<?xml version="1.0" encoding="UTF-8"?>
<rss version="2.0"
	xmlns:content="http://purl.org/rss/1.0/modules/content/"
	xmlns:wfw="http://wellformedweb.org/CommentAPI/"
	xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/"
	xmlns:atom="http://www.w3.org/2005/Atom"
	xmlns:sy="http://purl.org/rss/1.0/modules/syndication/"
	xmlns:slash="http://purl.org/rss/1.0/modules/slash/"
	>

<channel>
	<title>LogoSlogan &#187; talia</title>
	<atom:link href="http://logoslogan.pl/tag/talia/feed/" rel="self" type="application/rss+xml" />
	<link>http://logoslogan.pl</link>
	<description>freelancing copywriting</description>
	<lastBuildDate>Mon, 07 Jun 2010 13:46:32 +0000</lastBuildDate>
	<generator>http://wordpress.org/?v=2.8.6</generator>
	<language>en</language>
	<sy:updatePeriod>hourly</sy:updatePeriod>
	<sy:updateFrequency>1</sy:updateFrequency>
			<item>
		<title>Pu-łapka na widzów</title>
		<link>http://logoslogan.pl/myszy/</link>
		<comments>http://logoslogan.pl/myszy/#comments</comments>
		<pubDate>Tue, 23 Oct 2007 09:46:53 +0000</pubDate>
		<dc:creator>kz</dc:creator>
				<category><![CDATA[kulturałki]]></category>
		<category><![CDATA[komedia]]></category>
		<category><![CDATA[recenzje]]></category>
		<category><![CDATA[talia]]></category>
		<category><![CDATA[teatr]]></category>
		<category><![CDATA[teksty na zlecenie]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://ziewacz.yasne.pl/myszy/</guid>
		<description><![CDATA[
Talię zakończyła pozakonkursowa inscenizacja głośnego kryminału Agaty Christie w reżyserii Olgi Lipińskiej „Pułapka na myszy”. Chociaż sztuka trąci myszką to jednak popularność autorki, tematu i sposobu na widzów zdaje się nie słabnąć. Okazuje się, że publiczność ciągle śmieje się z odgrzewanych żartów. Pani Lipińska wyreżyserowała spektakl po najprostszej linii oporu. Archaicznie. Aktorzy grają cokolwiek infantylnie, [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><a href="http://ziewacz.yasne.pl/wp-content/uploads/2007/10/myszy.jpg" title="myszy.jpg" rel="lightbox[288]"><img src="http://ziewacz.yasne.pl/wp-content/uploads/2007/10/myszy.jpg" alt="myszy.jpg" class="right" /></a></p>
<p>Talię zakończyła pozakonkursowa inscenizacja głośnego kryminału Agaty Christie w reżyserii Olgi Lipińskiej „Pułapka na myszy”. Chociaż sztuka trąci myszką to jednak popularność autorki, tematu i sposobu na widzów zdaje się nie słabnąć. Okazuje się, że publiczność ciągle śmieje się z odgrzewanych żartów<span id="more-288"></span>. Pani Lipińska wyreżyserowała spektakl po najprostszej linii oporu. Archaicznie. Aktorzy grają cokolwiek infantylnie, co też trochę irytuje. Sztuka wydobywa dziwactwa praktycznie wszystkich bohaterów stanowiąc istny kabaret. Odczuwa się wrażenie jakby cofnięcia w czasie, o jakieś pół wieku z okładem! Z mieszanymi odczuciami oglądało się tą zgraną farsę. Zabrakło przełożenia na współczesność, odniesienia do interesujących nas spraw. Sztuka przypomniała stereotypy, o których zdawaliśmy się już zapominać znając Anglię już z nieco innej perspektywy. Padające raz za razem Co za okropna pogoda utrwalało skojarzenia. Ponadczasowość tematu jakby ugrzęzła w brytyjskich realiach połowy XX wieku.<br />
