<?xml version="1.0" encoding="UTF-8"?>
<rss version="2.0"
	xmlns:content="http://purl.org/rss/1.0/modules/content/"
	xmlns:wfw="http://wellformedweb.org/CommentAPI/"
	xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/"
	xmlns:atom="http://www.w3.org/2005/Atom"
	xmlns:sy="http://purl.org/rss/1.0/modules/syndication/"
	xmlns:slash="http://purl.org/rss/1.0/modules/slash/"
	>

<channel>
	<title>LogoSlogan &#187; sztuka</title>
	<atom:link href="http://logoslogan.pl/tag/sztuka/feed/" rel="self" type="application/rss+xml" />
	<link>http://logoslogan.pl</link>
	<description>freelancing copywriting</description>
	<lastBuildDate>Mon, 07 Jun 2010 13:46:32 +0000</lastBuildDate>
	<generator>http://wordpress.org/?v=2.8.6</generator>
	<language>en</language>
	<sy:updatePeriod>hourly</sy:updatePeriod>
	<sy:updateFrequency>1</sy:updateFrequency>
			<item>
		<title>Jazz na poważnie</title>
		<link>http://logoslogan.pl/stodola/</link>
		<comments>http://logoslogan.pl/stodola/#comments</comments>
		<pubDate>Tue, 12 Aug 2008 12:00:30 +0000</pubDate>
		<dc:creator>kz</dc:creator>
				<category><![CDATA[kulturałki]]></category>
		<category><![CDATA[jazz]]></category>
		<category><![CDATA[kąśna dolna]]></category>
		<category><![CDATA[kultura]]></category>
		<category><![CDATA[recenzje]]></category>
		<category><![CDATA[relacje]]></category>
		<category><![CDATA[sztuka]]></category>
		<category><![CDATA[teksty na zlecenie]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://ziewacz.yasne.pl/stodola/</guid>
		<description><![CDATA[ Na koncert do Sali Letniej Dworku w Kąśnej Dolnej przybyło w miniony piątek około stu melmanów, aby posłuchać na żywo znakomitych muzyków w składzie Filip Wojciechowski (fortepian), Adam Cegielski (kontrabas) i Krzysztof Szmańda (perkusja). Zespół przedstawił klasyczne utwory Jana Sebastiana Bacha, Ludwiga Van Beethovena i Fryderyka Chopina w transkrypcjach jazzowych Filipa Wojciechowskiego.
Jazz jest już [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><a href="http://ziewacz.yasne.pl/wp-content/uploads/2007/09/stodola1.jpg" title="stodola1.jpg" rel="lightbox[258]"><img src="http://ziewacz.yasne.pl/wp-content/uploads/2007/09/stodola1.jpg" alt="stodola1.jpg" /></a> Na koncert do Sali Letniej Dworku w Kąśnej Dolnej przybyło w miniony piątek około stu melmanów, aby posłuchać na żywo znakomitych muzyków w składzie Filip Wojciechowski (fortepian), Adam Cegielski (kontrabas) i Krzysztof Szmańda (perkusja). Zespół przedstawił klasyczne utwory Jana Sebastiana Bacha, Ludwiga Van Beethovena i Fryderyka Chopina w transkrypcjach jazzowych Filipa Wojciechowskiego.<span id="more-258"></span></p>
<p><strong>Jazz jest już klasyką</strong><br />
100-letni już jazz, tak jak muzykę klasyczną, można zaliczyć do tych gatunków muzycznych, które cieszą się szczególną atencją koneserów. I dzieje się tak nie bez kozery, skoro jazz stawia przed słuchaczem pewne wymagania. Dzięki specyficznej, niedopowiedzianej frazie, zakreśla eter interpretacyjnych przestrzeni. Myślę, że ludzkość przyszłych wieków właśnie jazz uzna za muzykę naszych czasów! Coraz bardziej przenikająca inne muzyczne sfery kakofonia, reprezentująca muzykę poważną XX wieku, na to miano, jak sądzę, nie zasłuży! W taki oto sposób dochodzimy do zbiegu klasyki z jazzem. Wykonywanie klasyki na jazzowo ma już długą tradycję. Jak powiedział Filip Wojciechowski w czasie koncertu, niektórzy kompozytorzy w tym szczególnie J.S. Bach byli, sądząc z dzisiejszej perspektywy, niedoścignionymi jazzmanami! Utwory Bacha świetnie wpasowują się w jazzową estetykę. To gotowa strukturalnie muzyka, którą wystarczy rozpisać na instrumenty. Filip Wojciechowski przygotował również transkrypcje innych wielkich klasyków.</p>
<p><strong>Koncert</strong><br />
Za otwieracz posłużyło pre-ludium J.S. Bacha, które okazało się iście jazzgotliwe. Jako drugi został zapowiedziany Chorał „Jesus bleibet meine Freude”. Urzekająca ballada w genialnej transkrypcji Wojciechowskiego tak ujęła publiczność, że długość aplauzu nie pozostawiła wątpliwości co do wyboru muzycznej perełki wieczoru. Trzeci utwór śmiało mógłby pretendować do miana muzyki filmowej. Instrumenty perkusyjne swym delikatnym szelestem zasiały ziarno niepokoju, na myśl przywiodły Komedę. W filmową pogoń rzucili się pozostali dwaj wirtuozi: to fortepian górował, to kontrabas przewodził. Raz jeden fortepianował po czym drugi kontrabasował, i wyścig trwałby jeszcze, jak to u jazzmanów, gdyby perkusista solistów nie skonstatował.<br />
Po salwie braw zagościł odmienny, swojski klimat polskości, powiało romantycznym smutkiem. Sparafrazowany Chopin urokliwie wybrzmiewał pod kinetyczną energią zręcznych palców Wojciechowskiego. Cóż to? Czy to Chopin jeszcze? Zastanawiali się zafrapowani pozaprogramowym wybrykiem artystów wielbiciele synkopowanej klasyki. I rzeczywiście, jak wyjaśnił wodzirej, muzycy przepletli Chopina z Mozartem, Rachmaninowem i Korsakowem. Pianista oklaski otrzymał jeszcze w trakcie utworu będąc bo z takim namaszczeniem i wirtuozerią szarlatanował, że podziw musiał wzbudzić!<br />
Muzykowali na przemian: lider „poważny” temat zapodawał, a sekcja rytmiczna dokładała jazgotu. Po galopadach nieco mniej dynamiczna kompozycja uwypukliła piękno brzmienia kontrabasu, który przejmująco łkał w towarzystwie cykającej perkusji. Z czasem przejmująco narastał metaliczny deszcz fortepianowych dźwięków, aż wybrzmiał cichutkim roszeniem perkusji. Czwarty utwór Chopina to znów była gonitwa, tyle, że delikatna, kiedy kontrabas ścigał się z fortepianem, a subtelna perkusja nie pozostawała obojętna i odpowiadała na zaloty lotnym filingiem. Więcej ognia wirtuozi wykrzesali w numerze piątym, po którym nastąpiła kolejna niespodzianka. Otóż zespół przedstawił własną kompozycję pod tytułem Mont. Dialog fortepianu i kontrabasu w przestrzeni dźwięku chińskiego gongu, ze ślicznym motywem przewodnim i kapitalnie rozbudowanymi wątkami pobocznymi. Program zakończyli z przytupem proponując słuchaczom Mazurek D-dur z góralską nutką i kakofonią dźwięku: dam da da dam da da dam… Na bis raz jeszcze zakrólowało piękno plumkającego jazzu.</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://logoslogan.pl/stodola/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Serum na polityczne profanum (teatr)</title>
		<link>http://logoslogan.pl/serum/</link>
		<comments>http://logoslogan.pl/serum/#comments</comments>
		<pubDate>Thu, 24 Jul 2008 14:23:50 +0000</pubDate>
		<dc:creator>kz</dc:creator>
				<category><![CDATA[kulturałki]]></category>
		<category><![CDATA[Bóg]]></category>
		<category><![CDATA[kultura]]></category>
		<category><![CDATA[recenzje]]></category>
		<category><![CDATA[religia]]></category>
		<category><![CDATA[sztuka]]></category>
		<category><![CDATA[teatr]]></category>
		<category><![CDATA[teksty na zlecenie]]></category>
		<category><![CDATA[tradycja]]></category>
		<category><![CDATA[wiara]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://ziewacz.yasne.pl/serum/</guid>
		<description><![CDATA[ Wielowymiarowy spektakl nakładającymi się warstwami fresków wielkiej literatury przypomina jakby ku przestrodze stare dzieje w momencie, kiedy historia zatacza swe wielkie koło, chcąc nim pogruchotać pochylone karki ostatnich chrześcijan.
