Tarnowski rynek od jakiegoś czasu odzyskuje należny mu rytm i dawną rangę. Organizatorzy, jak na historyczne miejsce przystało, sięgają po artystów z coraz to wyższej półki. Kolejne wydarzenie, które zaświadcza o apetytach tarnowian na wytrawną rozrywkę czego dowodem przyjęcie, jakiego doświadczyli artyści Opery Krakowskiej wykonujący pod Ratuszem najświetniejsze arie najbardziej znanych dzieł wielkich klasyków gatunku. Wirtuozi zaspokoili, manifestujący się kilkuset osobowym tłumem, głód prawdziwej sztuki i sobotni wieczór pierwszy mógł przejść do historii jako ten ze wszech miar udany.
Orkiestra Opery Krakowskiej pod dyrekcją Piotra Sułkowskiego przedstawiła w skondensowanej formie, bo ograniczonej w zasadzie do muzyki, śpiewu i namiastki scenograficznej w postaci kostiumów, wybrane fragmenty najpopularniejszych dzieł między innymi Verdiego, Rossiniego, Mozarta i Bizeta. I nawet nie potrzeba było wyobraźni, aby w pełni delektować się uznaną sztuką. Kunsztem wokalnym zachwycili soliści: Katarzyna Oleś-Blacha (sopran), Agnieszka Cząstka (mezzosopran), Wasyl Grocholski (tenor) i Andrzej Biegun (baryton). Wykonywali arie w oryginalnych językach, co wespół z talentem i wyćwiczonym, profesjonalnym głosem, musiało wzbudzić podziw i szacunek słuchaczy. Klimat wielkoformatowej sztuki egzemplifikował się odświętnym, niemal historycznym kostiumem. Panie zaprezentowały się w wytwornych sukniach, panowie zaś w tradycyjnych frakach. I tu myśl się narzuca socjologiczna: czyż taka dystynkcja nie wymusza dobrych obyczajów? Czy ktokolwiek śmiałby spoliczkować tak elegancką damę? Honor wszak idzie w parze z szatą i tą symbolikę dedykuję współczesnym decydentom.
W-aria-cyjne opery
Owacyjnie witane arie genialnych kompozytorów orkiestra podejmowała z naturalną dynamiką, wtórując na przemian paniom i panom oraz duetom. Po półgodzinnym koncertowaniu publiczność reagowała już wyłącznie entuzjastycznie, a „Polka” Johanna Straussa (syna) rozhuśtała rzęsiście klaszczące rzędy melomanów. Płyta rynku napełniała się z wolna przechodniami rozmiłowanymi dźwiękami wysokiej skali. Nawet przypadkowicze pozostali do końca ujęci atmosferą koncertu. Widziałem także zainteresowane uszy młodych, na co dzień wyposażone w niemal przyrośnięte do nich „ipod’y”, które po takim wykonaniu muszą chyba testować możliwości orkiestry klasycznej. Czego to nie było, by wymienić kilka mieniących się nieprzemijającym muzycznym pięknem: „Faust”, „Czarodziejski flet”, „Wesele Figara”, „Carmen” czy „Zemsta nietoperza”. „Nad pięknym modrym Dunajem” wprawił audytorium w rytmiczne pląsanie, co błyskawicznie podchwycił dyrygent i wodził już rozbawiona publicznością. Doszło do zacieśnionej interakcji z artystami, Sułkowski porzuciwszy orkiestrę przejął na dobre rozentuzjazmowaną publiczność pod swoja batutę. Muzyka sprzed wieków triumfowała w eterze ku-ba-tu-ty-tury Rynku. I nie mógł na koniec nie zabrzmieć „Marsz Radeckiego”, który przy nieustających oklaskach zwieńczył występ. Powietrze przeszyte nietuzinkowymi harmoniami długo jeszcze pozostawało pod aureolą operowej fiesty.
Refleksja końcowa nastraja optymistycznie. Melomani są wszędzie, to fakt, mnie natomiast podnosi na duchu to, że tarnowianie poszerzają muzyczne horyzonty, podnoszą swe odsłuchowe standardy i dzieje się to dzięki mądrym sponsorom (MPC, Sufix) i organizatorom (Wydział Kultury UM T-wa) na coraz to większą skalę. Z niecierpliwością czekamy na drugą odsłonę wieczoru operowego. Szeptane wici już oplatają Tarnów!
www.inTARnet.pl