Widz mógł mieć wrażenie jak tak sobie siedział grzecznie w swoim, zdawałoby się bezpiecznym, gdzieś z dala od sceny foteliku, że zamiast myszy sam został capnięty przez Olgę Lipińską. Zastanawiam się kiedy ta sztuka przestanie bawić. W Tarnowie jeszcze śmieszyła. I jaki to fenomen, że nadal się podoba w większych miastach świata? Odpowiedź tkwi jak się wydaje w „bezpiecznym” podejściu do komedii. Gra się sprawdzone rzeczy z umiarkowaną nadzieją na dobre przyjęcie i karuzela się kręci. Tylko, że my widzowie chcielibyśmy więcej. Wymagamy więcej. Od uznanych artystów po prostu nie można nie oczekiwać świetnych występów. A sztuki prezentowane w Tarnowie miały być ponoć tymi najlepszymi w minionym sezonie w Polsce. Jaka jest zatem kondycja teatru polskiego? Ja myślę, że chyba nie przywieziono reprezentacji wszystkich granych rzeczy. Cóż, parę młodych teatrów, nazwisk, ba, gwiazdeczek i gwiazd zajaśniało o boku naszego księżyca.<br />
<em>Krzysztof Ziewacz</em></p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://logoslogan.pl/myszy/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>„Ręka, noga, mózg na ścianie”</title>
		<link>http://logoslogan.pl/zaorys/</link>
		<comments>http://logoslogan.pl/zaorys/#comments</comments>
		<pubDate>Sun, 21 Oct 2007 13:35:55 +0000</pubDate>
		<dc:creator>kz</dc:creator>
				<category><![CDATA[kulturałki]]></category>
		<category><![CDATA[książka]]></category>
		<category><![CDATA[kultura]]></category>
		<category><![CDATA[recenzje]]></category>
		<category><![CDATA[talia]]></category>
		<category><![CDATA[teksty na zlecenie]]></category>
		<category><![CDATA[Zaorski]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://ziewacz.yasne.pl/zaorys/</guid>
		<description><![CDATA[ Zaorys
Koneserów Zaorskiej prozy przywitały wykwintnie artystki Anna Podkościelny i Dorota Kapłańska, które umilały piękną muzyką skrzypiec i wiolonczeli poranek kiedy milkli oratorzy. Pierwszy rozbawił Wojciech Markiewicz kokieteryjnie kukający zza obrazu Pazery. Zauważył grę grających nazwisk. Pierwszy też kon-oferował. Wyrecytował zaorys (w skrócie życiorys Zaorskiego) Andrzeja. Zaorys naładowany wyśmienitymi słownymi gierkami jak choćby ta:. „Mam [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><a href='http://ziewacz.yasne.pl/wp-content/uploads/2007/10/zaorski.jpg' title='zaorski.jpg' rel="lightbox[287]"><img src='http://ziewacz.yasne.pl/wp-content/uploads/2007/10/zaorski.jpg' alt='zaorski.jpg' /></a> <strong>Zaorys</strong><br />
Koneserów Zaorskiej prozy przywitały wykwintnie artystki Anna Podkościelny i Dorota Kapłańska, które umilały piękną muzyką skrzypiec i wiolonczeli poranek kiedy milkli oratorzy. Pierwszy rozbawił Wojciech Markiewicz kokieteryjnie kukający zza obrazu Pazery. Zauważył grę grających nazwisk. Pierwszy też kon-oferował. Wyrecytował zaorys (w skrócie życiorys Zaorskiego) Andrzeja. Zaorys naładowany wyśmienitymi słownymi gierkami jak choćby ta:. „Mam niechęć do rządu i chęć do nierządu”.<span id="more-287"></span></p>
<p><strong>Anegdotki</strong><br />
Kopię przejął i czytał dalej Kopiczyński. Poleciały anegdotki. Onegdaj Andrzej choć jeszcze jako student to już znany z prześmiewczych tekstów, taką oto rozmowę wiódł z Ryszardą Hanin, nawiasem mówiąc swoją profesorką:<br />
- Wie Pani Profesor, jakie jest prawdziwe nazwisko Lenina?<br />
- Ulianow. Odpowiada Ryszarda Hanin.<br />
- A wie pani, skąd ten pseudonim Lenin?<br />
- Nie.<br />
- Od Leny, jego ukochanej. Lena. Lenin. Wyjaśnia Andrzej, po czym dodaje, dobrze, że nie miała na imię Hania.</p>