 Wielki spektakl małej trupy 
Dramat „Niewierni” w reżyserii Tomasza A. Żaka na podstawie „Księcia Niezłomnego” Calderona de la Barca w tłumaczeniu Juliusza Słowackiego miał już [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><a href="http://ziewacz.yasne.pl/wp-content/uploads/2007/09/giaur.jpg" title="giaur.jpg" rel="lightbox[252]"><img src="http://ziewacz.yasne.pl/wp-content/uploads/2007/09/giaur.jpg" alt="giaur.jpg" class="right" /></a> Wielowymiarowy spektakl nakładającymi się warstwami fresków wielkiej literatury przypomina jakby ku przestrodze stare dzieje w momencie, kiedy historia zatacza swe wielkie koło, chcąc nim pogruchotać pochylone karki ostatnich chrześcijan.<span id="more-252"></span></p>
<p><strong> Wielki spektakl małej trupy </strong><br />
Dramat „Niewierni” w reżyserii Tomasza A. Żaka na podstawie „Księcia Niezłomnego” Calderona de la Barca w tłumaczeniu Juliusza Słowackiego miał już jakiś czas temu prapremierę światową. Teraz z kolei przyszedł czas na inaugurację polską. Nie licząc pokazu zamkniętego „Teatr Nie Teraz” daje pierwsze, otwarte i jedyne jak na razie zaplanowane przedstawienie dla szerszej publiczności w swoim niesamowitym, mościckim lokum.</p>
<p><strong>Odmienny stan świadomości</strong><br />
Widownię zorganizowaną na krawędzi scenicznego horyzontu zdarzeń dojmuje niepojęta czerń nicości, alienacji. W sercu rodzi się odwieczny strach przed anihilacją. Jaźń gęstnieje w ciemności i dopiero fenomen światła ze scenicznego reflektora budzi do życia pierwsze byty surowej scenografii. Zajęta świadomość widza już do końca spektaklu nie doświadcza własnej fizyczności, nawet dyskomfort nie klimatyzowanej sali staje się retrospektywnym niuansem innej rzeczywistości. Widz wiruje już w rytmie prawoskrętnej materii, trącany o struny wszechświata osiągając stan czystej percepcji. […]<br />
<strong>Kontekstowe pokłady </strong><br />
Spektakl dzięki swojej pełnej powietrza fakturze zyskał sporo przestrzeni, (nie tyle interpretacyjnej, bo ta było cokolwiek przecież ukierunkowana ciążącym balastem światopoglądu reżysera) głównie estetycznej ze względu na ascetyzm wykorzystanych środków wyrazu, jak i  literackiej, gdzie musiały pomieścić się trzy warstwy dzieła, do którego odwołał się Teatr Nie Teatr swoimi „Niewiernymi” (1629 Calderon, 1843 Słowacki i 2006 T. A. Żak.). Oszczędna formuła sprzyja wyrazistości przekazu. Głośno krzyczy wymowną alegorią siedemnastowiecznej sztuki Calderona, a wzbogacona publicystyką Fallaci i ostatecznie przefiltrowana Żakiem, angażuje się we współczesność, będąc otrzeźwiającym serum na polityczne profanum naszych korporacyjnych czasów! Na samą realizację teatralną nakładają się dokonania strukturalne Teatru Grotowskiego, który paradoksalnie, jednocześnie zawęził i poszerzył horyzont sceniczny proponując tzw. teatr ubogi ze swym ekstatycznym aktorstwem polegającym na ofiarnej, wykorzystującej wyostrzoną świadomość, grze aktora.<br />
<strong>Żak – Książę Niezłomny</strong><br />
Twardoręki, ale nie twardogłowy dyktator, charyzmatyczny reżyser, scenograf i założyciel Teatru Nie Teraz jest człowiekiem o wielkiej wrażliwości, wyczulonym na drgania najwyższej częstotliwości, co pozwala mu na wczesne rozpoznawanie czyhających zagrożeń, na długo przed społeczną świadomością sposobiącego się zła. „Niewierni” mogli się pojawić w takiej formie i w tak wąskim, alternatywnym paśmie niszowej kultury, jak sądzę, dzięki nieustannie walczącemu z mainstreamową papką niby wysokiej kultury Tomaszowi A. Żakowi. Widać u niego zarówno fascynację, jak i potrzebę oddania hołdu wielkiemu teoretykowi teatru Jerzemu Grotowskiego. Determinację i niezłomną wolę Żak przejawia od 25 lat manifestując swymi inscenizacjami autorską czystość przekazu, niezależność twórczą i wreszcie szczerość emocjonalną. Jego zdaniem teatr podobnie jak u Grotowskiego ma misję, jest narzędziem, które zmienia i widza, i aktora. Jest sacrum dokonującym przemiany. Widz wychodzi od Żaka z przewartościowanym moralnie wektorem postępowania i kontynuuje swój żywot już po innej trajektorii.<br />
<strong>Nienaganne akt-ora-tor-stwo</strong><br />
<a href="http://ziewacz.yasne.pl/wp-content/uploads/2007/09/niewierni2.jpg" title="niewierni2.jpg" rel="lightbox[252]"><img src="http://ziewacz.yasne.pl/wp-content/uploads/2007/09/niewierni2.jpg" alt="niewierni2.jpg" /></a>Grają: Szymon Seretem, Karolina Kozioł, Joanna Myszka i Agnieszka Wąs. Młodzi aktorzy swym olbrzymim zaangażowaniem wpisują w role swoją transformację. Eksplorując własne  wnętrze oprowadzają widza po zakamarkach człowieczego jestestwa. Wszyscy  utalentowani, mający już niezły warsztat, potrafią zdominować swą sceniczną obecnością myśli widza, który zapatrzony i zasłuchany łatwo daje się wciągnąć w opowiadaną historię. Nie mnie, człowiekowi zbyt małej perspektywy, oceniać grę analizując detale, ale przyznam, że dałem się (u)wieść po odmieniających etycznie koleinach, jakże aktualnego dziś, dramatu.<br />
<strong>Teraz Nie Teatr</strong><br />
Żak przyznaje, że uprawia teatr nieobojętny politycznie, jawny, z uczciwie określoną opcją. Jest ciągle obecnym, tubalnym głosem z cię-żarem słów i spraw pilnych. Teatr Nie Teraz, nazwą swą odwołujący się do przeszłości, porusza tematy aktualne posługując się wielkim kalibrem. I choć to on wyplenia chwasty, uważany jest za powój wijący się niebezpiecznie na klombach oficjalnej zieleni miejskiej.<br />
<strong>Demoralizacja demokracji i demonizacja Boga</strong><br />
Zniekształcone rozumienie tolerancji, która przecież jest tylko poszanowaniem odrębności z prawem do sprzeciwu, a nie akceptacją, zapoczątkowane w USA forowaniem mniej uzdolnionej mniejszości czarnoskórych Amerykanów, doprowadziło do zatwierdzonego urzędowym schematem wynaturzenia początkowej idei i wpisało się do stylu myślenia poprawności politycznej. Francja w latach 50/60-tych szablon powieliła ściągając do siebie tanią siłę roboczą, co dwie dekady później odcisnęło się piętnem eskalacji żądań potomków ekonomicznej emigracji. Doszło do zakłócenia równowagi politycznej, ponieważ politycy ugięli się pod pręgierzem bezpardonowego nacisku i poszli na daleko idące ustępstwa przyznając mniejszościom, notabene głównie arabskim, wiele swobód. Nastąpiła swoista demoralizacja ustroju. Dynamicznie obecna w polityce mniejszość coraz częściej wydziera większości przyzwalający mandat co wypacza idee demokracji.<br />
<a href="http://ziewacz.yasne.pl/wp-content/uploads/2007/09/profanum.jpg" title="profanum.jpg" rel="lightbox[252]"><img src="http://ziewacz.yasne.pl/wp-content/uploads/2007/09/profanum.jpg" alt="profanum.jpg" /></a><br />
<strong>Śmierć cywilizacyjna Europy albo rehabilitacja diabła</strong><br />
