LogoSlogan | freelancing copywriting


Bluesrock’owe odjazdy

Teksasy RIDERS 10.08.2007 Tarnów
r11.jpg Piątkowy wieczór tarnowianie jak na EuroUnistów przystało spędzają bawiąc się w pub-licznym gronie przy 1-ligowych kapelach, które ściągnął ku wspólnej uciesze Wojtek Klich i TCK, a prezydent zezwolił swawolić do 23.00. Niech żyje kult-hura! Wiwat magistrat.

Teksasy. Ludyczne podrygi

Czują bluesa po texańsku, co wyrażają nazwą, choć ta, jak żartował sobie Wojtek, może śmiało pochodzić od strojów w jakich zwykle grają Ci hardzi faceci w … no właśnie teksasach. Od razu wtrącę swoje trzy grosze. Ta muzyczka odświeża dokonania polskich big-beatowców, oczywiście przemielone przez filtr współczesności i muzycznej mentalności, texaskiego z upodobania, bandu. Ludycznie energetyczne granie Teksasów to rythm and blues, rockabilly i funky, które zbiera na podrygi. Widziałem starsze pokolenia, chętne pobrykać pod sceną i gdyby koncert był na Słowacji z pewnością tańcowali by wszyscy. Polacy się krępują. Poza tym młodzież tak szaleje, że nie ma miejsca na wygibasy dla starszej klasy. t1.jpg
Młodym się to opłaciło bo wokalista zrzucał ze sceny egzemplarze nowej płytki zespołu i szczęściarze nie muszą już zrzucać na dysk twardy z Internetu, w którym chyba na próżno byłoby poszukiwać takiej muzyki, choć może ze strony zespołu coś da się ściągnąć: www.teksasy.pl Muzyka musiała się podobać skoro parę osób zakupiło „Boogie całą noc”. Wiem, że mają „saks”, ale go nie przywieźli. Dlaczego? Tego, niestety już nie wiem. Ale i tak dali niezły występ. I oklaski nawet mieli. Może tarnowianie przyszli bogatsi o lekturę anonsu, w którym stoi jak wół, że zespół wielokrotnie był nagradzany prestiżowymi laurami, to klaskać po prostu nie tylko wypadało, ale i było za co. A piosenka „Jeszcze jeden dzień bez Ciebie” z pewnością okaże się tegorocznym hitem!

RIDERS. Jazda bez trzymanki!
Zapadł zmrok. Scenę zasnuła wygenerowana mgła, którą zafarbowały sceniczne reflektory. Ciężki riff zwiastował kawał mocnego bluesrocka. Czekałem zniecierpliwiony na wokal, który dopełni całości. Nagle poprzez twarde dźwięki instrumentalistów przedarł się donośnie ostry, lekko zachrypnięty głos wokalistki, złudnie przypominający Chylińską i Janis Joplin zarazem. Jak się zresztą za chwil kilka okazało kowerowanie JJ to popisowa jazda zespołu. Obok wielu własnych zagrali utwory innych, w tym właśnie „Piece of my heart” i Summertime”, które były tak wiernymi odtworzeniami, że tylko chylić czoła przed RIDERS-ami. Wymiatali fakt-uralnie gęstego rocka, podszytego bluesową melodyką. Ola Łysiak i RIDERSi z powodzeniem wypełniają lukę powstałą po O.N.A., a dzięki bluesowemu zabarwieniu stali się niepowtarzalni. Mnie szczególnie oprócz wokalu podobała się gra gitarzysty Grześka Kuksa, któremu nie obcy jest brud grunge’u i nowofalowe plumkania podkręcane dryfującym fuzem. Sekcja rytmiczna chodzi jak w zegarku, a jak trzeba potrafi jazzowo niedomówić, leniwie bluesowo zamajaczyć albo wręcz rockowo zdynamizować! Szkoda, że bisik był skromny, a w jamsession zagrał tylko jeden RIDERS.

„Kiedy byłem małym chłopcem”
Klich i spółka po zejściu z kursu RIDERSów tradycyjnie zapodali kilka bluesowych standardów, a na koniec ponadczasowego Nalepę, czym zaprosili na następne spotkanie poświęcone właśnie Tadeuszowi. (17.08.2007). Cztery godziny na rynku upłynęły niemalże jak cztery minuty, bez czterech sekund nudy. Widziałem obcokrajowców rozkołysanych w rythm and bluesie. Ta impreza to wspaniała promocja Tarnowa, miasta w którym nieustannie coś się dzieje.
www.inTARnet.pl
Krzysztof Ziewacz