<p>Następna była taka: Andrzej obiecał córce, że kiedy skończy 18 lat,  weźmie ją do restauracji, aby tamże napić się alkoholu. Czas się dopełnił i pojechali. Na Pragę. Do największej „mordowni”. Poprosił córę, żeby zamówiła śledzie i dwie sety. A, że śledzi wyszli to pozostały nóżki w galarecie zwane lornetą. Zanim zamówiła zobaczyła jak jakiś pijaczek mówi do swojej co dopiero zakupionej zakąski, którą niesie właśnie do swojego stolika: No, nie trzęś się! Przecież cię nie zjem!</p>
<p>Wesołość wzbudziła jeszcze opowiastka o popijawce Andrzeja z przyjacielem. Kończyli właśnie jeden flakon, gdy zjawiła się żona. Spojrzała na stół i oznajmiła, że wychodzi jeszcze na dwie godzinki. Po czym pokrzątała się po kuchni, przedpokoju, swoim pokoiku i wreszcie wyszła. Andrzej poszedł po drugi flakonik wódeczki do lodóweczki. Otwiera, patrzy, oczy przeciera i nie znajduje upragnionego eliksiru. Nie traci jednak głowy i odtwarza kroczki swojej żonki. Idzie za tym słuchowym tropem, zaglądając do różnych zakamarków by w końcu odnaleźć flaszeczkę w szafce na buty. Bibka się sączy przyjemnym Poszła dzieweczka do laseczka. Wraca żona. W mig diagnozuje stan uczestników biesiadki i sprawdza szybko szafkę. Zaniepokojona zniknięciem butelki otwiera lodówkę i znajduje swoje mrożące się kozaczki.</p>
<p><strong>Za…Zaorskim</strong><br />
Pokpiono sobie z tego i owego. Jąkała wywołał żywą reakcję zgromadzonych. Przypomniano także świetny kabaret Wolskiego i Zaorskiego. Czuło się, że ten cyklicznie organizowany Salonik poezji jest ogromnie lubianym spotkaniem. A to z Zaorskim, jego książką i jurorami Talii (oprócz w/w Kopiczyńskiego była jeszcze Anna Retmaniak i Tadeusz Kwinta) było wyjątkowe, ciepłe, wypełnione wyszukanym, najznamienitszym humorem. Szkoda tylko, że godzina mieści 60 satyrycznych minut. Udanie poranek zakłócił może tylko lekko edukacyjny wykładzik na temat twórczości Witolda Pazery. Acha. Książka naprawdę warta jest tych 39 złotych. Czytana zapewne pomnoży nasze endorfiny szczęścia.<br />
<em>Krzysztof Ziewacz</em></p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://logoslogan.pl/zaorys/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Poczekalnia</title>
		<link>http://logoslogan.pl/poczekalnia/</link>
		<comments>http://logoslogan.pl/poczekalnia/#comments</comments>
		<pubDate>Sun, 21 Oct 2007 13:27:43 +0000</pubDate>
		<dc:creator>kz</dc:creator>
				<category><![CDATA[kulturałki]]></category>
		<category><![CDATA[kultura]]></category>
		<category><![CDATA[recenzje]]></category>
		<category><![CDATA[talia]]></category>
		<category><![CDATA[teatr]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://ziewacz.yasne.pl/poczekalnia/</guid>
		<description><![CDATA[ Poczekalnia rozpoczęła się prawdziwym oczekiwaniem. Spektakl osunął się w czasie o dobre 45 minut wywołując szeptane mruczenie publiczności. Skłonni już byliśmy myśleć, że to efekt zamierzony, ale dyrektor Markiewicz swoimi przeprosinami rozwiał wątpliwości i tłumacząc powód opóźnienia zdematerializował złe emocje. Z małej sceny wyszedł właśnie żegnany owacyjnie David Pharao, autor Zaproszonego gościa. Odbywające się [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><a href='http://ziewacz.yasne.pl/wp-content/uploads/2007/10/poczekalnia.jpg' title='poczekalnia.jpg' rel="lightbox[286]"><img src='http://ziewacz.yasne.pl/wp-content/uploads/2007/10/poczekalnia.jpg' alt='poczekalnia.jpg' class="right" /></a> Poczekalnia rozpoczęła się prawdziwym oczekiwaniem. Spektakl osunął się w czasie o dobre 45 minut wywołując szeptane mruczenie publiczności. Skłonni już byliśmy myśleć, że to efekt zamierzony, ale dyrektor Markiewicz swoimi przeprosinami rozwiał wątpliwości i tłumacząc powód opóźnienia zdematerializował złe emocje. Z małej sceny wyszedł właśnie żegnany owacyjnie David Pharao, autor Zaproszonego gościa. Odbywające się na małej scenie, przedłużone spotkanie okazało się słodkim alibi i nikt już nie miał żalu ani pretensji. Poza tym napięcie rosło wzmagając apetyt zderzenia się oko w oko z uznanymi artystami: Kopiczyńskim i Siudymem.<span id="more-286"></span></p>