Świetność zdaje się dobiegać końca, skoro Europa dokonuje na sobie samogwałtu odcinając własne korzenie z których wyrosła. Odżegnuje się tym samym od wielowiekowej tradycji chrześcijańskiej i jej uświęconych instytucji kościoła czy małżeństwa. Jednym sprytnym aktem negacji pominięto w katalogu spraw fundamentalnych UE religijne i związane z nim nierozłącznie kulturowe dziedzictwo wielkiej Europy. W zamian, chciałoby się rzec, pojawiło się wiele przywilejów dla wszelakich bardziej lub mniej wynaturzonych mniejszości, by wymienić usankcjonowany terroryzm, homoseksualizm czy masoneria o pornografii nie wspominając. Czyż byłby to kres kultury chrześcijańskiej?<br />
<strong>Postępowa Europa i lewacki ateizm</strong><br />
Europa umiera ponieważ traci równowagę. Wiatr historii znosi ją na zdeprawowaną lewą flankę dziejów. Tolerancja każe to dzielnie ścierpieć, ale rzeczywisty problem stanowią zapędy i pokusa ujednolicania społecznej tkanki Europejczyków. Zdewaluowana prawica ma także prawo do poszanowania jej aktywnej obecności. Stanowi gwarancje bezpieczeństwa i trwałości cywilizacji. Zresztą lewica jest taką samą przeciwwagą, w czasie gdy prawy ster trzyma kurs. Owe dążenia są jawnym przejawem ukrytego totalitaryzmu.<br />
<strong>Konkluzje końcowe </strong><br />
Teatr Nie Teraz daje wiele gotowych odpowiedzi na zapętloną sk-rzeczywistość! Nie proponuje łatwych rozwiązań. Z pewnością nie są one akceptowalne dla wszystkich i nawet jeśli prezentuje racje mniejszościowe, trzeba je ścierpieć pozwalając na społeczną emisję. Czyż nie tego uczy nasza tolerancyjna demokracja? Dowodem na społeczne zapotrzebowanie jest przyjęcie jakie zgotowali Teatrowi Nie Teraz Szwajcarzy, Niemcy i Francuzi udowadniając tym samych jak małym zaufaniem darzą swoich polityków!<br />
<a href="http://www.intarnet.pl/">www.inTARnet.pl</a><br />
<a href="http://www.tnt.intarnet.pl/spektakle/strony/niewierni_arty.html">www.teatrnieteraz.intarnet.pl/</a><br />
<em>Krzysztof Ziewacz</em></p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://logoslogan.pl/serum/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Flesz-ar’t Ewy i Romana</title>
		<link>http://logoslogan.pl/flesz/</link>
		<comments>http://logoslogan.pl/flesz/#comments</comments>
		<pubDate>Wed, 11 Jun 2008 15:43:11 +0000</pubDate>
		<dc:creator>kz</dc:creator>
				<category><![CDATA[kulturałki]]></category>
		<category><![CDATA[malarstwo]]></category>
		<category><![CDATA[recenzje]]></category>
		<category><![CDATA[rzeźba]]></category>
		<category><![CDATA[sztuka]]></category>
		<category><![CDATA[teksty na zlecenie]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://ziewacz.yasne.pl/flesz/</guid>
		<description><![CDATA[  Rzeźba Malarstwo 
5.10.2007. Tarnów, BWA
Za sprawą jakiejś kwantowej magii, ogromna ludzka rzesza wielbicieli sztuki stłoczyła się kondensując kuluarowe emocje i oczekiwania. Nie skrywano przy tym egzemplifikującego się egzaltacją przynależenia do towarzyskiej śmietanki. Czarowano się swadą i szarmancją.
Flesz-ar-tystyczne fluktuacje
Malarstwo Romka to kosmos synaptycznych tęsknot i ucieczek w niewiązane wymiary, gdzie boskość drga na odwiecznej [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><a href="http://ziewacz.yasne.pl/wp-content/uploads/2007/10/flesz-art.jpg" title="flesz-art.jpg" rel="lightbox[279]"><img src="http://ziewacz.yasne.pl/wp-content/uploads/2007/10/flesz-art.jpg" alt="flesz-art.jpg" class="right" /></a>  <strong>Rzeźba Malarstwo </strong><br />
5.10.2007. Tarnów, BWA<br />
Za sprawą jakiejś kwantowej magii, ogromna ludzka rzesza wielbicieli sztuki stłoczyła się kondensując kuluarowe emocje i oczekiwania. Nie skrywano przy tym egzemplifikującego się egzaltacją przynależenia do towarzyskiej śmietanki. Czarowano się swadą i szarmancją.<span id="more-279"></span></p>
<p><strong>Flesz-ar-tystyczne fluktuacje</strong><br />
Malarstwo Romka to kosmos synaptycznych tęsknot i ucieczek w niewiązane wymiary, gdzie boskość drga na odwiecznej strunie czasoprzestrzeni. Świat urzekający spienioną strukturą fizyki kwantowej, w której nieoznaczoność rodzi kształt, a ruchliwość plami się jaskrawie przyjazną barwą. Zmyślnie zmysłowa natura ujawnia znośność bytu dzięki wyplątaniu się z trój-wymiaru. Wirtualna witrażowość dodaje mocy i stanowi o nieprzeciętnych walorach dekoracyjnych. To jakby flesze, migawki krótkiej historii ludzkości, gdzie czas jest płynnym warkoczem i swym gwiezdnym pyłem skutecznie rozmywa poczucie chwili. Gęsta faktura wydobywa skondensowaną materię i odwieczną walkę żywiołowej natury. Fluktuacje nie determinują tu niczego. To chaos indywidualnych emocji, piękno nie dające się okiełznać, przyszłość nie znająca swego losu, alternatywna przeszłość. Te obrazy mają wieczną siłę rażenia. Nigdy się nie opatrzą bowiem dotykają istoty naszego bytu, pomagają rozwikłać zagadki naszego istnienia. Ja miałem to szczęście znać go od samego początku, kiedy jeszcze my „ławkowi” kolesie nie bardzo go rozumieliśmy. On się z tym urodził. Wykształcenie nie wiele ma tu do rzeczy. Artyzm wszczyna się w helisie, by potem wypluć się brutalnie, semiotycznie zmutować, spiąć skręconą materię i przynieść artyście aureolę sławy. Fleszar jest już w blasku flesza.</p>
<p><strong>Retrospekcyjne re-kreacje Ewy</strong><br />
Jeśli nie wiadomo, gdzie wędruje Roman w swych pejzażach to przynajmniej wiemy, gdzie znaleźć Ewę, a właściwie to Ona nas odnajduje. Zaskakuje niezwykłą oczywistością. Filuternie ujmuje zwiewną lekkością i kobiecą kokieterią. Ewa przebywa w fantazyjnej krainie przeszłości. Na wyspowych cokolikach samotni ukazuje postacie wyobcowane, tęskniące, odległe, wyrwane z kontekstu. Jakby chciały gdzieś ulecieć, jakby zostały uchwycone w momencie tętnienia życiem. Obrazuje to ruch, który materializuje pofałdowana faktura kształtu. Lecz nie są to rzeźby smutne, ponieważ ową ucieczkę od realności równoważy szczypta autoironicznego komizmu, sytuacyjnego humoru, urokliwa groteskowość… Rzeźby Ewy są niedzisiejsze. Subtelnie dopracowana osobowość figurek odcina się od szorstkich postumentów, na  które zostały wrzucone wichrem losu.</p>
<p><em>Krzysztof Ziewacz</em></p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://logoslogan.pl/flesz/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Majestat i niepokój</title>
		<link>http://logoslogan.pl/myjak/</link>
		<comments>http://logoslogan.pl/myjak/#comments</comments>
		<pubDate>Sun, 21 Oct 2007 13:17:33 +0000</pubDate>
		<dc:creator>kz</dc:creator>
				<category><![CDATA[kulturałki]]></category>
		<category><![CDATA[kultura]]></category>
		<category><![CDATA[recenzje]]></category>
		<category><![CDATA[rzeźba]]></category>
		<category><![CDATA[sztuka]]></category>
		<category><![CDATA[teksty na zlecenie]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://ziewacz.yasne.pl/myjak/</guid>
		<description><![CDATA[ Staraniem BWA nadarza się niebywała okazja, oto bowiem artysta wielkiego formatu Adam Myjak przybywa wreszcie do Tarnowa. Przywozi dzieła. Wybitne. Przejmujące. Niepokojące. Znaczące. Doprawdy znakomita to propozycja dla koneserów prawdziwej sztuki.
