki odmianie fusion jest nieco łatwiejszy i pewnie z tego powodu spodobał się szerszej publiczności. „Tribute to Komeda” to projekt ważny, choćby z uwagi na popularyzację tej muzyki wśród najmłodszego pokolenia. Poza tym ten głos o barwie filuternej kochanki automatycznie uruchamia nasłuchiwanie…</p>
<p>Sam epilog przypadł w udziale równie sławnych: <strong>JAGODZIŃSKI TRIO &amp; LORA SZAFRAN &amp; KWARTET SMYCZKOWY</strong>, którzy trawestowali Komedę zachowując trajektorię utworów, aczkolwiek sporo pokombinowaną; zastosowaniem zmienionego instrumentarium czy odjazdami w dalsze echa znanych melodii.</p>
<p>Wczoraj Tarnów, dziś Nowy York czyli Komeda wszędzie żywy… geniusz utrwalony szumnym nośnikiem sławy &#8211; kinem.</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://logoslogan.pl/komeda/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Totentanz</title>
		<link>http://logoslogan.pl/totentanz/</link>
		<comments>http://logoslogan.pl/totentanz/#comments</comments>
		<pubDate>Sun, 28 Oct 2007 11:36:12 +0000</pubDate>
		<dc:creator>kz</dc:creator>
				<category><![CDATA[kulturałki]]></category>
		<category><![CDATA[muzyka]]></category>
		<category><![CDATA[recenzje]]></category>
		<category><![CDATA[relacje]]></category>
		<category><![CDATA[rock]]></category>
		<category><![CDATA[teksty na zlecenie]]></category>
		<category><![CDATA[Totentanz]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://ziewacz.yasne.pl/totentanz/</guid>
		<description><![CDATA[ Kult-hurra be
Absolutnie zajewelacyjny występ dała grupa Totentanz w piwnicach TCK otwierając tegoroczny cykl koncertów pod nazwą Kultura Be. Zanim jednak totalnie zdominowali dźwiękową kubaturę pod łukami undergroundu, publikę rozgrzewały dla nich dwa młode, także tarnowskie zespoły napierające jeszcze może nie w pełni rasowym metalem, ale już na pewno metalicznie: The Same i Metal Division. [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><a href="http://ziewacz.yasne.pl/wp-content/uploads/2007/10/totentanz.jpg" title="totentanz.jpg" rel="lightbox[289]"><img src="http://ziewacz.yasne.pl/wp-content/uploads/2007/10/totentanz.jpg" alt="totentanz.jpg" /></a> <strong>Kult-hurra be</strong><br />
Absolutnie zajewelacyjny występ dała grupa Totentanz w piwnicach TCK otwierając tegoroczny cykl koncertów pod nazwą Kultura Be. Zanim jednak totalnie zdominowali dźwiękową kubaturę pod łukami undergroundu, publikę rozgrzewały dla nich dwa młode, także tarnowskie zespoły napierające jeszcze może nie w pełni rasowym metalem, ale już na pewno metalicznie: The Same i Metal Division.<span id="more-289"></span> Pierwszy dał emocjonalnego czadu, a drugi zagrał bardziej popowo. Oba bandy niewątpliwie coś już prezentują. Chłopaki póki co jednak najlepiej wypadają w kowerach. Ale pewnie przyjdzie czas na ciekawsze kompozycje własnego autorstwa.</p>
<p><strong>Totalny Totentanz</strong><br />
