<?xml version="1.0" encoding="UTF-8"?>
<rss version="2.0"
	xmlns:content="http://purl.org/rss/1.0/modules/content/"
	xmlns:wfw="http://wellformedweb.org/CommentAPI/"
	xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/"
	xmlns:atom="http://www.w3.org/2005/Atom"
	xmlns:sy="http://purl.org/rss/1.0/modules/syndication/"
	xmlns:slash="http://purl.org/rss/1.0/modules/slash/"
	>

<channel>
	<title>LogoSlogan &#187; kultura</title>
	<atom:link href="http://logoslogan.pl/tag/kultura/feed/" rel="self" type="application/rss+xml" />
	<link>http://logoslogan.pl</link>
	<description>freelancing copywriting</description>
	<lastBuildDate>Mon, 07 Jun 2010 13:46:32 +0000</lastBuildDate>
	<generator>http://wordpress.org/?v=2.8.6</generator>
	<language>en</language>
	<sy:updatePeriod>hourly</sy:updatePeriod>
	<sy:updateFrequency>1</sy:updateFrequency>
			<item>
		<title>Kulturowe świadectwo czasów!</title>
		<link>http://logoslogan.pl/kulturowe-swiadectwo-czasow/</link>
		<comments>http://logoslogan.pl/kulturowe-swiadectwo-czasow/#comments</comments>
		<pubDate>Fri, 31 Oct 2008 13:40:18 +0000</pubDate>
		<dc:creator>kz</dc:creator>
				<category><![CDATA[brydż]]></category>
		<category><![CDATA[historia]]></category>
		<category><![CDATA[kultura]]></category>
		<category><![CDATA[wywiady]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://logoslogan.pl/?p=547</guid>
		<description><![CDATA[Rozmowa z Leszkiem Gabrielem;
nestorem tarnowskiego brydża, wielkim pasjonatem, w szczególności historii tej gry, trenerem II klasy, „chodzącą encyklopedią”, nauczycielem wielu pokoleń, niezmordowanym działaczem TZBS-u i wreszcie wspaniałym partnerem! 
Leszek Gabriel jest z wykształcenia inżynierem mechanikiem, obecnie na emeryturze. Pracował w dozorze technicznym Zakładów Azotowych w T-wie.
Żonaty; żona Anna, brydżystka!
Niejeden wygrany turniej z żoną w parze, [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><code>Rozmowa z Leszkiem Gabrielem;<br />
nestorem tarnowskiego brydża, wielkim pasjonatem, w szczególności historii tej gry, trenerem II klasy, „chodzącą encyklopedią”, nauczycielem wielu pokoleń, niezmordowanym działaczem TZBS-u i wreszcie wspaniałym partnerem! </code><span id="more-547"></span></p>
<p><strong>Leszek Gabriel</strong> jest z wykształcenia inżynierem mechanikiem, obecnie na emeryturze. Pracował w dozorze technicznym Zakładów Azotowych w T-wie.<br />
Żonaty; żona Anna, brydżystka!<br />
Niejeden wygrany turniej z żoną w parze, są wśród nich duże zawody z okazji zakończenia roku, a także pomniejsze imprezy sportowe oraz zawody na niwie amatorskiej.<br />
Córka, bardzo zdolna Kasia, niestety nie brydżystka, a szkoda! ;)</p>
<p><strong>Krzysiek Ziewacz:</strong><br />
Pochodzi Pan z tzw. dobrej rodziny z intelektualnymi tradycjami. Ponoć już Pański ojciec grywał towarzysko w kółeczko. Jak się Pan zaszczepił na dobre?</p>
<p><strong>Leszek Gabriel:</strong><br />
Pierwsze moje kontakty z brydżem rzeczywiście miały charakter spotkań typowo towarzyskich. Zasiadano do brydżyka przy okazji imienin czy innych rodzinnych biesiad. Po zjedzeniu fruktuałów stół pustoszał i miejsce na nim zajmowały karty i emocje z nimi związane. Miałem nawet specjalnie na zamówienie wykonany stolik brydżowy wg projektu ojca.  Wyściełany zielonym suknem, podnoszonym i pułeczką na karty, notesiki i inne akcesoria. Ale tak naprawdę moja intelektualna przygodę zacząłem od szachów. Ojciec grał to i ja się wciągnąłem. Odnosił w swoim gronie sukcesy. Brał nawet udział w turniejach sportowych. </p>
<p><strong>KZ:</strong><br />
Wspominał mi Pan kiedyś, że grywał już na studiach. Jak się zatem zaczęła Pańska prawdziwie sportowa przygoda?</p>
<p><strong>Leszek Gabriel:</strong><br />
I rok studiów zdominowały szachy. Kolega z pokoju był szachistą więc nieustannie zbijaliśmy „szachowe bąki”. II rok przyniósł zmianę w tej materii. Zaczęliśmy się interesować brydżem i choć początkowe potyczki były niezdarną próbą prawdziwej rywalizacji, mające swój czas głównie i celowo przed egzaminami, pełne przy tym kłótni i mądralińskich to jednak mile je wspominam. [...]</p>
<p><a href="http://tabu.tarnow.pl/index.php?option=com_content&#038;task=view&#038;id=571&#038;Itemid=145">Czytaj dalej na www.TABU.tarnow.pl</a></p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://logoslogan.pl/kulturowe-swiadectwo-czasow/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Jazz na poważnie</title>
		<link>http://logoslogan.pl/stodola/</link>
		<comments>http://logoslogan.pl/stodola/#comments</comments>
		<pubDate>Tue, 12 Aug 2008 12:00:30 +0000</pubDate>
		<dc:creator>kz</dc:creator>
				<category><![CDATA[kulturałki]]></category>
		<category><![CDATA[jazz]]></category>
		<category><![CDATA[kąśna dolna]]></category>
		<category><![CDATA[kultura]]></category>
		<category><![CDATA[recenzje]]></category>
		<category><![CDATA[relacje]]></category>
		<category><![CDATA[sztuka]]></category>
		<category><![CDATA[teksty na zlecenie]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://ziewacz.yasne.pl/stodola/</guid>
		<description><![CDATA[ Na koncert do Sali Letniej Dworku w Kąśnej Dolnej przybyło w miniony piątek około stu melmanów, aby posłuchać na żywo znakomitych muzyków w składzie Filip Wojciechowski (fortepian), Adam Cegielski (kontrabas) i Krzysztof Szmańda (perkusja). Zespół przedstawił klasyczne utwory Jana Sebastiana Bacha, Ludwiga Van Beethovena i Fryderyka Chopina w transkrypcjach jazzowych Filipa Wojciechowskiego.