<p>Przedstawienie ruszyło niemrawo, z wolna, też jakby celowo, na poważnie i bez większych wzlotów. Po kwadransie jednak aktorzy podwoili swoje szanse na dobre przyjęcie i jęli grać jak do Kwadratu. Zwrot przyniosły komediowe dialogi i sytuacje. Raz po raz widzowie wybuchali na komicznych minach i f-razach. „Nie mam zamiaru zabierać zdrowia do grobu” Siudyma czy alfabet Kopiczyńskiego wywołał skomasowany śmiech i pierwsze oklaski. I wybornie się ten spektakl toczył, aż do momentu, gdy aktorzy zniknęli na chwilę. Zgasły reflektory. Zapaliły się tylko lampki symbolizującej drzwi prosperity rampy. Przygasła scena, a wraz z nią spektakl, który już nie odzyskał świeżości. Końcówka ugrzęzła na mieliźnie scenariuszowej płycizny.</p>
<p>Tradycyjnie po spektaklu odbyło się niezwykle sympatyczne spotkanie przemiłych aktorów z publicznością. Dopowiedzieli sztukę do końca dyskutując o kondycji współczesnego teatru i losie aktorów z tzw prowincji. W ciepły, ludzki sposób potrafili ocenić sytuację, wskazując na polityków, winowajców takiego stanu rzeczy. Politycy bowiem zazdroszcząc aktorom popularności stają w komediowe szranki współzawodnictwa i ośmieszają się w parlamentarnym kabarecie każdego przedpołudnia. Producencka finansjera goniąc za zyskownością również nie pozyskuje szacunku aktorów. Na szczęście koniunktura zachowuje się falowo i jak zauważyli nasi znakomici goście, szansa na ponowne ożywienie życia teatralnego wzrasta.</p>
<p>Spektakl kończył pokazy konkursowe. Rozstrzygnięcia w niedzielny wieczór. Ta Talia z pewnością miała swoje asy! Ciekawe czy opinie jurorów i publiczności odnajdą w niej zagubione jockery?<br />
<em>Krzysztof Ziewacz</em></p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://logoslogan.pl/poczekalnia/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Zabijanie „gomuły”</title>
		<link>http://logoslogan.pl/gomula/</link>
		<comments>http://logoslogan.pl/gomula/#comments</comments>
		<pubDate>Thu, 18 Oct 2007 12:53:01 +0000</pubDate>
		<dc:creator>kz</dc:creator>
				<category><![CDATA[kulturałki]]></category>
		<category><![CDATA[kultura]]></category>
		<category><![CDATA[recenzje]]></category>
		<category><![CDATA[sztuka]]></category>
		<category><![CDATA[talia]]></category>
		<category><![CDATA[teatr]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://ziewacz.yasne.pl/gomula/</guid>
		<description><![CDATA[ Nie bez kozery sztukę wystawiono, nie w wygodnym Teatrze Solskiego, a w niszczejącym od kilku dekad budynku Hufca w parku Strzeleckiego. To, że się sypało na głowę uwiarygodniło tylko okoliczności. Tarnowianin Jacek Głomb, który znalazł zrozumienie daleko od Tarnowa, bo w Zielonej Górze, gdzie odnosi niepomiernie większe sukcesy niż przed laty, tu, w naszym [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><a href='http://ziewacz.yasne.pl/wp-content/uploads/2007/10/gomulka.gif' title='gomulka.gif' rel="lightbox[284]"><img src='http://ziewacz.yasne.pl/wp-content/uploads/2007/10/gomulka.gif' alt='gomulka.gif' /></a> Nie bez kozery sztukę wystawiono, nie w wygodnym Teatrze Solskiego, a w niszczejącym