Rzeźby Myjaka:
epatują okaleczeniem,
emanują smutkiem,
erodują swym rozdarciem
ewoluują coraz dojrzalszym Myjakiem
elektryzują powierzchniowym napięciem
ekscytują fenomenem
egzemplifikują ludzkie ego 
Tak w skrócie można scharakteryzować absolutnie genialną wystawę twórczości Adama [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><a href="http://ziewacz.yasne.pl/wp-content/uploads/2007/10/myjak2.jpg" title="myjak2.jpg" rel="lightbox[285]"><img src="http://ziewacz.yasne.pl/wp-content/uploads/2007/10/myjak2.jpg" alt="myjak2.jpg" /></a> Staraniem BWA nadarza się niebywała okazja, oto bowiem artysta wielkiego formatu Adam Myjak przybywa wreszcie do Tarnowa. Przywozi dzieła. Wybitne. Przejmujące. Niepokojące. Znaczące. Doprawdy znakomita to propozycja dla koneserów prawdziwej sztuki.<br />
<strong>Rzeźby Myjaka:</strong><br />
<em>epatują okaleczeniem,<br />
emanują smutkiem,<br />
erodują swym rozdarciem<br />
ewoluują coraz dojrzalszym Myjakiem<br />
elektryzują powierzchniowym napięciem<br />
ekscytują fenomenem<br />
egzemplifikują ludzkie ego </em><span id="more-285"></span></p>
<p>Tak w skrócie można scharakteryzować absolutnie genialną wystawę twórczości Adama Myjaka zorganizowaną przez miejskie BWA.</p>
<p>Eksponowane prace to dzieła ponadczasowe, uniwersalne, dające się interpretować pod każdą szerokością geograficzną. Artysta od lat pozostaje niezmiernie przejęty kondycją człowieka. Drąży jego psychikę, dotyka głębszych pokładów świadomości, a konkluduje niedopowiedzianą formą, w którą nadal ingeruje. Owo nano-szenie „poprawek” symbolizuje udręczonego człowieka, którego wyniszcza nieustanne zmaganie z własnym jestestwem i czasem. To jakby dążenie odwrócone: od doskonałości, formy skończonej do bryły naznaczonej coraz to głębszą szramą, plamą, brudem, cieniem&#8230; deformacją, napiętnowaniem, a które pozwala na uchwycenie istoty, duszy i indywiduum wreszcie. Rzeźby nabierają egzystencjalnego ciężaru, powoli odsłaniają rozdarte wnętrza. Może kiedyś ten konsekwentny artysta przywiezie je jeszcze raz do Tarnowa. Zobaczymy jak się postarzały, a on sam ewoluował.<br />
<em>Krzysztof Ziewacz</em><br />
<a href="http://ziewacz.yasne.pl/wp-content/uploads/2007/10/myjak.jpg" title="myjak.jpg" rel="lightbox[285]"><img src="http://ziewacz.yasne.pl/wp-content/uploads/2007/10/myjak.jpg" alt="myjak.jpg" /></a></p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://logoslogan.pl/myjak/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Zabijanie „gomuły”</title>
		<link>http://logoslogan.pl/gomula/</link>
		<comments>http://logoslogan.pl/gomula/#comments</comments>
		<pubDate>Thu, 18 Oct 2007 12:53:01 +0000</pubDate>
		<dc:creator>kz</dc:creator>
				<category><![CDATA[kulturałki]]></category>
		<category><![CDATA[kultura]]></category>
		<category><![CDATA[recenzje]]></category>
		<category><![CDATA[sztuka]]></category>
		<category><![CDATA[talia]]></category>
		<category><![CDATA[teatr]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://ziewacz.yasne.pl/gomula/</guid>
		<description><![CDATA[ Nie bez kozery sztukę wystawiono, nie w wygodnym Teatrze Solskiego, a w niszczejącym od kilku dekad budynku Hufca w parku Strzeleckiego. To, że się sypało na głowę uwiarygodniło tylko okoliczności. Tarnowianin Jacek Głomb, który znalazł zrozumienie daleko od Tarnowa, bo w Zielonej Górze, gdzie odnosi niepomiernie większe sukcesy niż przed laty, tu, w naszym [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><a href='http://ziewacz.yasne.pl/wp-content/uploads/2007/10/gomulka.gif' title='gomulka.gif' rel="lightbox[284]"><img src='http://ziewacz.yasne.pl/wp-content/uploads/2007/10/gomulka.gif' alt='gomulka.gif' /></a> Nie bez kozery sztukę wystawiono, nie w wygodnym Teatrze Solskiego, a w niszczejącym od kilku dekad budynku Hufca w parku Strzeleckiego. To, że się sypało na głowę uwiarygodniło tylko okoliczności. Tarnowianin Jacek Głomb, który znalazł zrozumienie daleko od Tarnowa, bo w Zielonej Górze, gdzie odnosi niepomiernie większe sukcesy niż przed laty, tu, w naszym mieście i  teatrze „Na Skraju” przywozi sztukę nasączoną i humorem i goryczą, ale przede wszystkim prawdą. Właśnie tam, na zachodzie Polski, swoim społecznie zaangażowanym teatrem realizowanym w brudzie realności zaskarbił sobie sympatię publiczności.<span id="more-284"></span></p>
<p>Jak się dowiedziałem sztuka kilka lat czekała w kolejce rzeczy ważnych do wystawienia. &#8220;Tysiąc spokojnych miast&#8221; Jerzego Pilcha to historia wcale nie polityczna jakby się mogło wydawać. Dotyczy szerszego horyzontu. Opowiada o polskim umorusaniu i nieudolności.</p>
<p>Jest lato 1963 roku, rzecz dzieje w Wiśle, a Bohater marzy o wypełnieniu iście Kordianowej misji. Przychodzi mu do głowy pomysł zgładzenia jakiegoś tyrana. Ideałem byłby Mao, ale z braku środków finansowych wybór pada na najbliższego w zasięgu czyli Władysława Gomułkę – bo on także jest uosobieniem dyktatora per se. Początkowo ustawiony celownik na Mao w meandrach pijackich mżonek opada znacznie niżej. Całkiem niedorzecznie wychodzi na to, że Tse Tunga ratują chińskie papirusy (??).</p>
<p>Paraliż inwestycyjny powoduje, że trzeba się rozglądnąć w najbliższej okolicy, a że tu tyranizuje Gomułka, rodzi się scenariusz zastępczy. Józef Trąba &#8211; gomołowaty „Kordian” rękami mordować się brzydzi, wobec tego korzysta z cudzego pomysłu i postanawia zrealizować swe zakusy i zabić z kuszy. Rekwizyt przebudowuje opowieść w istny teatr absurdu. Trąbę dopadają omamy, ględzi coś o wielkości, a w rzeczywistości okazuje się być małą, pijacką kreaturą. Sztuka kończy się też po polsku. Jak u Kantora &#8211; wigilią (Wielopole). Czy Gomułkę zatem stracono? Marazm, niemoc każe przypuszczać, że nie. Okrągły stół też miał swoje kanty!</p>
<p>Groteskowe niemal dla naszej szerokości geograficznej abstrakcyjne stroje (pióropusz) pomagają zinterpretować przekaz. Głomb przy pomocy Pi-lich-ow-ego skryptu dokonuje całkiem udanego rozrachunku z naszym polskim mistycyzmem, idealizmem i naszą wyjątkową polskością. Parodiuje uświęcony romantyzm.</p>