Jazz jest już [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><a href="http://ziewacz.yasne.pl/wp-content/uploads/2007/09/stodola1.jpg" title="stodola1.jpg" rel="lightbox[258]"><img src="http://ziewacz.yasne.pl/wp-content/uploads/2007/09/stodola1.jpg" alt="stodola1.jpg" /></a> Na koncert do Sali Letniej Dworku w Kąśnej Dolnej przybyło w miniony piątek około stu melmanów, aby posłuchać na żywo znakomitych muzyków w składzie Filip Wojciechowski (fortepian), Adam Cegielski (kontrabas) i Krzysztof Szmańda (perkusja). Zespół przedstawił klasyczne utwory Jana Sebastiana Bacha, Ludwiga Van Beethovena i Fryderyka Chopina w transkrypcjach jazzowych Filipa Wojciechowskiego.<span id="more-258"></span></p>
<p><strong>Jazz jest już klasyką</strong><br />
100-letni już jazz, tak jak muzykę klasyczną, można zaliczyć do tych gatunków muzycznych, które cieszą się szczególną atencją koneserów. I dzieje się tak nie bez kozery, skoro jazz stawia przed słuchaczem pewne wymagania. Dzięki specyficznej, niedopowiedzianej frazie, zakreśla eter interpretacyjnych przestrzeni. Myślę, że ludzkość przyszłych wieków właśnie jazz uzna za muzykę naszych czasów! Coraz bardziej przenikająca inne muzyczne sfery kakofonia, reprezentująca muzykę poważną XX wieku, na to miano, jak sądzę, nie zasłuży! W taki oto sposób dochodzimy do zbiegu klasyki z jazzem. Wykonywanie klasyki na jazzowo ma już długą tradycję. Jak powiedział Filip Wojciechowski w czasie koncertu, niektórzy kompozytorzy w tym szczególnie J.S. Bach byli, sądząc z dzisiejszej perspektywy, niedoścignionymi jazzmanami! Utwory Bacha świetnie wpasowują się w jazzową estetykę. To gotowa strukturalnie muzyka, którą wystarczy rozpisać na instrumenty. Filip Wojciechowski przygotował również transkrypcje innych wielkich klasyków.</p>
<p><strong>Koncert</strong><br />
Za otwieracz posłużyło pre-ludium J.S. Bacha, które okazało się iście jazzgotliwe. Jako drugi został zapowiedziany Chorał „Jesus bleibet meine Freude”. Urzekająca ballada w genialnej transkrypcji Wojciechowskiego tak ujęła publiczność, że długość aplauzu nie pozostawiła wątpliwości co do wyboru muzycznej perełki wieczoru. Trzeci utwór śmiało mógłby pretendować do miana muzyki filmowej. Instrumenty perkusyjne swym delikatnym szelestem zasiały ziarno niepokoju, na myśl przywiodły Komedę. W filmową pogoń rzucili się pozostali dwaj wirtuozi: to fortepian górował, to kontrabas przewodził. Raz jeden fortepianował po czym drugi kontrabasował, i wyścig trwałby jeszcze, jak to u jazzmanów, gdyby perkusista solistów nie skonstatował.<br />
Po salwie braw zagościł odmienny, swojski klimat polskości, powiało romantycznym smutkiem. Sparafrazowany Chopin urokliwie wybrzmiewał pod kinetyczną energią zręcznych palców Wojciechowskiego. Cóż to? Czy to Chopin jeszcze? Zastanawiali się zafrapowani pozaprogramowym wybrykiem artystów wielbiciele synkopowanej klasyki. I rzeczywiście, jak wyjaśnił wodzirej, muzycy przepletli Chopina z Mozartem, Rachmaninowem i Korsakowem. Pianista oklaski otrzymał jeszcze w trakcie utworu będąc bo z takim namaszczeniem i wirtuozerią szarlatanował, że podziw musiał wzbudzić!<br />
Muzykowali na przemian: lider „poważny” temat zapodawał, a sekcja rytmiczna dokładała jazgotu. Po galopadach nieco mniej dynamiczna kompozycja uwypukliła piękno brzmienia kontrabasu, który przejmująco łkał w towarzystwie cykającej perkusji. Z czasem przejmująco narastał metaliczny deszcz fortepianowych dźwięków, aż wybrzmiał cichutkim roszeniem perkusji. Czwarty utwór Chopina to znów była gonitwa, tyle, że delikatna, kiedy kontrabas ścigał się z fortepianem, a subtelna perkusja nie pozostawała obojętna i odpowiadała na zaloty lotnym filingiem. Więcej ognia wirtuozi wykrzesali w numerze piątym, po którym nastąpiła kolejna niespodzianka. Otóż zespół przedstawił własną kompozycję pod tytułem Mont. Dialog fortepianu i kontrabasu w przestrzeni dźwięku chińskiego gongu, ze ślicznym motywem przewodnim i kapitalnie rozbudowanymi wątkami pobocznymi. Program zakończyli z przytupem proponując słuchaczom Mazurek D-dur z góralską nutką i kakofonią dźwięku: dam da da dam da da dam… Na bis raz jeszcze zakrólowało piękno plumkającego jazzu.</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://logoslogan.pl/stodola/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Serum na polityczne profanum (teatr)</title>
		<link>http://logoslogan.pl/serum/</link>
		<comments>http://logoslogan.pl/serum/#comments</comments>
		<pubDate>Thu, 24 Jul 2008 14:23:50 +0000</pubDate>
		<dc:creator>kz</dc:creator>
				<category><![CDATA[kulturałki]]></category>
		<category><![CDATA[Bóg]]></category>
		<category><![CDATA[kultura]]></category>
		<category><![CDATA[recenzje]]></category>
		<category><![CDATA[religia]]></category>
		<category><![CDATA[sztuka]]></category>
		<category><![CDATA[teatr]]></category>
		<category><![CDATA[teksty na zlecenie]]></category>
		<category><![CDATA[tradycja]]></category>
		<category><![CDATA[wiara]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://ziewacz.yasne.pl/serum/</guid>
		<description><![CDATA[ Wielowymiarowy spektakl nakładającymi się warstwami fresków wielkiej literatury przypomina jakby ku przestrodze stare dzieje w momencie, kiedy historia zatacza swe wielkie koło, chcąc nim pogruchotać pochylone karki ostatnich chrześcijan.
