„Każdy geniusz ma swoje ograniczenia, tylko głupota jest bezdenna.”
Letnie spotkania z wielką muzyką to już długa tradycja. Koncerty w Kąśnej Dolnej słyną ze swej doniosłości! Dworek Paderewskiego bowiem rok rocznie gości światowej sławy artystów i nie dziwi w tym kontekście wysoka frekwencja koneserów miłujących Erato i jej siostry. Rzesze melomanów przyciągnął tym razem magnes geniuszu Tamasa Erdi’ego, niewidomego wirtuoza fortepianu.
Esencja
Słynny Węgier pomimo wrodzonego ograniczenia swym mistrzowskim kunsztem udowodnił, że można przekroczyć niewidzialną linię, przebić ścianę symbolizującą kres możliwości i dokonać niemożliwego, czym wprawił słuchaczy w absolutne zdumienie i podziw graniczący z uwielbieniem. Osłupiałym widzom dostarczył wzruszeń porównywalnych z ekstatycznymi, co spotkało się ze stojącą owacją i pięknym utworem na bis, który swój galopujący, wyśmienity występ spiął delikatną klamrą.
Inwokacja
Zanim zabrzmiał fortepian, medialna, przy tym wykwintnie elegancka konferansjerka ze swadą i humorem przypomniała dobrze obrazującymi cytatami epokę wybitnych kompozytorów Liszta, Chopina, Bartoka i Kodaly’ego, których utwory miał zaprezentować wybitny pianista.
Wirtuozeria
Aura żwawego utworu „Wieczór u Szeklerów” Beli Bartoka podszytego folklorem cygańskim porwała słuchaczy w krainę Siedmiogrodu, skąd na salony Wiednia i Paryża przeniosły zasłuchane audytorium kompozycje Ferenca Liszta. Z niesamowitym czuciem i dynamiką zagrane przez Tamasa Erdi’ego fragmenty utworów wielkiego romantyka uznawanego za Paganiniego fortepianu potwierdziły przynależność młodego Węgra do klasy światowej.
Atmosfera miejsca
Gdy wybrzmiały węgierskie echa, można było się w antraktowej ciszy sycić soczystością zieleni świeżo skoszonej trawy i odpoczywać pod konarami dostojnych drzew angielskiego parku, aż do momentu, gdy prowadząca znów rozbudziła pragnienie wsłuchania się w mieniącą się perełkami muzykę znakomitości wieczoru.
Ukłon
Kontrapunktem dla gwałtowniejszej muzyki południa Europy i jednocześnie pięknym ukłonem dla nas, Polaków, była część poświęcona Chopinowi. Wiedział jak nas uwieść. Zagrał na najczulszych strunach polskości, przesiąkniętych do bólu czystością wykonania i miłością do muzyki konkurenta i przyjaciela Liszta zarazem.
Pożegnanie
Śliczna „Rapsodia węgierska nr 6” F. Liszta uwieńczyła część programową. Owacyjnie przyjęty muzyk musiał zagrać jeszcze skoro oczarowana publiczność domagała się bisów! Przepiękna, bliska w duchu Chopinowi, ballada ostatecznie wybrzmiała w nobliwych salach dworku na pożegnanie z sympatycznym Tamasem, artystą wyjątkowym. Mieliśmy zatem szczęście zetknąć się z człowiekiem niecodziennego formatu, a zdarza się to niezwykle rzadko. Kesenem sepen, Tamas.
Krzysztof Ziewacz