<p>Aktorstwo raczej przeciętne, akademickie. Tylko główny bohater może zachwycać. A co razi? Zabrakło realności językowej, potoczystości, wszyscy mówią w tym samym stylu. Wątek miłosny do wycięcia. Ale to już wada Pilcha. Spektakl Jacka Głomba to cięta riposta na gomułę romantycznych wzlotów, adresowana, w dalszym ciągu, do każdego z nas. Trochę się jednak ludzie pośmiali, chociaż nikt się nie zarykiwał. Bo śmialiśmy się niestety z samych siebie, a ciężko złapać taki dystans, żeby śmiać się do rozpuku.</p>
<p>Krzysztof Ziewacz</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://logoslogan.pl/gomula/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Poduszyciel na dobranoc</title>
		<link>http://logoslogan.pl/poduszyciel/</link>
		<comments>http://logoslogan.pl/poduszyciel/#comments</comments>
		<pubDate>Tue, 16 Oct 2007 13:30:08 +0000</pubDate>
		<dc:creator>kz</dc:creator>
				<category><![CDATA[kulturałki]]></category>
		<category><![CDATA[kultura]]></category>
		<category><![CDATA[recenzje]]></category>
		<category><![CDATA[sztuka]]></category>
		<category><![CDATA[talia]]></category>
		<category><![CDATA[teatr]]></category>
		<category><![CDATA[teksty na zlecenie]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://ziewacz.yasne.pl/poduszyciel/</guid>
		<description><![CDATA[ Trzeciego Wieczora zostaliśmy zaatakowani i zmasakrowani przez Teatr Nowy z Krakowa. Czterech Jeźdźców Apokalipsy zafundowało widzom oryginalny teatralny koszmar. Wystawili Pana Jaśka Martina McDonagha („The Pillowman” 2003) w reżyserii Hussakowskiego. Tylko skąd brał się ten śmiech?
Ta nieprzyjemna sztuka to kaźń-o-dzieja-ch współczesnych, która obrazoburczo przed-rzeźnia społeczne przyzwolenie na wszelakie wynaturzenia. Makabryczna krwa’wica, która ból-wersuje i [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><a href="http://ziewacz.yasne.pl/wp-content/uploads/2007/10/panjasiek.jpg" title="panjasiek.jpg" rel="lightbox[283]"><img src="http://ziewacz.yasne.pl/wp-content/uploads/2007/10/panjasiek.jpg" alt="panjasiek.jpg" class="right" /></a> Trzeciego Wieczora zostaliśmy zaatakowani i zmasakrowani przez Teatr Nowy z Krakowa. Czterech Jeźdźców Apokalipsy zafundowało widzom oryginalny teatralny koszmar. Wystawili Pana Jaśka Martina McDonagha („The Pillowman” 2003) w reżyserii Hussakowskiego. Tylko skąd brał się ten śmiech?<span id="more-283"></span></p>
<p>Ta nieprzyjemna sztuka to kaźń-o-dzieja-ch współczesnych, która obrazoburczo przed-rzeźnia społeczne przyzwolenie na wszelakie wynaturzenia. Makabryczna krwa’wica, która ból-wersuje i kolumnuje się atawizmem. Teatr Nowy z pewnością obraża nasze uczucia, intymność i myśli. Narusza nasz kosmopolityczny spokój. Nachalny w swej wymowie i narracji spektakl nie daje spokojnie spać, osiada na naszej aureoli i ją namolnie gniecie.</p>
<p>Tak dzieje się celowo. Nie tylko dlatego, że aktorzy są młodzi, i jak sami przyznali, upodobali sobie taki, niewybredny humor. Chcą nami wstrząsnąć! To się zresztą im świetnie udaje. Miejsca na tym spektaklu są niewygodne. Doskwiera obcowanie z wybebeszonym moralnie światem. Choć to typowy hardcorowy Dance Macabre, a jednak śmieszy swym paradoksalnym humorem. To teatr bez tabu, wolny do bólu: poraża, przeraża, porusza, porywa, śmieszy, ośmiesza, zmusza, wymusza…</p>
<p>Daje szturchańca jeśli nie porządnego kopa. Najczęściej nie ma w normalnym życiu happy end’ów. To nie jest coś dla wydelikaconych, mdlejących damulek. Starsze pokolenie też raczej nie odnajdzie się w tej parapsychologicznej makabresce. Przykładem przekleństwa, które sypały się w scenicznym pyle przy byle okazji. Wulgarne sceny samogwałtu i homoseksualizmu.</p>
<p>Technicznie aktorzy prowadzą się perfekcyjnie. Igrają ze swym kunsztem i talentem. Empatycznie przenikają do wnętrza bohaterów. Kłamią jak z nut. Więcej… przenicowani semantycznym okrucieństwem postaci dramatu, oni stają się przeźroczyści. Widać jak upajają się czarnym scenariuszem i przerażającym transem zboczonej trajektorii. Z tego stanu wyrywają ich dopiero końcowe oklaski.</p>
<p>Ten trudny na papierze dramat tryumfuje w swej scenicznej choć nadal bardzo wymagającej  postaci i może się podobać dzięki wirtuozerii Juliusza (Chrząstowski), Dominika (Nowak), Andrzeja (Rozmus) i Piotra (Sieklucki), którzy stworzyli niezapomniane kreacje by nie rzec kreatury.</p>
<p>Dla tych, którzy nie byli zdradzę główny wątek. Katurian, twórca makabrycznych opowiadań o dzieciach jest przesłuchiwany przez policję po tym, jak w okolicy kilkoro dzieciaków zostaje zamordowanych w opisany przez zeń sposób. Ma brata, dla którego opowiadania nie są fikcją, a dostępną rzeczywistością…</p>
<p>Publiczność miała niepowtarzalną szansę pobyć trochę dłużej z aktorami, bowiem wyszli jeszcze na chwile złapać jeszcze bliższy kontakt. Niestety tylko kilka osób zostało na zakulisowe pogaduszki. Są młodzi, ambitni. Niedawno założyli Teatr Nowy, jak wyznali, trochę dla przeciwwagi Teatru Starego. Bez dotacji. Jeśli nie rewolucja to przynajmniej zmiana warty… się szykuje. Opowiedzieli o swych losach, przejściach, planach i preferencjach… Pasjonuje ich poszerzanie estetycznych obszarów teatru. Poszukują młodych twórców, najchętniej na warsztat biorą rzeczy niezgrane,  nowoczesne, ostre. W tym kontekście dość zrozumiałe okazuje się być to upodobanie do bez-tabulacyjnego oscylowania wokół spraw świeżych.<br />
<em>Krzysztof Ziewacz</em></p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://logoslogan.pl/poduszyciel/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Czapski – artysta prawdziwy (malarstwo)</title>
		<link>http://logoslogan.pl/czapski/</link>
		<comments>http://logoslogan.pl/czapski/#comments</comments>
		<pubDate>Wed, 26 Sep 2007 15:25:50 +0000</pubDate>
		<dc:creator>kz</dc:creator>
				<category><![CDATA[kulturałki]]></category>
		<category><![CDATA[kultura]]></category>
		<category><![CDATA[malarstwo]]></category>
		<category><![CDATA[sztuka]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://ziewacz.yasne.pl/czapski/</guid>
		<description><![CDATA[Po Gdańsku, Poznaniu, Warszawie, Tarnów doczekał się wreszcie artystycznego wydarzenia. Mamy niecodzienną sposobność przypomnieć Polaka wielkiego, osobowość nietuzinkową, reprezentującą szlachetne pokolenie, które odeszło, ale nie umarło, ponieważ wciąż oddziałuje na świadomość poszukujących świadectw prawdziwych. Wystawna ekspozycja ma miejsce w willi tarnowskich mecenasów sztuki, państwa Kopczyńskich.