 Wielki spektakl małej trupy 
Dramat „Niewierni” w reżyserii Tomasza A. Żaka na podstawie „Księcia Niezłomnego” Calderona de la Barca w tłumaczeniu Juliusza Słowackiego miał już [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><a href="http://ziewacz.yasne.pl/wp-content/uploads/2007/09/giaur.jpg" title="giaur.jpg" rel="lightbox[252]"><img src="http://ziewacz.yasne.pl/wp-content/uploads/2007/09/giaur.jpg" alt="giaur.jpg" class="right" /></a> Wielowymiarowy spektakl nakładającymi się warstwami fresków wielkiej literatury przypomina jakby ku przestrodze stare dzieje w momencie, kiedy historia zatacza swe wielkie koło, chcąc nim pogruchotać pochylone karki ostatnich chrześcijan.<span id="more-252"></span></p>
<p><strong> Wielki spektakl małej trupy </strong><br />
Dramat „Niewierni” w reżyserii Tomasza A. Żaka na podstawie „Księcia Niezłomnego” Calderona de la Barca w tłumaczeniu Juliusza Słowackiego miał już jakiś czas temu prapremierę światową. Teraz z kolei przyszedł czas na inaugurację polską. Nie licząc pokazu zamkniętego „Teatr Nie Teraz” daje pierwsze, otwarte i jedyne jak na razie zaplanowane przedstawienie dla szerszej publiczności w swoim niesamowitym, mościckim lokum.</p>
<p><strong>Odmienny stan świadomości</strong><br />
Widownię zorganizowaną na krawędzi scenicznego horyzontu zdarzeń dojmuje niepojęta czerń nicości, alienacji. W sercu rodzi się odwieczny strach przed anihilacją. Jaźń gęstnieje w ciemności i dopiero fenomen światła ze scenicznego reflektora budzi do życia pierwsze byty surowej scenografii. Zajęta świadomość widza już do końca spektaklu nie doświadcza własnej fizyczności, nawet dyskomfort nie klimatyzowanej sali staje się retrospektywnym niuansem innej rzeczywistości. Widz wiruje już w rytmie prawoskrętnej materii, trącany o struny wszechświata osiągając stan czystej percepcji. […]<br />
<strong>Kontekstowe pokłady </strong><br />
Spektakl dzięki swojej pełnej powietrza fakturze zyskał sporo przestrzeni, (nie tyle interpretacyjnej, bo ta było cokolwiek przecież ukierunkowana ciążącym balastem światopoglądu reżysera) głównie estetycznej ze względu na ascetyzm wykorzystanych środków wyrazu, jak i  literackiej, gdzie musiały pomieścić się trzy warstwy dzieła, do którego odwołał się Teatr Nie Teatr swoimi „Niewiernymi” (1629 Calderon, 1843 Słowacki i 2006 T. A. Żak.). Oszczędna formuła sprzyja wyrazistości przekazu. Głośno krzyczy wymowną alegorią siedemnastowiecznej sztuki Calderona, a wzbogacona publicystyką Fallaci i ostatecznie przefiltrowana Żakiem, angażuje się we współczesność, będąc otrzeźwiającym serum na polityczne profanum naszych korporacyjnych czasów! Na samą realizację teatralną nakładają się dokonania strukturalne Teatru Grotowskiego, który paradoksalnie, jednocześnie zawęził i poszerzył horyzont sceniczny proponując tzw. teatr ubogi ze swym ekstatycznym aktorstwem polegającym na ofiarnej, wykorzystującej wyostrzoną świadomość, grze aktora.<br />
<strong>Żak – Książę Niezłomny</strong><br />
Twardoręki, ale nie twardogłowy dyktator, charyzmatyczny reżyser, scenograf i założyciel Teatru Nie Teraz jest człowiekiem o wielkiej wrażliwości, wyczulonym na drgania najwyższej częstotliwości, co pozwala mu na wczesne rozpoznawanie czyhających zagrożeń, na długo przed społeczną świadomością sposobiącego się zła. „Niewierni” mogli się pojawić w takiej formie i w tak wąskim, alternatywnym paśmie niszowej kultury, jak sądzę, dzięki nieustannie walczącemu z mainstreamową papką niby wysokiej kultury Tomaszowi A. Żakowi. Widać u niego zarówno fascynację, jak i potrzebę oddania hołdu wielkiemu teoretykowi teatru Jerzemu Grotowskiego. Determinację i niezłomną wolę Żak przejawia od 25 lat manifestując swymi inscenizacjami autorską czystość przekazu, niezależność twórczą i wreszcie szczerość emocjonalną. Jego zdaniem teatr podobnie jak u Grotowskiego ma misję, jest narzędziem, które zmienia i widza, i aktora. Jest sacrum dokonującym przemiany. Widz wychodzi od Żaka z przewartościowanym moralnie wektorem postępowania i kontynuuje swój żywot już po innej trajektorii.<br />
<strong>Nienaganne akt-ora-tor-stwo</strong><br />
<a href="http://ziewacz.yasne.pl/wp-content/uploads/2007/09/niewierni2.jpg" title="niewierni2.jpg" rel="lightbox[252]"><img src="http://ziewacz.yasne.pl/wp-content/uploads/2007/09/niewierni2.jpg" alt="niewierni2.jpg" /></a>Grają: Szymon Seretem, Karolina Kozioł, Joanna Myszka i Agnieszka Wąs. Młodzi aktorzy swym olbrzymim zaangażowaniem wpisują w role swoją transformację. Eksplorując własne  wnętrze oprowadzają widza po zakamarkach człowieczego jestestwa. Wszyscy  utalentowani, mający już niezły warsztat, potrafią zdominować swą sceniczną obecnością myśli widza, który zapatrzony i zasłuchany łatwo daje się wciągnąć w opowiadaną historię. Nie mnie, człowiekowi zbyt małej perspektywy, oceniać grę analizując detale, ale przyznam, że dałem się (u)wieść po odmieniających etycznie koleinach, jakże aktualnego dziś, dramatu.<br />
<strong>Teraz Nie Teatr</strong><br />
Żak przyznaje, że uprawia teatr nieobojętny politycznie, jawny, z uczciwie określoną opcją. Jest ciągle obecnym, tubalnym głosem z cię-żarem słów i spraw pilnych. Teatr Nie Teraz, nazwą swą odwołujący się do przeszłości, porusza tematy aktualne posługując się wielkim kalibrem. I choć to on wyplenia chwasty, uważany jest za powój wijący się niebezpiecznie na klombach oficjalnej zieleni miejskiej.<br />
<strong>Demoralizacja demokracji i demonizacja Boga</strong><br />
Zniekształcone rozumienie tolerancji, która przecież jest tylko poszanowaniem odrębności z prawem do sprzeciwu, a nie akceptacją, zapoczątkowane w USA forowaniem mniej uzdolnionej mniejszości czarnoskórych Amerykanów, doprowadziło do zatwierdzonego urzędowym schematem wynaturzenia początkowej idei i wpisało się do stylu myślenia poprawności politycznej. Francja w latach 50/60-tych szablon powieliła ściągając do siebie tanią siłę roboczą, co dwie dekady później odcisnęło się piętnem eskalacji żądań potomków ekonomicznej emigracji. Doszło do zakłócenia równowagi politycznej, ponieważ politycy ugięli się pod pręgierzem bezpardonowego nacisku i poszli na daleko idące ustępstwa przyznając mniejszościom, notabene głównie arabskim, wiele swobód. Nastąpiła swoista demoralizacja ustroju. Dynamicznie obecna w polityce mniejszość coraz częściej wydziera większości przyzwalający mandat co wypacza idee demokracji.<br />
<a href="http://ziewacz.yasne.pl/wp-content/uploads/2007/09/profanum.jpg" title="profanum.jpg" rel="lightbox[252]"><img src="http://ziewacz.yasne.pl/wp-content/uploads/2007/09/profanum.jpg" alt="profanum.jpg" /></a><br />
<strong>Śmierć cywilizacyjna Europy albo rehabilitacja diabła</strong><br />
Świetność zdaje się dobiegać końca, skoro Europa dokonuje na sobie samogwałtu odcinając własne korzenie z których wyrosła. Odżegnuje się tym samym od wielowiekowej tradycji chrześcijańskiej i jej uświęconych instytucji kościoła czy małżeństwa. Jednym sprytnym aktem negacji pominięto w katalogu spraw fundamentalnych UE religijne i związane z nim nierozłącznie kulturowe dziedzictwo wielkiej Europy. W zamian, chciałoby się rzec, pojawiło się wiele przywilejów dla wszelakich bardziej lub mniej wynaturzonych mniejszości, by wymienić usankcjonowany terroryzm, homoseksualizm czy masoneria o pornografii nie wspominając. Czyż byłby to kres kultury chrześcijańskiej?<br />
<strong>Postępowa Europa i lewacki ateizm</strong><br />
Europa umiera ponieważ traci równowagę. Wiatr historii znosi ją na zdeprawowaną lewą flankę dziejów. Tolerancja każe to dzielnie ścierpieć, ale rzeczywisty problem stanowią zapędy i pokusa ujednolicania społecznej tkanki Europejczyków. Zdewaluowana prawica ma także prawo do poszanowania jej aktywnej obecności. Stanowi gwarancje bezpieczeństwa i trwałości cywilizacji. Zresztą lewica jest taką samą przeciwwagą, w czasie gdy prawy ster trzyma kurs. Owe dążenia są jawnym przejawem ukrytego totalitaryzmu.<br />
<strong>Konkluzje końcowe </strong><br />
Teatr Nie Teraz daje wiele gotowych odpowiedzi na zapętloną sk-rzeczywistość! Nie proponuje łatwych rozwiązań. Z pewnością nie są one akceptowalne dla wszystkich i nawet jeśli prezentuje racje mniejszościowe, trzeba je ścierpieć pozwalając na społeczną emisję. Czyż nie tego uczy nasza tolerancyjna demokracja? Dowodem na społeczne zapotrzebowanie jest przyjęcie jakie zgotowali Teatrowi Nie Teraz Szwajcarzy, Niemcy i Francuzi udowadniając tym samych jak małym zaufaniem darzą swoich polityków!<br />
<a href="http://www.intarnet.pl/">www.inTARnet.pl</a><br />
<a href="http://www.tnt.intarnet.pl/spektakle/strony/niewierni_arty.html">www.teatrnieteraz.intarnet.pl/</a><br />
<em>Krzysztof Ziewacz</em></p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://logoslogan.pl/serum/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Trzy komety Komedy</title>
		<link>http://logoslogan.pl/komeda/</link>
		<comments>http://logoslogan.pl/komeda/#comments</comments>
		<pubDate>Mon, 19 May 2008 12:05:46 +0000</pubDate>
		<dc:creator>kz</dc:creator>
				<category><![CDATA[kulturałki]]></category>
		<category><![CDATA[jazz]]></category>
		<category><![CDATA[komeda]]></category>
		<category><![CDATA[kultura]]></category>
		<category><![CDATA[relacje]]></category>
		<category><![CDATA[teksty na zlecenie]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://ziewacz.yasne.pl/komeda/</guid>
		<description><![CDATA[ fot. Michał Stańczyk 
Czyli geniusz niedościgniony! Sobota 17.05.2008 Tarnów, Rynek.
