LogoSlogan | freelancing copywriting


Forsowna farsa (teatr)

”Zaproszony gość” wg Davida Pharao w reżyserii Andrzeja Sadowskiego na deskach tarnowskiego teatru. Polska prapremiera.
150×0zaproszony_gosc.jpg

Dylemat, czy ta przewrotna komedia traktuje li tylko o nieszkodliwym pozerstwie, czy wyrafinowanym image, rozstrzygną Państwo sobie sami jeśli wybiorą się do tarnowskiego teatru, a zobaczyć sztukę więcej niż warto! Potwierdza ona znane prawdy; że nie da się za drugim razem zrobić dobrego, pierwszego wrażenia, jak również i to, że bycie sobą popłaca na dystansie. Ale czy są to jedyne wnioski jakie nasuwają się po obejrzeniu tego wielowymiarowego spektaklu? Widzowie nie nudzą się ani sekundy, forsowna farsa treściwie się sączy, zaspokajając apetyt na wysmakowane acz strawne danie.

Po 3-letnim stażu na bezrobociu, Gerard jest na krańcu wyczerpania nerwowego, ale ponieważ w życiu nigdy nie jest aż tak źle jak się wydaje, dostaje ofertę pracy w odległej Indonezji i szanse wykazać się na nowym stanowisku. Musi jednak zaprosić przyszłego pracodawcę na wystawną kolację do siebie. Martwi go z kolei to, że stylem życia nie dorównuje standardom, jakim zdaje się hołdować przyszły szef. W sukurs przychodzi jednak wszędobylski sąsiad Aleksander, który okazuje się być guru od wizerunku. Zachęca jak może skapcaniałą parę (Gerarda i jego żonę Collette), by przyjęła wyzwanie od losu i poszła za ciosem. Pomimo niechęci organizuje szkolenie z zakresu „bon ton”, by Gerard mógł uniknąć potencjalnego faux pas. Liczy się każdy szczegół, niemal każda minuta… napięcie rośnie. Zmianie musi ulec nawet wystrój wnętrza, nie mówiąc o nawykach, czy wiedzy ogólnej kandydata. Seria omyłek druzgocze psychicznie całą trójkę i dopiero wówczas dochodzi do kulminacyjnego spotkania… zjawia się gość, gdy wszyscy mają dość!

1180989535.jpg Sztuka świetnie wpasowuje się w polskie realia. Niemoc i frustracja, spowodowana brakiem sukcesów i perspektyw, rodzi społeczną alienację niedostosowanej jednostki. W stosunkach międzyludzkich w świecie pracy decyduje wszak odgórnie ustalony, politycznie poprawny schemat, a system nie toleruje maruderów. Główne nagrody w obowiązującym obecnie modelu zdobywają jedynie „trendy”. Niedojrzały emocjonalnie Gerard w obliczu wyzwań, nie tylko kapitalistycznego rynku, ale przede wszystkim życia dorosłego, ucieka w dzieciństwo – ostatni beztroski okres życia. Tę swego rodzaju kapitulacje symbolizuje kolejka, która swoimi żelaznymi szynami oplata cały świat głównego bohatera, czyniąc go bezsilnym. Piotr Jędrzejek sprostał roli i grając nerwową manierą oddał w pełni zapętlone wnętrze Gerarda. W bezradną, cokolwiek rozmemłaną, Collette udanie wcieliła się Marta Marianna Gortych, która pokazała kobietę także tkwiącą jeszcze w dzieciństwie. Tymczasem Marek Kępiński, jakby dla kontrastu, z impetem potraktował swego z tupetem snobującego Aleksandra. Iluż to u nas w Polsce nieproszonych doradców, którzy wiedzą jak inni mają żyć, tyle, że z własnym nie potrafią, jak życie długie, zrobić porządku. Gość (Pontignac), którego ożywił swym wigorem i scenicznym kunsztem Robert Żurek, również dał powody już rozbawionej publiczności do kolejnych salw śmiechu. Wykreował dwa odmienne, aczkolwiek w ten sam sposób pokręcone charaktery. Morał z tego chyba taki, że z rzeczywistością radzą sobie jedynie cwaniaki – Pontignac’ki. Słodko-gorzko powiało Francją nie tylko za sprawą świetnie dobranej przez Sadowskiego muzyki (m.in. Joe Dassin).

David Pharao to bystry obserwator życia i nastrojów społecznych. To artysta, który potrafi stwarzać ludzi z krwi i kości, a robi to przecież piórem. Chwała reżyserom, tudzież tłumaczom (vide Andrzej Sadowski i Nicole Korzycka), że wynajdują dla nas gapiów biorąc na warsztat Pharao i jemu podobnych Molierów współczesnego teatru.

Krzysztof Ziewacz
dla tarnowskiego portalu internetowego www.intarnet.pl

ps.
Komedia doczekała się już adaptacji filmowej (2006) z główna rolą Daniela Auteuil’a i producenckim udziałem Luca Beson.