 Wydarzenie sprawił i podczas inauguracyjnego wieczoru swą charyzmą czarował profesor [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Po Gdańsku, Poznaniu, Warszawie, Tarnów doczekał się wreszcie artystycznego wydarzenia. Mamy niecodzienną sposobność przypomnieć Polaka wielkiego, osobowość nietuzinkową, reprezentującą szlachetne pokolenie, które odeszło, ale nie umarło, ponieważ wciąż oddziałuje na świadomość poszukujących świadectw prawdziwych. Wystawna ekspozycja ma miejsce w willi tarnowskich mecenasów sztuki, państwa Kopczyńskich.<span id="more-241"></span><br />
<a href='http://ziewacz.yasne.pl/wp-content/uploads/2007/09/1181548325.jpg' title='1181548325.jpg' rel="lightbox[241]"><img src='http://ziewacz.yasne.pl/wp-content/uploads/2007/09/1181548325.jpg' alt='1181548325.jpg' /></a> Wydarzenie sprawił i podczas inauguracyjnego wieczoru swą charyzmą czarował profesor Stanisław Rodziński, przyjaciel Józia, czule go wspominający w „Moim szkicowniku” (2002), po który, nawiasem mówiąc, trzeba sięgnąć w dobie populizmu, aby się choć trochę przefiltrować czystym etycznie powietrzem. „Taniość” bowiem to ostatnia idea, która mogłaby zaprząc myśli człowieka wielkiego! Śmietanka artystyczna naszego miasta widać tylko czekała takiej okazji, bo gęsto ubita personalnie tego dnia  przydała wernisażowi należnej mu dostojności i znaczenia. Blichtr sztuce przystoi, atoli gospodarze postarali się o spotęgowanie doznań łakomych inaczej. Owego wieczoru przednie wino zaserwowano z kawiorem.</p>
<p>Odświeżająca umysł i duszę lokalizacja wystawy w oranżerii zieleniącej się relaksującym kwieciem, z rzeźbą myśl konkretyzującą i Rozenthal’ową, ożywiającą wspomnienia, porcelaną, poszerza znacznie ekspozycyjną formułę. Sprawia, że sztukę chłonie się „naturalnie” i  niemal błyskawicznie. W przypadku Czapskiego pomysł się sprawdził tym bardziej, że w takim otoczeniu obrazy jawią się jak „kadry” ciężkim wysiłkiem wyrwane silnej przyrodzie. Ekspozycja odsłania przed zdumionym widzem niełatwy proces twórczy, który Czapski nazywał żmudnym piłowaniem. Był jednym z niewielu artystów, którzy otwarcie podkreślali rolę niepowodzeń malarza czy pisarza. Profesor przypomniał słynną anegdotkę związana z tym problemem. Otóż razu pewnego obaj panowie wyruszyli do Paryża i czekając na jednej ze stacyjek zauważyli kobietę przemyślnie ubraną jakby to sam „Józio” ją tak wystroił, albo żywcem zeszła była z obrazu przez niego jeszcze przecież nie namalowanego. Tak w jakiś przedziwny, transcendentny sposób, przynależała do świata wyobraźni Czapskiego, że uprosiwszy kompana o pozostanie i podróż późniejszym pociągiem, jął ją szkicować. Oddał postać perfekcyjnie uchwyciwszy „tą właściwą chwilę”. Niespokojny marzył całą drogę i Paryża nie mogąc chłonąć powrócił do zaczynu, i zamknąwszy się w pracowni ‘babę” zmalował. Ale tego ciężaru, co szkic potencjalnie obiecywał, już niestety artysta nie uchwycił. Bolała go ta niemoc powodowana zwłoką, bo tak ukochał błyskawiczną odpowiedź na przyjście weny.</p>
<p>Dziennikarska rzetelność każe jeszcze wspomnieć, iż Muzeum Diecezjalne oleje mistrza wypożyczyło, a sam profesor Rodziński wiele po przyjacielu pamiątek przyniósł.</p>
<p>Kto głód artystyczny w sobie znajduję, ten pójść i obejrzeć musi! Przed Czapskim czapkę z głowy zdjąć wypada…</p>
<p><a href="http://www.intarnet.pl/">www.inTARnet.pl</a></p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://logoslogan.pl/czapski/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Harnasie</title>
		<link>http://logoslogan.pl/harnasie/</link>
		<comments>http://logoslogan.pl/harnasie/#comments</comments>
		<pubDate>Sun, 16 Sep 2007 10:38:22 +0000</pubDate>
		<dc:creator>kz</dc:creator>
				<category><![CDATA[kulturałki]]></category>
		<category><![CDATA[opera]]></category>
		<category><![CDATA[recenzje]]></category>
		<category><![CDATA[relacje]]></category>
		<category><![CDATA[sztuka]]></category>
		<category><![CDATA[teksty na zlecenie]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://ziewacz.yasne.pl/harnasie/</guid>
		<description><![CDATA[  Harnasie Karola Szymanowskiego
14.09.2007 Tarnów-Mościce
Olbrzymia scena z kilkuset osobową widownią zainstalowały się  w plenerach Mościckiej Fundacji Kultury na potrzeby wielkiej sztuki udowadniając po raz enty, iż tarnowianie wręcz cierpią na niedosyt kultury wysokiej.