Trzy prze-tworzenia muzycznego geniuszu, kojarzonego ze świetnością polskiego jazzu i filmu czyli wariacje na temat twórczości Krzysztofa Komedy w wirtuozerskim wykonaniu współczesnych muzyków polskiej sceny jazzowej na zakończenie 22-giej Tarnowskiej Nagrody Filmowej.
Drum Freaks &#8211; Milo Kurtis &#38; Co,
Marysia Sadowska,
Jagodziński Trio &#38; Lora Szafran &#38; kwartet [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><a href="http://ziewacz.yasne.pl/wp-content/uploads/2008/05/loras.JPG" title="loras.JPG" rel="lightbox[295]"><img src="http://ziewacz.yasne.pl/wp-content/uploads/2008/05/loras.JPG" alt="loras.JPG" /></a> fot. Michał Stańczyk <span id="more-295"></span></p>
<p><strong>Czyli geniusz niedościgniony! Sobota 17.05.2008 Tarnów, Rynek.</strong><br />
Trzy prze-tworzenia muzycznego geniuszu, kojarzonego ze świetnością polskiego jazzu i filmu czyli wariacje na temat twórczości Krzysztofa Komedy w wirtuozerskim wykonaniu współczesnych muzyków polskiej sceny jazzowej na zakończenie 22-giej Tarnowskiej Nagrody Filmowej.<br />
<strong>Drum Freaks &#8211; Milo Kurtis &amp; Co,<br />
Marysia Sadowska,<br />
Jagodziński Trio &amp; Lora Szafran &amp; kwartet smyczkowy</strong></p>
<p>Przedostatni wieczór tarnowskiego święta polskiego kina rozpoczął się z godzinnym opóźnieniem z racji niesprzyjającej aury. Szumnej, choć raczej kameralnej imprezie dodano nieco kokieteryjnej buchalterii za sprawą ściągniętych z popularnej stacji telewizyjnej zawodowych konferansjerów. Tłumek zwiedziony głośnymi wykonawcami i jeszcze bardziej znanym kompozytorem, głównie przecież filmowym, cierpliwie oczekiwał, aż się próbnie wybrzęczą technicy i odnajdą wreszcie zagubionego, a może będącego w matni akustyka, co musiało trochę poirytować i ostudzić emocje, które i tak już dobrze schłodziła zapowiedziana burza… Ale ponieważ to miało być wydarzenie przez duże K jak… Komeda, nikt nawet nie okazywał zniecierpliwienia godnie znosząc niepogodę.</p>
<p>I zabrzmiał uwspółcześniony, przetrawiony przez kontynuatorów jazzu, który w czasach aktywności Krzysztofa Komedy-Trzcińskiego był dopiero w polskich realiach w powijakach, był muzykowaniem zaledwie chałupniczym, a nawet czymś wstydliwym i zakazanym.</p>
<p>Trawestowano geniusz na rozmaite sposoby. Był Komeda katakumbowy, be-popowy i wreszcie filmowy. Wieczór tarnowski pokazał tę muzykę eksperymentalnie odmienioną, z lekka tylko tym Komedą pobrzmiewającą.</p>
<p>Tak przynajmniej Pospieszalski i spółka (<strong>DRUM FREAKS &#8211; MILO KURTIS &amp; Co</strong>) nieśpiesznie pomknęli w rejony kakofonii, z której jednak z czasem zdawało się wyłaniać krystaliczne piękno kompozycji mistrza. Dla przykładu saksofon najpierw majaczył, po czym rozmywał się w tle akompaniamentu. „Prawo i Pięść” zabrzmiało Komedowo, a sam Komeda jawił się niczym Morricone polskiej muzyki filmowej, choć to chyba nadużycie albo tylko uproszczenie, bo przecież był bardziej poszukujący i światowy. Instrumenty jakby same się dostrajały do pięknych linii melodycznych i już bliskie oryginałowi były prawie, gdy eksperymentalna nuta przywracała charakter przefiltrowanym utworom.</p>
<p><strong>MARYSIA SADOWSKA</strong> z kolei przebiła się „Komedą” w bardziej popularne rejony. Jej jazz dzięki odmianie fusion jest nieco łatwiejszy i pewnie z tego powodu spodobał się szerszej publiczności. „Tribute to Komeda” to projekt ważny, choćby z uwagi na popularyzację tej muzyki wśród najmłodszego pokolenia. Poza tym ten głos o barwie filuternej kochanki automatycznie uruchamia nasłuchiwanie…</p>
<p>Sam epilog przypadł w udziale równie sławnych: <strong>JAGODZIŃSKI TRIO &amp; LORA SZAFRAN &amp; KWARTET SMYCZKOWY</strong>, którzy trawestowali Komedę zachowując trajektorię utworów, aczkolwiek sporo pokombinowaną; zastosowaniem zmienionego instrumentarium czy odjazdami w dalsze echa znanych melodii.</p>
<p>Wczoraj Tarnów, dziś Nowy York czyli Komeda wszędzie żywy… geniusz utrwalony szumnym nośnikiem sławy &#8211; kinem.</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://logoslogan.pl/komeda/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>„Ręka, noga, mózg na ścianie”</title>
		<link>http://logoslogan.pl/zaorys/</link>
		<comments>http://logoslogan.pl/zaorys/#comments</comments>
		<pubDate>Sun, 21 Oct 2007 13:35:55 +0000</pubDate>
		<dc:creator>kz</dc:creator>
				<category><![CDATA[kulturałki]]></category>
		<category><![CDATA[książka]]></category>
		<category><![CDATA[kultura]]></category>
		<category><![CDATA[recenzje]]></category>
		<category><![CDATA[talia]]></category>
		<category><![CDATA[teksty na zlecenie]]></category>
		<category><![CDATA[Zaorski]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://ziewacz.yasne.pl/zaorys/</guid>
		<description><![CDATA[ Zaorys
Koneserów Zaorskiej prozy przywitały wykwintnie artystki Anna Podkościelny i Dorota Kapłańska, które umilały piękną muzyką skrzypiec i wiolonczeli poranek kiedy milkli oratorzy. Pierwszy rozbawił Wojciech Markiewicz kokieteryjnie kukający zza obrazu Pazery. Zauważył grę grających nazwisk. Pierwszy też kon-oferował. Wyrecytował zaorys (w skrócie życiorys Zaorskiego) Andrzeja. Zaorys naładowany wyśmienitymi słownymi gierkami jak choćby ta:. „Mam [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><a href='http://ziewacz.yasne.pl/wp-content/uploads/2007/10/zaorski.jpg' title='zaorski.jpg' rel="lightbox[287]"><img src='http://ziewacz.yasne.pl/wp-content/uploads/2007/10/zaorski.jpg' alt='zaorski.jpg' /></a> <strong>Zaorys</strong><br />
Koneserów Zaorskiej prozy przywitały wykwintnie artystki Anna Podkościelny i Dorota Kapłańska, które umilały piękną muzyką skrzypiec i wiolonczeli poranek kiedy milkli oratorzy. Pierwszy rozbawił Wojciech Markiewicz kokieteryjnie kukający zza obrazu Pazery. Zauważył grę grających nazwisk. Pierwszy też kon-oferował. Wyrecytował zaorys (w skrócie życiorys Zaorskiego) Andrzeja. Zaorys naładowany wyśmienitymi słownymi gierkami jak choćby ta:. „Mam niechęć do rządu i chęć do nierządu”.<span id="more-287"></span></p>