Zespół pojawił się w gęstwinie euforycznych okrzyków. Fani zgotowali powracającemu z polskiej trasy koncertowej, już sławnemu zespołowi owacyjne przyjęcie. Choć wszyscy wiedzieli jak i co zagrają czuło się podniecenie oczekiwania. Rozpoczęli po gotycku. Intro wprowadziło nastrój, który jednak z czasem zakłóciły oklaski niecierpliwych fanów. Przywalili ciężarem Eutanazji. Otrzymali niemal natychmiastowy, orgiastyczny aplauz. Miarowe oklaski niczym śmiertelny klekot kości wtórowały lżejszym partiom repertuaru napiętnowanego oswajaniem śmierci. Taniec śmierci (Totentanz), który przepełnia teksty dobrze pasuje do muzyki i naszej umierającej w schematach i populistycznych trendach kultury europejskiej. A muzycznie? Mają swoje własne, rozpoznawalne brzmienie brzemienne w najlepszą klasykę ciężkiego grania. Bez rewolucji, ale ze znawstwem, świetnie kompozycyjnie, ze zmianami tempa i przede wszystkim totalnie, bez niedomówień co akurat w przypadku metalu musi być plusem. Zaskakująco nośni. <a href="http://ziewacz.yasne.pl/wp-content/uploads/2007/10/toten.jpg" title="toten.jpg" rel="lightbox[289]"><img src="http://ziewacz.yasne.pl/wp-content/uploads/2007/10/toten.jpg" alt="toten.jpg" class="right" /></a> Pierwsza płyta jak na ten gatunek wyjątkowo przebojowa. Porywające melodie mimo swego cię-żaru brzmią niczym hymny pokoleniowe. Wywalają. Powalają. Uwalają. Utwory są wykończone, świetnie skomponowane, zagrane i zaśpiewane co tylko świadczy o kunszcie i pomysłowości oraz każe przypuszczać, że będzie jeszcze pro-agresywniej. Totentanz to już profesjonalny band, który wie czego chce. Skonsolidował się wreszcie skład. To zespół, który z pewnością zajdzie daleko. Powinni być bardzo sławni jeszcze tej jesieni czego pierwsze zwiastuny dochodzą ze wspólnej trasy z Riverside.</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://logoslogan.pl/totentanz/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Pu-łapka na widzów</title>
		<link>http://logoslogan.pl/myszy/</link>
		<comments>http://logoslogan.pl/myszy/#comments</comments>
		<pubDate>Tue, 23 Oct 2007 09:46:53 +0000</pubDate>
		<dc:creator>kz</dc:creator>
				<category><![CDATA[kulturałki]]></category>
		<category><![CDATA[komedia]]></category>
		<category><![CDATA[recenzje]]></category>
		<category><![CDATA[talia]]></category>
		<category><![CDATA[teatr]]></category>
		<category><![CDATA[teksty na zlecenie]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://ziewacz.yasne.pl/myszy/</guid>
		<description><![CDATA[
Talię zakończyła pozakonkursowa inscenizacja głośnego kryminału Agaty Christie w reżyserii Olgi Lipińskiej „Pułapka na myszy”. Chociaż sztuka trąci myszką to jednak popularność autorki, tematu i sposobu na widzów zdaje się nie słabnąć. Okazuje się, że publiczność ciągle śmieje się z odgrzewanych żartów. Pani Lipińska wyreżyserowała spektakl po najprostszej linii oporu. Archaicznie. Aktorzy grają cokolwiek infantylnie, [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><a href="http://ziewacz.yasne.pl/wp-content/uploads/2007/10/myszy.jpg" title="myszy.jpg" rel="lightbox[288]"><img src="http://ziewacz.yasne.pl/wp-content/uploads/2007/10/myszy.jpg" alt="myszy.jpg" class="right" /></a></p>