Rozmach spektaklu
Złudnie góralską scenerię udało się zorganizować prostymi acz efektownymi środkami. Całkiem naturalnie wpisały się w ten krajobraz świerki i modrzewie [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><a href="http://ziewacz.yasne.pl/wp-content/uploads/2007/09/harnasie.jpg" title="harnasie.jpg" rel="lightbox[267]"><img src="http://ziewacz.yasne.pl/wp-content/uploads/2007/09/harnasie.jpg" alt="harnasie.jpg" class="right" /></a>  <strong>Harnasie Karola Szymanowskiego</strong><br />
14.09.2007 Tarnów-Mościce<br />
Olbrzymia scena z kilkuset osobową widownią zainstalowały się  w plenerach Mościckiej Fundacji Kultury na potrzeby wielkiej sztuki udowadniając po raz enty, iż tarnowianie wręcz cierpią na niedosyt kultury wysokiej.<span id="more-267"></span></p>
<p><strong>Rozmach spektaklu</strong><br />
Złudnie góralską scenerię udało się zorganizować prostymi acz efektownymi środkami. Całkiem naturalnie wpisały się w ten krajobraz świerki i modrzewie porastające teren wokół MFK. Ustawiono też wielki podest jakby stół weselny z okalającymi go nieruchomymi, ale grającymi rekwizytami w postaci drabin, kół czy dyszli. W obejściu scenicznym wymownie płonęły ogniska potęgując góralskie impresje. O przepychu zastosowanych środków mogą świadczyć zwierzęta (owieczki i piękne konie), które pojawiały się w trakcie tego kostiumowego przedstawienia. Wielkie wydarzenie wyczuwało się niemal wszystkimi receptorami. Nikogo chyba nie zaskoczyły sztuczne ognie, które tradycyjnie wystrzeliły na wiwat, jednocześnie żegnając i dziękując schodzącym artystom.</p>
<p><strong>Rzewność muzyki</strong><br />
Instrumenty mkną niczym halny zapierając dech w piersiach. Dyrygent nieustannie gna orkiestrę swym kanciastym podrygiem. Ale Harnasie porywają nie tylko wirtuozerią szybko granych dźwięków. Jest też w tej muzyce swojska rzewność, jakaś bliskość, która każe się zasłuchać, zamyślić, na dobre wciągnąć. Ta przepojona Polskością szumna muzyka Szymanowskiego jest wspaniałą transkrypcją góralskiego folkloru. Pozostaje jednym z najbardziej udanych dzieł w muzyce światowej. Koncert otwiera długa (optycznie statyczna scena) partia skrzypiec z delikatnym tylko akompaniamentem orkiestry (zlokalizowanej na uboczu). Dalej już jest wyłącznie dynamicznie. Muzyka determinuje ruch na scenie, dyktuje nastroje nadając ostateczny kształt nierzadko gwałtownym emocjom.</p>
<p><strong>Klasyka z klasą</strong><br />
Jarmarcznie terroryzowany bębenek człowieka odnajduje wreszcie wytrawne piękno, które zaczyna (go) leczyć napełniając duchową strawą, z którą nie pierwszy raz pospieszyli artyści Opery Krakowskiej. Jakże przyjemnie i dumnie było posłuchać jej w wykonaniu wyśmienitych artystów tu, na miejscu, w Tarnowie. Cieszy mieszkańców, co widać było po zasłuchanych i zapatrzonych twarzach tłumnie przybyłych, że kulturalne władze wywiązując się ze swoich zadań stwarzają wspaniałe okazje do „bywania”.</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://logoslogan.pl/harnasie/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Interdyscyplinarny rygiel kultury</title>
		<link>http://logoslogan.pl/rygiel/</link>
		<comments>http://logoslogan.pl/rygiel/#comments</comments>
		<pubDate>Sat, 01 Sep 2007 11:54:03 +0000</pubDate>
		<dc:creator>kz</dc:creator>
				<category><![CDATA[kulturałki]]></category>
		<category><![CDATA[kultura]]></category>
		<category><![CDATA[recenzje]]></category>
		<category><![CDATA[rzeźba]]></category>
		<category><![CDATA[sztuka]]></category>
		<category><![CDATA[teksty na zlecenie]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://ziewacz.yasne.pl/rygiel/</guid>
		<description><![CDATA[ Tegoroczne, gorące lato sprzyjało stapianiu się rozmaitych nurtów w artystycznym zamierzeniu jakim okazał się być &#8220;Tygiel Kultury&#8221;. Organizatorzy mieszali stylami sypiąc do pojemnego pieca kultury masowej co tylko zdołali wyjąć dosłownie spod pachy. Młodym mogło się podobać, skoro miksowano średniowiecze z Internetem. Finałowym akcentem całowakacyjnego przedsięwzięcia artystycznego tarnowskiego oddziału ZPAP była &#8220;Strefa żywiołów&#8221;. W [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><a href="http://ziewacz.yasne.pl/wp-content/uploads/2007/09/tygiel.jpg" title="tygiel.jpg" rel="lightbox[260]"><img src="http://ziewacz.yasne.pl/wp-content/uploads/2007/09/tygiel.jpg" alt="tygiel.jpg" class="right" /></a> Tegoroczne, gorące lato sprzyjało stapianiu się rozmaitych nurtów w artystycznym zamierzeniu jakim okazał się być &#8220;Tygiel Kultury&#8221;. Organizatorzy mieszali stylami sypiąc do pojemnego pieca kultury masowej co tylko zdołali wyjąć dosłownie spod pachy. Młodym mogło się podobać, skoro miksowano średniowiecze z Internetem. Finałowym akcentem całowakacyjnego przedsięwzięcia artystycznego tarnowskiego oddziału ZPAP była &#8220;Strefa żywiołów&#8221;. W środę i czwartek na tarnowskim Rynku w spektakularnych tzw. Piecach Węgierskich (na zdjęciu), w których temperatura przekraczała ponoć 9 tysięcy stopni Celsjusza, wypalano rzeźby ceramiczne. Rzeźby te będą teraz eksponowane w Tarnowie.<span id="more-260"></span></p>
<p><strong>Rzeźby, filmy, muzyka i towarzystwo wzajemnego wspierania grupowego</strong><br />
I choć na poszczególnych odcinkach dyrygowali profesjonaliści, to jednak zabrakło rzetelnej, prostej informacji: co, gdzie i kiedy. Nie zawsze repertuar wychodził naprzeciw społecznemu zapotrzebowaniu. Tak było z filmami. Niektóre propozycje to już dość „zgrane klisze”. Iluż jest maniaków kina, mogących w kółko oglądać te same historie! Przypomniano dorobek skądinąd znakomitego reżysera Witolda Leszczyńskiego, kolejno wyemitowano bowiem 7 jego obrazów („Żywot Mateusza”, „Pełnia”, „Konopielka”, „Siekierezada, „Koloss”, „Requiem” i „Po sezonie”). Z powyższych przyczyn niewielu kinomanów pojawiało się na tych pokazach. Nawet na kinie niezależnym (nomen omen?) nikomu specjalnie &#8230; nie zależało, sądząc po frekwencji. Off-owe działa chyba trochę odpychająco. Ale może i dobrze, wszak to kameralne sprawy. Fotografia też trafia na opór masowego odbiorcy. Podobnie zresztą rzecz ma się z malarstwem czy grafiką. Muzyczne koncerty też miały swój falstart, ale z koncertu na koncert zaczynały się cieszyć coraz to gorętszym przyjęciem. „Screen Music Zone” to obok finałowego wypału rzeźb jaśniejszy punkt Tygla. Zwolennik popkultury muzycznej Krzysztof Borowiec przedstawił kilka znakomitych koncertów, których z pewnością nie oglądniemy w telewizji. Nie wszystkie też czekają na nas na sklepowych półkach.</p>
<p><strong>Żywioł oswojony</strong><br />
Ogień ma moc oczyszczającą, a płomień potrafi utrwalić kształt inspiracji. Do takich wniosków najwyraźniej doszli artyści ze Światosławem Karwatem na czele, którzy rozwichrzyli „Strefę żywiołów” indukując całkiem nowy element kulturalnego pejzażu Tarnowa. Takiej okazji nie mógł przeoczyć Prezydent Ścigała i pierwszy rozniecił palenisko ku żarzącej się chwale bieguna ciepła. Internet ponoć łączył nas z innymi ośrodkami realizującymi ten sam zamysł mieszania surówki w dużej temperaturze ludzkich intencji. Imprezę przeplatały występy o bardziej masowej prowieniencji: dziewczyny i chłopaki w różnych ludycznych i raczej odtwórczych repertuarach. Żar wytapianej rzeźby przenikał się z ciepłem szczerych emocji młodych zespołów, które przygrywały kochającym tańczące płomienie. Lokalna telewizja transmitowała brykające iskierki tym nieco bardziej leniwym, którzy w tym czasie trudzili się akurat siedzeniem w okolicznych pubach.</p>
<p><strong>Czy wytopiliśmy razem nową jakość? Czy za sprawą tyglowego ciepła wznosimy się na niedostępnej skali kultury wysokiej? Czy tygiel zaryglował dostęp czy tworzy masowe połączenia? Odpowiedź znają Ci, którzy mieli okazję prze/bywać albo w dobrych, albo przy żarzących się kręgach.</strong></p>
<p><strong>Autorzy PROGRAMU:</strong><br />
Tarnowski Oddział ZPAP jest członkiem Grupy Partnerskiej w ramach programu ”Turystyka Wspólna Sprawa”, tworzącej projekt pod nazwą „Małopolska Kraina Imprez”, objęty patronatem Urzędu Marszałkowskiego. Partnerzy „Tygla Kultury” ZPAP &#8211; miasta: Zielona Góra, Gubin, Zgorzelec, Słubice, Berlin, Biała Cerkiew, Edynburg.</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://logoslogan.pl/rygiel/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Forsowna farsa (teatr)</title>
		<link>http://logoslogan.pl/farsa/</link>
		<comments>http://logoslogan.pl/farsa/#comments</comments>
		<pubDate>Sun, 26 Aug 2007 15:21:30 +0000</pubDate>
		<dc:creator>kz</dc:creator>
				<category><![CDATA[kulturałki]]></category>
		<category><![CDATA[komedia]]></category>
		<category><![CDATA[recenzje]]></category>
		<category><![CDATA[sztuka]]></category>
		<category><![CDATA[teatr]]></category>
		<category><![CDATA[teksty na zlecenie]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://ziewacz.yasne.pl/farsa/</guid>
		<description><![CDATA[ ”Zaproszony gość” wg Davida Pharao w reżyserii Andrzeja Sadowskiego na deskach tarnowskiego teatru. Polska prapremiera.