<p><strong>Anegdotki</strong><br />
Kopię przejął i czytał dalej Kopiczyński. Poleciały anegdotki. Onegdaj Andrzej choć jeszcze jako student to już znany z prześmiewczych tekstów, taką oto rozmowę wiódł z Ryszardą Hanin, nawiasem mówiąc swoją profesorką:<br />
- Wie Pani Profesor, jakie jest prawdziwe nazwisko Lenina?<br />
- Ulianow. Odpowiada Ryszarda Hanin.<br />
- A wie pani, skąd ten pseudonim Lenin?<br />
- Nie.<br />
- Od Leny, jego ukochanej. Lena. Lenin. Wyjaśnia Andrzej, po czym dodaje, dobrze, że nie miała na imię Hania.</p>
<p>Następna była taka: Andrzej obiecał córce, że kiedy skończy 18 lat,  weźmie ją do restauracji, aby tamże napić się alkoholu. Czas się dopełnił i pojechali. Na Pragę. Do największej „mordowni”. Poprosił córę, żeby zamówiła śledzie i dwie sety. A, że śledzi wyszli to pozostały nóżki w galarecie zwane lornetą. Zanim zamówiła zobaczyła jak jakiś pijaczek mówi do swojej co dopiero zakupionej zakąski, którą niesie właśnie do swojego stolika: No, nie trzęś się! Przecież cię nie zjem!</p>
<p>Wesołość wzbudziła jeszcze opowiastka o popijawce Andrzeja z przyjacielem. Kończyli właśnie jeden flakon, gdy zjawiła się żona. Spojrzała na stół i oznajmiła, że wychodzi jeszcze na dwie godzinki. Po czym pokrzątała się po kuchni, przedpokoju, swoim pokoiku i wreszcie wyszła. Andrzej poszedł po drugi flakonik wódeczki do lodóweczki. Otwiera, patrzy, oczy przeciera i nie znajduje upragnionego eliksiru. Nie traci jednak głowy i odtwarza kroczki swojej żonki. Idzie za tym słuchowym tropem, zaglądając do różnych zakamarków by w końcu odnaleźć flaszeczkę w szafce na buty. Bibka się sączy przyjemnym Poszła dzieweczka do laseczka. Wraca żona. W mig diagnozuje stan uczestników biesiadki i sprawdza szybko szafkę. Zaniepokojona zniknięciem butelki otwiera lodówkę i znajduje swoje mrożące się kozaczki.</p>
<p><strong>Za…Zaorskim</strong><br />
Pokpiono sobie z tego i owego. Jąkała wywołał żywą reakcję zgromadzonych. Przypomniano także świetny kabaret Wolskiego i Zaorskiego. Czuło się, że ten cyklicznie organizowany Salonik poezji jest ogromnie lubianym spotkaniem. A to z Zaorskim, jego książką i jurorami Talii (oprócz w/w Kopiczyńskiego była jeszcze Anna Retmaniak i Tadeusz Kwinta) było wyjątkowe, ciepłe, wypełnione wyszukanym, najznamienitszym humorem. Szkoda tylko, że godzina mieści 60 satyrycznych minut. Udanie poranek zakłócił może tylko lekko edukacyjny wykładzik na temat twórczości Witolda Pazery. Acha. Książka naprawdę warta jest tych 39 złotych. Czytana zapewne pomnoży nasze endorfiny szczęścia.<br />
<em>Krzysztof Ziewacz</em></p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://logoslogan.pl/zaorys/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Poczekalnia</title>
		<link>http://logoslogan.pl/poczekalnia/</link>
		<comments>http://logoslogan.pl/poczekalnia/#comments</comments>
		<pubDate>Sun, 21 Oct 2007 13:27:43 +0000</pubDate>
		<dc:creator>kz</dc:creator>
				<category><![CDATA[kulturałki]]></category>
		<category><![CDATA[kultura]]></category>
		<category><![CDATA[recenzje]]></category>
		<category><![CDATA[talia]]></category>
		<category><![CDATA[teatr]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://ziewacz.yasne.pl/poczekalnia/</guid>
		<description><![CDATA[ Poczekalnia rozpoczęła się prawdziwym oczekiwaniem. Spektakl osunął się w czasie o dobre 45 minut wywołując szeptane mruczenie publiczności. Skłonni już byliśmy myśleć, że to efekt zamierzony, ale dyrektor Markiewicz swoimi przeprosinami rozwiał wątpliwości i tłumacząc powód opóźnienia zdematerializował złe emocje. Z małej sceny wyszedł właśnie żegnany owacyjnie David Pharao, autor Zaproszonego gościa. Odbywające się [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><a href='http://ziewacz.yasne.pl/wp-content/uploads/2007/10/poczekalnia.jpg' title='poczekalnia.jpg' rel="lightbox[286]"><img src='http://ziewacz.yasne.pl/wp-content/uploads/2007/10/poczekalnia.jpg' alt='poczekalnia.jpg' class="right" /></a> Poczekalnia rozpoczęła się prawdziwym oczekiwaniem. Spektakl osunął się w czasie o dobre 45 minut wywołując szeptane mruczenie publiczności. Skłonni już byliśmy myśleć, że to efekt zamierzony, ale dyrektor Markiewicz swoimi przeprosinami rozwiał wątpliwości i tłumacząc powód opóźnienia zdematerializował złe emocje. Z małej sceny wyszedł właśnie żegnany owacyjnie David Pharao, autor Zaproszonego gościa. Odbywające się na małej scenie, przedłużone spotkanie okazało się słodkim alibi i nikt już nie miał żalu ani pretensji. Poza tym napięcie rosło wzmagając apetyt zderzenia się oko w oko z uznanymi artystami: Kopiczyńskim i Siudymem.<span id="more-286"></span></p>
<p>Przedstawienie ruszyło niemrawo, z wolna, też jakby celowo, na poważnie i bez większych wzlotów. Po kwadransie jednak aktorzy podwoili swoje szanse na dobre przyjęcie i jęli grać jak do Kwadratu. Zwrot przyniosły komediowe dialogi i sytuacje. Raz po raz widzowie wybuchali na komicznych minach i f-razach. „Nie mam zamiaru zabierać zdrowia do grobu” Siudyma czy alfabet Kopiczyńskiego wywołał skomasowany śmiech i pierwsze oklaski. I wybornie się ten spektakl toczył, aż do momentu, gdy aktorzy zniknęli na chwilę. Zgasły reflektory. Zapaliły się tylko lampki symbolizującej drzwi prosperity rampy. Przygasła scena, a wraz z nią spektakl, który już nie odzyskał świeżości. Końcówka ugrzęzła na mieliźnie scenariuszowej płycizny.</p>
