LogoSlogan | freelancing copywriting


Pu-łapka na widzów

myszy.jpg

Talię zakończyła pozakonkursowa inscenizacja głośnego kryminału Agaty Christie w reżyserii Olgi Lipińskiej „Pułapka na myszy”. Chociaż sztuka trąci myszką to jednak popularność autorki, tematu i sposobu na widzów zdaje się nie słabnąć. Okazuje się, że publiczność ciągle śmieje się z odgrzewanych żartów. Pani Lipińska wyreżyserowała spektakl po najprostszej linii oporu. Archaicznie. Aktorzy grają cokolwiek infantylnie, co też trochę irytuje. Sztuka wydobywa dziwactwa praktycznie wszystkich bohaterów stanowiąc istny kabaret. Odczuwa się wrażenie jakby cofnięcia w czasie, o jakieś pół wieku z okładem! Z mieszanymi odczuciami oglądało się tą zgraną farsę. Zabrakło przełożenia na współczesność, odniesienia do interesujących nas spraw. Sztuka przypomniała stereotypy, o których zdawaliśmy się już zapominać znając Anglię już z nieco innej perspektywy. Padające raz za razem Co za okropna pogoda utrwalało skojarzenia. Ponadczasowość tematu jakby ugrzęzła w brytyjskich realiach połowy XX wieku.
Widz mógł mieć wrażenie jak tak sobie siedział grzecznie w swoim, zdawałoby się bezpiecznym, gdzieś z dala od sceny foteliku, że zamiast myszy sam został capnięty przez Olgę Lipińską. Zastanawiam się kiedy ta sztuka przestanie bawić. W Tarnowie jeszcze śmieszyła. I jaki to fenomen, że nadal się podoba w większych miastach świata? Odpowiedź tkwi jak się wydaje w „bezpiecznym” podejściu do komedii. Gra się sprawdzone rzeczy z umiarkowaną nadzieją na dobre przyjęcie i karuzela się kręci. Tylko, że my widzowie chcielibyśmy więcej. Wymagamy więcej. Od uznanych artystów po prostu nie można nie oczekiwać świetnych występów. A sztuki prezentowane w Tarnowie miały być ponoć tymi najlepszymi w minionym sezonie w Polsce. Jaka jest zatem kondycja teatru polskiego? Ja myślę, że chyba nie przywieziono reprezentacji wszystkich granych rzeczy. Cóż, parę młodych teatrów, nazwisk, ba, gwiazdeczek i gwiazd zajaśniało o boku naszego księżyca.
Krzysztof Ziewacz