Dylemat, czy ta przewrotna komedia traktuje li tylko o nieszkodliwym pozerstwie, czy wyrafinowanym image, rozstrzygną  Państwo sobie sami jeśli wybiorą się do tarnowskiego teatru, a zobaczyć sztukę więcej niż warto! Potwierdza ona znane prawdy; że nie da się za [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><strong> ”Zaproszony gość” wg Davida Pharao w reżyserii Andrzeja Sadowskiego na deskach tarnowskiego teatru. Polska prapremiera.</strong><br />
<a href='http://ziewacz.yasne.pl/wp-content/uploads/2007/09/150x0zaproszony_gosc.jpg' title='150×0zaproszony_gosc.jpg' rel="lightbox[235]"><img src='http://ziewacz.yasne.pl/wp-content/uploads/2007/09/150x0zaproszony_gosc.jpg' alt='150×0zaproszony_gosc.jpg' class="right" /></a></p>
<p>Dylemat, czy ta przewrotna komedia traktuje li tylko o nieszkodliwym pozerstwie, czy wyrafinowanym image, rozstrzygną  Państwo sobie sami jeśli wybiorą się do tarnowskiego teatru, a zobaczyć sztukę więcej niż warto! Potwierdza ona znane prawdy; że nie da się za drugim razem zrobić dobrego, pierwszego wrażenia, jak również i to, że bycie sobą popłaca na dystansie. Ale czy są to jedyne wnioski jakie nasuwają się po obejrzeniu tego wielowymiarowego spektaklu? Widzowie nie nudzą się ani sekundy, forsowna farsa treściwie się sączy, zaspokajając apetyt na wysmakowane acz strawne danie.<span id="more-235"></span></p>
<p>Po 3-letnim stażu na bezrobociu, Gerard jest na krańcu wyczerpania nerwowego, ale ponieważ w życiu nigdy nie jest aż tak źle jak się wydaje, dostaje ofertę pracy w odległej Indonezji i szanse wykazać się na nowym stanowisku. Musi jednak zaprosić przyszłego pracodawcę na wystawną kolację do siebie. Martwi go z kolei to, że stylem życia nie dorównuje standardom, jakim zdaje się hołdować przyszły szef. W sukurs przychodzi jednak wszędobylski sąsiad Aleksander, który okazuje się być guru od wizerunku. Zachęca jak może skapcaniałą parę (Gerarda i jego żonę Collette), by przyjęła wyzwanie od losu i poszła za ciosem. Pomimo niechęci organizuje szkolenie z zakresu „bon ton”, by Gerard mógł uniknąć potencjalnego faux pas. Liczy się każdy szczegół, niemal każda minuta… napięcie rośnie. Zmianie musi ulec nawet wystrój wnętrza, nie mówiąc o nawykach, czy wiedzy ogólnej kandydata. Seria omyłek druzgocze psychicznie całą trójkę i dopiero wówczas dochodzi do kulminacyjnego spotkania… zjawia się gość, gdy wszyscy mają dość!</p>
<p><a href='http://ziewacz.yasne.pl/wp-content/uploads/2007/09/1180989535.jpg' title='1180989535.jpg' rel="lightbox[235]"><img src='http://ziewacz.yasne.pl/wp-content/uploads/2007/09/1180989535.jpg' alt='1180989535.jpg' /></a> Sztuka świetnie wpasowuje się w polskie realia. Niemoc i frustracja, spowodowana brakiem sukcesów i perspektyw, rodzi społeczną alienację niedostosowanej jednostki. W stosunkach międzyludzkich w świecie pracy decyduje wszak odgórnie ustalony, politycznie poprawny schemat, a system nie toleruje maruderów. Główne nagrody w obowiązującym obecnie  modelu zdobywają jedynie „trendy”. Niedojrzały emocjonalnie Gerard w obliczu wyzwań, nie tylko kapitalistycznego rynku, ale przede wszystkim życia dorosłego, ucieka w dzieciństwo – ostatni  beztroski okres życia.  Tę swego rodzaju kapitulacje symbolizuje kolejka, która swoimi żelaznymi szynami oplata cały świat głównego bohatera, czyniąc go bezsilnym. Piotr Jędrzejek sprostał roli i grając nerwową manierą oddał w pełni zapętlone wnętrze Gerarda. W bezradną, cokolwiek rozmemłaną, Collette udanie wcieliła się Marta Marianna Gortych, która pokazała kobietę także tkwiącą jeszcze w dzieciństwie. Tymczasem Marek Kępiński, jakby dla kontrastu, z impetem potraktował swego z tupetem snobującego Aleksandra. Iluż to u nas w Polsce nieproszonych doradców, którzy wiedzą jak inni mają żyć, tyle, że z własnym nie potrafią, jak życie długie, zrobić porządku. Gość (Pontignac), którego ożywił swym wigorem i scenicznym kunsztem Robert Żurek, również dał powody już rozbawionej publiczności do kolejnych salw śmiechu. Wykreował dwa odmienne, aczkolwiek w ten sam sposób pokręcone charaktery. Morał z tego chyba taki, że z rzeczywistością radzą sobie jedynie cwaniaki – Pontignac’ki. Słodko-gorzko powiało Francją nie tylko za sprawą świetnie dobranej przez Sadowskiego muzyki (m.in. Joe Dassin).</p>
<p>David Pharao to bystry obserwator życia i nastrojów społecznych. To artysta, który potrafi stwarzać ludzi z krwi i kości, a robi to przecież piórem. Chwała reżyserom, tudzież tłumaczom (vide Andrzej Sadowski i Nicole Korzycka), że wynajdują dla nas gapiów biorąc na warsztat Pharao i jemu podobnych Molierów  współczesnego teatru.</p>
<p>Krzysztof Ziewacz<br />
dla tarnowskiego portalu internetowego <a href="http://www.intarnet.pl/">www.intarnet.pl</a></p>
<p>ps.<br />
Komedia doczekała się już adaptacji filmowej (2006) z główna rolą Daniela Auteuil’a i producenckim udziałem Luca Beson.</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://logoslogan.pl/farsa/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
	</channel>
</rss>