<p>Tradycyjnie po spektaklu odbyło się niezwykle sympatyczne spotkanie przemiłych aktorów z publicznością. Dopowiedzieli sztukę do końca dyskutując o kondycji współczesnego teatru i losie aktorów z tzw prowincji. W ciepły, ludzki sposób potrafili ocenić sytuację, wskazując na polityków, winowajców takiego stanu rzeczy. Politycy bowiem zazdroszcząc aktorom popularności stają w komediowe szranki współzawodnictwa i ośmieszają się w parlamentarnym kabarecie każdego przedpołudnia. Producencka finansjera goniąc za zyskownością również nie pozyskuje szacunku aktorów. Na szczęście koniunktura zachowuje się falowo i jak zauważyli nasi znakomici goście, szansa na ponowne ożywienie życia teatralnego wzrasta.</p>
<p>Spektakl kończył pokazy konkursowe. Rozstrzygnięcia w niedzielny wieczór. Ta Talia z pewnością miała swoje asy! Ciekawe czy opinie jurorów i publiczności odnajdą w niej zagubione jockery?<br />
<em>Krzysztof Ziewacz</em></p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://logoslogan.pl/poczekalnia/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Majestat i niepokój</title>
		<link>http://logoslogan.pl/myjak/</link>
		<comments>http://logoslogan.pl/myjak/#comments</comments>
		<pubDate>Sun, 21 Oct 2007 13:17:33 +0000</pubDate>
		<dc:creator>kz</dc:creator>
				<category><![CDATA[kulturałki]]></category>
		<category><![CDATA[kultura]]></category>
		<category><![CDATA[recenzje]]></category>
		<category><![CDATA[rzeźba]]></category>
		<category><![CDATA[sztuka]]></category>
		<category><![CDATA[teksty na zlecenie]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://ziewacz.yasne.pl/myjak/</guid>
		<description><![CDATA[ Staraniem BWA nadarza się niebywała okazja, oto bowiem artysta wielkiego formatu Adam Myjak przybywa wreszcie do Tarnowa. Przywozi dzieła. Wybitne. Przejmujące. Niepokojące. Znaczące. Doprawdy znakomita to propozycja dla koneserów prawdziwej sztuki.
Rzeźby Myjaka:
epatują okaleczeniem,
emanują smutkiem,
erodują swym rozdarciem
ewoluują coraz dojrzalszym Myjakiem
elektryzują powierzchniowym napięciem
ekscytują fenomenem
egzemplifikują ludzkie ego 
Tak w skrócie można scharakteryzować absolutnie genialną wystawę twórczości Adama [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><a href="http://ziewacz.yasne.pl/wp-content/uploads/2007/10/myjak2.jpg" title="myjak2.jpg" rel="lightbox[285]"><img src="http://ziewacz.yasne.pl/wp-content/uploads/2007/10/myjak2.jpg" alt="myjak2.jpg" /></a> Staraniem BWA nadarza się niebywała okazja, oto bowiem artysta wielkiego formatu Adam Myjak przybywa wreszcie do Tarnowa. Przywozi dzieła. Wybitne. Przejmujące. Niepokojące. Znaczące. Doprawdy znakomita to propozycja dla koneserów prawdziwej sztuki.<br />
<strong>Rzeźby Myjaka:</strong><br />
<em>epatują okaleczeniem,<br />
emanują smutkiem,<br />
erodują swym rozdarciem<br />
ewoluują coraz dojrzalszym Myjakiem<br />
elektryzują powierzchniowym napięciem<br />
ekscytują fenomenem<br />
egzemplifikują ludzkie ego </em><span id="more-285"></span></p>
<p>Tak w skrócie można scharakteryzować absolutnie genialną wystawę twórczości Adama Myjaka zorganizowaną przez miejskie BWA.</p>
<p>Eksponowane prace to dzieła ponadczasowe, uniwersalne, dające się interpretować pod każdą szerokością geograficzną. Artysta od lat pozostaje niezmiernie przejęty kondycją człowieka. Drąży jego psychikę, dotyka głębszych pokładów świadomości, a konkluduje niedopowiedzianą formą, w którą nadal ingeruje. Owo nano-szenie „poprawek” symbolizuje udręczonego człowieka, którego wyniszcza nieustanne zmaganie z własnym jestestwem i czasem. To jakby dążenie odwrócone: od doskonałości, formy skończonej do bryły naznaczonej coraz to głębszą szramą, plamą, brudem, cieniem&#8230; deformacją, napiętnowaniem, a które pozwala na uchwycenie istoty, duszy i indywiduum wreszcie. Rzeźby nabierają egzystencjalnego ciężaru, powoli odsłaniają rozdarte wnętrza. Może kiedyś ten konsekwentny artysta przywiezie je jeszcze raz do Tarnowa. Zobaczymy jak się postarzały, a on sam ewoluował.<br />
<em>Krzysztof Ziewacz</em><br />
<a href="http://ziewacz.yasne.pl/wp-content/uploads/2007/10/myjak.jpg" title="myjak.jpg" rel="lightbox[285]"><img src="http://ziewacz.yasne.pl/wp-content/uploads/2007/10/myjak.jpg" alt="myjak.jpg" /></a></p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://logoslogan.pl/myjak/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Zabijanie „gomuły”</title>
		<link>http://logoslogan.pl/gomula/</link>
		<comments>http://logoslogan.pl/gomula/#comments</comments>
		<pubDate>Thu, 18 Oct 2007 12:53:01 +0000</pubDate>
		<dc:creator>kz</dc:creator>
				<category><![CDATA[kulturałki]]></category>
		<category><![CDATA[kultura]]></category>
		<category><![CDATA[recenzje]]></category>
		<category><![CDATA[sztuka]]></category>
		<category><![CDATA[talia]]></category>
		<category><![CDATA[teatr]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://ziewacz.yasne.pl/gomula/</guid>
		<description><![CDATA[ Nie bez kozery sztukę wystawiono, nie w wygodnym Teatrze Solskiego, a w niszczejącym od kilku dekad budynku Hufca w parku Strzeleckiego. To, że się sypało na głowę uwiarygodniło tylko okoliczności. Tarnowianin Jacek Głomb, który znalazł zrozumienie daleko od Tarnowa, bo w Zielonej Górze, gdzie odnosi niepomiernie większe sukcesy niż przed laty, tu, w naszym [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><a href='http://ziewacz.yasne.pl/wp-content/uploads/2007/10/gomulka.gif' title='gomulka.gif' rel="lightbox[284]"><img src='http://ziewacz.yasne.pl/wp-content/uploads/2007/10/gomulka.gif' alt='gomulka.gif' /></a> Nie bez kozery sztukę wystawiono, nie w wygodnym Teatrze Solskiego, a w niszczejącym od kilku dekad budynku Hufca w parku Strzeleckiego. To, że się sypało na głowę uwiarygodniło tylko okoliczności. Tarnowianin Jacek Głomb, który znalazł zrozumienie daleko od Tarnowa, bo w Zielonej Górze, gdzie odnosi niepomiernie większe sukcesy niż przed laty, tu, w naszym mieście i  teatrze „Na Skraju” przywozi sztukę nasączoną i humorem i goryczą, ale przede wszystkim prawdą. Właśnie tam, na zachodzie Polski, swoim społecznie zaangażowanym teatrem realizowanym w brudzie realności zaskarbił sobie sympatię publiczności.<span id="more-284"></span></p>