<p>Talię zakończyła pozakonkursowa inscenizacja głośnego kryminału Agaty Christie w reżyserii Olgi Lipińskiej „Pułapka na myszy”. Chociaż sztuka trąci myszką to jednak popularność autorki, tematu i sposobu na widzów zdaje się nie słabnąć. Okazuje się, że publiczność ciągle śmieje się z odgrzewanych żartów<span id="more-288"></span>. Pani Lipińska wyreżyserowała spektakl po najprostszej linii oporu. Archaicznie. Aktorzy grają cokolwiek infantylnie, co też trochę irytuje. Sztuka wydobywa dziwactwa praktycznie wszystkich bohaterów stanowiąc istny kabaret. Odczuwa się wrażenie jakby cofnięcia w czasie, o jakieś pół wieku z okładem! Z mieszanymi odczuciami oglądało się tą zgraną farsę. Zabrakło przełożenia na współczesność, odniesienia do interesujących nas spraw. Sztuka przypomniała stereotypy, o których zdawaliśmy się już zapominać znając Anglię już z nieco innej perspektywy. Padające raz za razem Co za okropna pogoda utrwalało skojarzenia. Ponadczasowość tematu jakby ugrzęzła w brytyjskich realiach połowy XX wieku.<br />
Widz mógł mieć wrażenie jak tak sobie siedział grzecznie w swoim, zdawałoby się bezpiecznym, gdzieś z dala od sceny foteliku, że zamiast myszy sam został capnięty przez Olgę Lipińską. Zastanawiam się kiedy ta sztuka przestanie bawić. W Tarnowie jeszcze śmieszyła. I jaki to fenomen, że nadal się podoba w większych miastach świata? Odpowiedź tkwi jak się wydaje w „bezpiecznym” podejściu do komedii. Gra się sprawdzone rzeczy z umiarkowaną nadzieją na dobre przyjęcie i karuzela się kręci. Tylko, że my widzowie chcielibyśmy więcej. Wymagamy więcej. Od uznanych artystów po prostu nie można nie oczekiwać świetnych występów. A sztuki prezentowane w Tarnowie miały być ponoć tymi najlepszymi w minionym sezonie w Polsce. Jaka jest zatem kondycja teatru polskiego? Ja myślę, że chyba nie przywieziono reprezentacji wszystkich granych rzeczy. Cóż, parę młodych teatrów, nazwisk, ba, gwiazdeczek i gwiazd zajaśniało o boku naszego księżyca.<br />
<em>Krzysztof Ziewacz</em></p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://logoslogan.pl/myszy/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>„Ręka, noga, mózg na ścianie”</title>
		<link>http://logoslogan.pl/zaorys/</link>
		<comments>http://logoslogan.pl/zaorys/#comments</comments>
		<pubDate>Sun, 21 Oct 2007 13:35:55 +0000</pubDate>
		<dc:creator>kz</dc:creator>
				<category><![CDATA[kulturałki]]></category>
		<category><![CDATA[książka]]></category>
		<category><![CDATA[kultura]]></category>
		<category><![CDATA[recenzje]]></category>
		<category><![CDATA[talia]]></category>
		<category><![CDATA[teksty na zlecenie]]></category>
		<category><![CDATA[Zaorski]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://ziewacz.yasne.pl/zaorys/</guid>
		<description><![CDATA[ Zaorys
Koneserów Zaorskiej prozy przywitały wykwintnie artystki Anna Podkościelny i Dorota Kapłańska, które umilały piękną muzyką skrzypiec i wiolonczeli poranek kiedy milkli oratorzy. Pierwszy rozbawił Wojciech Markiewicz kokieteryjnie kukający zza obrazu Pazery. Zauważył grę grających nazwisk. Pierwszy też kon-oferował. Wyrecytował zaorys (w skrócie życiorys Zaorskiego) Andrzeja. Zaorys naładowany wyśmienitymi słownymi gierkami jak choćby ta:. „Mam [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><a href='http://ziewacz.yasne.pl/wp-content/uploads/2007/10/zaorski.jpg' title='zaorski.jpg' rel="lightbox[287]"><img src='http://ziewacz.yasne.pl/wp-content/uploads/2007/10/zaorski.jpg' alt='zaorski.jpg' /></a> <strong>Zaorys</strong><br />