<p>Jak się dowiedziałem sztuka kilka lat czekała w kolejce rzeczy ważnych do wystawienia. &#8220;Tysiąc spokojnych miast&#8221; Jerzego Pilcha to historia wcale nie polityczna jakby się mogło wydawać. Dotyczy szerszego horyzontu. Opowiada o polskim umorusaniu i nieudolności.</p>
<p>Jest lato 1963 roku, rzecz dzieje w Wiśle, a Bohater marzy o wypełnieniu iście Kordianowej misji. Przychodzi mu do głowy pomysł zgładzenia jakiegoś tyrana. Ideałem byłby Mao, ale z braku środków finansowych wybór pada na najbliższego w zasięgu czyli Władysława Gomułkę – bo on także jest uosobieniem dyktatora per se. Początkowo ustawiony celownik na Mao w meandrach pijackich mżonek opada znacznie niżej. Całkiem niedorzecznie wychodzi na to, że Tse Tunga ratują chińskie papirusy (??).</p>
<p>Paraliż inwestycyjny powoduje, że trzeba się rozglądnąć w najbliższej okolicy, a że tu tyranizuje Gomułka, rodzi się scenariusz zastępczy. Józef Trąba &#8211; gomołowaty „Kordian” rękami mordować się brzydzi, wobec tego korzysta z cudzego pomysłu i postanawia zrealizować swe zakusy i zabić z kuszy. Rekwizyt przebudowuje opowieść w istny teatr absurdu. Trąbę dopadają omamy, ględzi coś o wielkości, a w rzeczywistości okazuje się być małą, pijacką kreaturą. Sztuka kończy się też po polsku. Jak u Kantora &#8211; wigilią (Wielopole). Czy Gomułkę zatem stracono? Marazm, niemoc każe przypuszczać, że nie. Okrągły stół też miał swoje kanty!</p>
<p>Groteskowe niemal dla naszej szerokości geograficznej abstrakcyjne stroje (pióropusz) pomagają zinterpretować przekaz. Głomb przy pomocy Pi-lich-ow-ego skryptu dokonuje całkiem udanego rozrachunku z naszym polskim mistycyzmem, idealizmem i naszą wyjątkową polskością. Parodiuje uświęcony romantyzm.</p>
<p>Aktorstwo raczej przeciętne, akademickie. Tylko główny bohater może zachwycać. A co razi? Zabrakło realności językowej, potoczystości, wszyscy mówią w tym samym stylu. Wątek miłosny do wycięcia. Ale to już wada Pilcha. Spektakl Jacka Głomba to cięta riposta na gomułę romantycznych wzlotów, adresowana, w dalszym ciągu, do każdego z nas. Trochę się jednak ludzie pośmiali, chociaż nikt się nie zarykiwał. Bo śmialiśmy się niestety z samych siebie, a ciężko złapać taki dystans, żeby śmiać się do rozpuku.</p>
<p>Krzysztof Ziewacz</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://logoslogan.pl/gomula/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Poduszyciel na dobranoc</title>
		<link>http://logoslogan.pl/poduszyciel/</link>
		<comments>http://logoslogan.pl/poduszyciel/#comments</comments>
		<pubDate>Tue, 16 Oct 2007 13:30:08 +0000</pubDate>
		<dc:creator>kz</dc:creator>
				<category><![CDATA[kulturałki]]></category>
		<category><![CDATA[kultura]]></category>
		<category><![CDATA[recenzje]]></category>
		<category><![CDATA[sztuka]]></category>
		<category><![CDATA[talia]]></category>
		<category><![CDATA[teatr]]></category>
		<category><![CDATA[teksty na zlecenie]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://ziewacz.yasne.pl/poduszyciel/</guid>
		<description><![CDATA[ Trzeciego Wieczora zostaliśmy zaatakowani i zmasakrowani przez Teatr Nowy z Krakowa. Czterech Jeźdźców Apokalipsy zafundowało widzom oryginalny teatralny koszmar. Wystawili Pana Jaśka Martina McDonagha („The Pillowman” 2003) w reżyserii Hussakowskiego. Tylko skąd brał się ten śmiech?
Ta nieprzyjemna sztuka to kaźń-o-dzieja-ch współczesnych, która obrazoburczo przed-rzeźnia społeczne przyzwolenie na wszelakie wynaturzenia. Makabryczna krwa’wica, która ból-wersuje i [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><a href="http://ziewacz.yasne.pl/wp-content/uploads/2007/10/panjasiek.jpg" title="panjasiek.jpg" rel="lightbox[283]"><img src="http://ziewacz.yasne.pl/wp-content/uploads/2007/10/panjasiek.jpg" alt="panjasiek.jpg" class="right" /></a> Trzeciego Wieczora zostaliśmy zaatakowani i zmasakrowani przez Teatr Nowy z Krakowa. Czterech Jeźdźców Apokalipsy zafundowało widzom oryginalny teatralny koszmar. Wystawili Pana Jaśka Martina McDonagha („The Pillowman” 2003) w reżyserii Hussakowskiego. Tylko skąd brał się ten śmiech?<span id="more-283"></span></p>
<p>Ta nieprzyjemna sztuka to kaźń-o-dzieja-ch współczesnych, która obrazoburczo przed-rzeźnia społeczne przyzwolenie na wszelakie wynaturzenia. Makabryczna krwa’wica, która ból-wersuje i kolumnuje się atawizmem. Teatr Nowy z pewnością obraża nasze uczucia, intymność i myśli. Narusza nasz kosmopolityczny spokój. Nachalny w swej wymowie i narracji spektakl nie daje spokojnie spać, osiada na naszej aureoli i ją namolnie gniecie.</p>
<p>Tak dzieje się celowo. Nie tylko dlatego, że aktorzy są młodzi, i jak sami przyznali, upodobali sobie taki, niewybredny humor. Chcą nami wstrząsnąć! To się zresztą im świetnie udaje. Miejsca na tym spektaklu są niewygodne. Doskwiera obcowanie z wybebeszonym moralnie światem. Choć to typowy hardcorowy Dance Macabre, a jednak śmieszy swym paradoksalnym humorem. To teatr bez tabu, wolny do bólu: poraża, przeraża, porusza, porywa, śmieszy, ośmiesza, zmusza, wymusza…</p>
<p>Daje szturchańca jeśli nie porządnego kopa. Najczęściej nie ma w normalnym życiu happy end’ów. To nie jest coś dla wydelikaconych, mdlejących damulek. Starsze pokolenie też raczej nie odnajdzie się w tej parapsychologicznej makabresce. Przykładem przekleństwa, które sypały się w scenicznym pyle przy byle okazji. Wulgarne sceny samogwałtu i homoseksualizmu.</p>
<p>Technicznie aktorzy prowadzą się perfekcyjnie. Igrają ze swym kunsztem i talentem. Empatycznie przenikają do wnętrza bohaterów. Kłamią jak z nut. Więcej… przenicowani semantycznym okrucieństwem postaci dramatu, oni stają się przeźroczyści. Widać jak upajają się czarnym scenariuszem i przerażającym transem zboczonej trajektorii. Z tego stanu wyrywają ich dopiero końcowe oklaski.</p>