Koneserów Zaorskiej prozy przywitały wykwintnie artystki Anna Podkościelny i Dorota Kapłańska, które umilały piękną muzyką skrzypiec i wiolonczeli poranek kiedy milkli oratorzy. Pierwszy rozbawił Wojciech Markiewicz kokieteryjnie kukający zza obrazu Pazery. Zauważył grę grających nazwisk. Pierwszy też kon-oferował. Wyrecytował zaorys (w skrócie życiorys Zaorskiego) Andrzeja. Zaorys naładowany wyśmienitymi słownymi gierkami jak choćby ta:. „Mam niechęć do rządu i chęć do nierządu”.<span id="more-287"></span></p>
<p><strong>Anegdotki</strong><br />
Kopię przejął i czytał dalej Kopiczyński. Poleciały anegdotki. Onegdaj Andrzej choć jeszcze jako student to już znany z prześmiewczych tekstów, taką oto rozmowę wiódł z Ryszardą Hanin, nawiasem mówiąc swoją profesorką:<br />
- Wie Pani Profesor, jakie jest prawdziwe nazwisko Lenina?<br />
- Ulianow. Odpowiada Ryszarda Hanin.<br />
- A wie pani, skąd ten pseudonim Lenin?<br />
- Nie.<br />
- Od Leny, jego ukochanej. Lena. Lenin. Wyjaśnia Andrzej, po czym dodaje, dobrze, że nie miała na imię Hania.</p>
<p>Następna była taka: Andrzej obiecał córce, że kiedy skończy 18 lat,  weźmie ją do restauracji, aby tamże napić się alkoholu. Czas się dopełnił i pojechali. Na Pragę. Do największej „mordowni”. Poprosił córę, żeby zamówiła śledzie i dwie sety. A, że śledzi wyszli to pozostały nóżki w galarecie zwane lornetą. Zanim zamówiła zobaczyła jak jakiś pijaczek mówi do swojej co dopiero zakupionej zakąski, którą niesie właśnie do swojego stolika: No, nie trzęś się! Przecież cię nie zjem!</p>
<p>Wesołość wzbudziła jeszcze opowiastka o popijawce Andrzeja z przyjacielem. Kończyli właśnie jeden flakon, gdy zjawiła się żona. Spojrzała na stół i oznajmiła, że wychodzi jeszcze na dwie godzinki. Po czym pokrzątała się po kuchni, przedpokoju, swoim pokoiku i wreszcie wyszła. Andrzej poszedł po drugi flakonik wódeczki do lodóweczki. Otwiera, patrzy, oczy przeciera i nie znajduje upragnionego eliksiru. Nie traci jednak głowy i odtwarza kroczki swojej żonki. Idzie za tym słuchowym tropem, zaglądając do różnych zakamarków by w końcu odnaleźć flaszeczkę w szafce na buty. Bibka się sączy przyjemnym Poszła dzieweczka do laseczka. Wraca żona. W mig diagnozuje stan uczestników biesiadki i sprawdza szybko szafkę. Zaniepokojona zniknięciem butelki otwiera lodówkę i znajduje swoje mrożące się kozaczki.</p>
<p><strong>Za…Zaorskim</strong><br />
Pokpiono sobie z tego i owego. Jąkała wywołał żywą reakcję zgromadzonych. Przypomniano także świetny kabaret Wolskiego i Zaorskiego. Czuło się, że ten cyklicznie organizowany Salonik poezji jest ogromnie lubianym spotkaniem. A to z Zaorskim, jego książką i jurorami Talii (oprócz w/w Kopiczyńskiego była jeszcze Anna Retmaniak i Tadeusz Kwinta) było wyjątkowe, ciepłe, wypełnione wyszukanym, najznamienitszym humorem. Szkoda tylko, że godzina mieści 60 satyrycznych minut. Udanie poranek zakłócił może tylko lekko edukacyjny wykładzik na temat twórczości Witolda Pazery. Acha. Książka naprawdę warta jest tych 39 złotych. Czytana zapewne pomnoży nasze endorfiny szczęścia.<br />
<em>Krzysztof Ziewacz</em></p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://logoslogan.pl/zaorys/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
	</channel>
</rss>