<p>Ten trudny na papierze dramat tryumfuje w swej scenicznej choć nadal bardzo wymagającej  postaci i może się podobać dzięki wirtuozerii Juliusza (Chrząstowski), Dominika (Nowak), Andrzeja (Rozmus) i Piotra (Sieklucki), którzy stworzyli niezapomniane kreacje by nie rzec kreatury.</p>
<p>Dla tych, którzy nie byli zdradzę główny wątek. Katurian, twórca makabrycznych opowiadań o dzieciach jest przesłuchiwany przez policję po tym, jak w okolicy kilkoro dzieciaków zostaje zamordowanych w opisany przez zeń sposób. Ma brata, dla którego opowiadania nie są fikcją, a dostępną rzeczywistością…</p>
<p>Publiczność miała niepowtarzalną szansę pobyć trochę dłużej z aktorami, bowiem wyszli jeszcze na chwile złapać jeszcze bliższy kontakt. Niestety tylko kilka osób zostało na zakulisowe pogaduszki. Są młodzi, ambitni. Niedawno założyli Teatr Nowy, jak wyznali, trochę dla przeciwwagi Teatru Starego. Bez dotacji. Jeśli nie rewolucja to przynajmniej zmiana warty… się szykuje. Opowiedzieli o swych losach, przejściach, planach i preferencjach… Pasjonuje ich poszerzanie estetycznych obszarów teatru. Poszukują młodych twórców, najchętniej na warsztat biorą rzeczy niezgrane,  nowoczesne, ostre. W tym kontekście dość zrozumiałe okazuje się być to upodobanie do bez-tabulacyjnego oscylowania wokół spraw świeżych.<br />
<em>Krzysztof Ziewacz</em></p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://logoslogan.pl/poduszyciel/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Czapski – artysta prawdziwy (malarstwo)</title>
		<link>http://logoslogan.pl/czapski/</link>
		<comments>http://logoslogan.pl/czapski/#comments</comments>
		<pubDate>Wed, 26 Sep 2007 15:25:50 +0000</pubDate>
		<dc:creator>kz</dc:creator>
				<category><![CDATA[kulturałki]]></category>
		<category><![CDATA[kultura]]></category>
		<category><![CDATA[malarstwo]]></category>
		<category><![CDATA[sztuka]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://ziewacz.yasne.pl/czapski/</guid>
		<description><![CDATA[Po Gdańsku, Poznaniu, Warszawie, Tarnów doczekał się wreszcie artystycznego wydarzenia. Mamy niecodzienną sposobność przypomnieć Polaka wielkiego, osobowość nietuzinkową, reprezentującą szlachetne pokolenie, które odeszło, ale nie umarło, ponieważ wciąż oddziałuje na świadomość poszukujących świadectw prawdziwych. Wystawna ekspozycja ma miejsce w willi tarnowskich mecenasów sztuki, państwa Kopczyńskich.
 Wydarzenie sprawił i podczas inauguracyjnego wieczoru swą charyzmą czarował profesor [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Po Gdańsku, Poznaniu, Warszawie, Tarnów doczekał się wreszcie artystycznego wydarzenia. Mamy niecodzienną sposobność przypomnieć Polaka wielkiego, osobowość nietuzinkową, reprezentującą szlachetne pokolenie, które odeszło, ale nie umarło, ponieważ wciąż oddziałuje na świadomość poszukujących świadectw prawdziwych. Wystawna ekspozycja ma miejsce w willi tarnowskich mecenasów sztuki, państwa Kopczyńskich.<span id="more-241"></span><br />
<a href='http://ziewacz.yasne.pl/wp-content/uploads/2007/09/1181548325.jpg' title='1181548325.jpg' rel="lightbox[241]"><img src='http://ziewacz.yasne.pl/wp-content/uploads/2007/09/1181548325.jpg' alt='1181548325.jpg' /></a> Wydarzenie sprawił i podczas inauguracyjnego wieczoru swą charyzmą czarował profesor Stanisław Rodziński, przyjaciel Józia, czule go wspominający w „Moim szkicowniku” (2002), po który, nawiasem mówiąc, trzeba sięgnąć w dobie populizmu, aby się choć trochę przefiltrować czystym etycznie powietrzem. „Taniość” bowiem to ostatnia idea, która mogłaby zaprząc myśli człowieka wielkiego! Śmietanka artystyczna naszego miasta widać tylko czekała takiej okazji, bo gęsto ubita personalnie tego dnia  przydała wernisażowi należnej mu dostojności i znaczenia. Blichtr sztuce przystoi, atoli gospodarze postarali się o spotęgowanie doznań łakomych inaczej. Owego wieczoru przednie wino zaserwowano z kawiorem.</p>
<p>Odświeżająca umysł i duszę lokalizacja wystawy w oranżerii zieleniącej się relaksującym kwieciem, z rzeźbą myśl konkretyzującą i Rozenthal’ową, ożywiającą wspomnienia, porcelaną, poszerza znacznie ekspozycyjną formułę. Sprawia, że sztukę chłonie się „naturalnie” i  niemal błyskawicznie. W przypadku Czapskiego pomysł się sprawdził tym bardziej, że w takim otoczeniu obrazy jawią się jak „kadry” ciężkim wysiłkiem wyrwane silnej przyrodzie. Ekspozycja odsłania przed zdumionym widzem niełatwy proces twórczy, który Czapski nazywał żmudnym piłowaniem. Był jednym z niewielu artystów, którzy otwarcie podkreślali rolę niepowodzeń malarza czy pisarza. Profesor przypomniał słynną anegdotkę związana z tym problemem. Otóż razu pewnego obaj panowie wyruszyli do Paryża i czekając na jednej ze stacyjek zauważyli kobietę przemyślnie ubraną jakby to sam „Józio” ją tak wystroił, albo żywcem zeszła była z obrazu przez niego jeszcze przecież nie namalowanego. Tak w jakiś przedziwny, transcendentny sposób, przynależała do świata wyobraźni Czapskiego, że uprosiwszy kompana o pozostanie i podróż późniejszym pociągiem, jął ją szkicować. Oddał postać perfekcyjnie uchwyciwszy „tą właściwą chwilę”. Niespokojny marzył całą drogę i Paryża nie mogąc chłonąć powrócił do zaczynu, i zamknąwszy się w pracowni ‘babę” zmalował. Ale tego ciężaru, co szkic potencjalnie obiecywał, już niestety artysta nie uchwycił. Bolała go ta niemoc powodowana zwłoką, bo tak ukochał błyskawiczną odpowiedź na przyjście weny.</p>
<p>Dziennikarska rzetelność każe jeszcze wspomnieć, iż Muzeum Diecezjalne oleje mistrza wypożyczyło, a sam profesor Rodziński wiele po przyjacielu pamiątek przyniósł.</p>
<p>Kto głód artystyczny w sobie znajduję, ten pójść i obejrzeć musi! Przed Czapskim czapkę z głowy zdjąć wypada…</p>
<p><a href="http://www.intarnet.pl/">www.inTARnet.pl</a></p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://logoslogan.pl/czapski/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
	</channel>
</rss>