od kilku dekad budynku Hufca w parku Strzeleckiego. To, że się sypało na głowę uwiarygodniło tylko okoliczności. Tarnowianin Jacek Głomb, który znalazł zrozumienie daleko od Tarnowa, bo w Zielonej Górze, gdzie odnosi niepomiernie większe sukcesy niż przed laty, tu, w naszym mieście i  teatrze „Na Skraju” przywozi sztukę nasączoną i humorem i goryczą, ale przede wszystkim prawdą. Właśnie tam, na zachodzie Polski, swoim społecznie zaangażowanym teatrem realizowanym w brudzie realności zaskarbił sobie sympatię publiczności.<span id="more-284"></span></p>
<p>Jak się dowiedziałem sztuka kilka lat czekała w kolejce rzeczy ważnych do wystawienia. &#8220;Tysiąc spokojnych miast&#8221; Jerzego Pilcha to historia wcale nie polityczna jakby się mogło wydawać. Dotyczy szerszego horyzontu. Opowiada o polskim umorusaniu i nieudolności.</p>
<p>Jest lato 1963 roku, rzecz dzieje w Wiśle, a Bohater marzy o wypełnieniu iście Kordianowej misji. Przychodzi mu do głowy pomysł zgładzenia jakiegoś tyrana. Ideałem byłby Mao, ale z braku środków finansowych wybór pada na najbliższego w zasięgu czyli Władysława Gomułkę – bo on także jest uosobieniem dyktatora per se. Początkowo ustawiony celownik na Mao w meandrach pijackich mżonek opada znacznie niżej. Całkiem niedorzecznie wychodzi na to, że Tse Tunga ratują chińskie papirusy (??).</p>
<p>Paraliż inwestycyjny powoduje, że trzeba się rozglądnąć w najbliższej okolicy, a że tu tyranizuje Gomułka, rodzi się scenariusz zastępczy. Józef Trąba &#8211; gomołowaty „Kordian” rękami mordować się brzydzi, wobec tego korzysta z cudzego pomysłu i postanawia zrealizować swe zakusy i zabić z kuszy. Rekwizyt przebudowuje opowieść w istny teatr absurdu. Trąbę dopadają omamy, ględzi coś o wielkości, a w rzeczywistości okazuje się być małą, pijacką kreaturą. Sztuka kończy się też po polsku. Jak u Kantora &#8211; wigilią (Wielopole). Czy Gomułkę zatem stracono? Marazm, niemoc każe przypuszczać, że nie. Okrągły stół też miał swoje kanty!</p>
<p>Groteskowe niemal dla naszej szerokości geograficznej abstrakcyjne stroje (pióropusz) pomagają zinterpretować przekaz. Głomb przy pomocy Pi-lich-ow-ego skryptu dokonuje całkiem udanego rozrachunku z naszym polskim mistycyzmem, idealizmem i naszą wyjątkową polskością. Parodiuje uświęcony romantyzm.</p>
<p>Aktorstwo raczej przeciętne, akademickie. Tylko główny bohater może zachwycać. A co razi? Zabrakło realności językowej, potoczystości, wszyscy mówią w tym samym stylu. Wątek miłosny do wycięcia. Ale to już wada Pilcha. Spektakl Jacka Głomba to cięta riposta na gomułę romantycznych wzlotów, adresowana, w dalszym ciągu, do każdego z nas. Trochę się jednak ludzie pośmiali, chociaż nikt się nie zarykiwał. Bo śmialiśmy się niestety z samych siebie, a ciężko złapać taki dystans, żeby śmiać się do rozpuku.</p>
<p>Krzysztof Ziewacz</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://logoslogan.pl/gomula/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Poduszyciel na dobranoc</title>
		<link>http://logoslogan.pl/poduszyciel/</link>
		<comments>http://logoslogan.pl/poduszyciel/#comments</comments>
		<pubDate>Tue, 16 Oct 2007 13:30:08 +0000</pubDate>
		<dc:creator>kz</dc:creator>
				<category><![CDATA[kulturałki]]></category>
		<category><![CDATA[kultura]]></category>
		<category><![CDATA[recenzje]]></category>
		<category><![CDATA[sztuka]]></category>
		<category><![CDATA[talia]]></category>
		<category><![CDATA[teatr]]></category>
		<category><![CDATA[teksty na zlecenie]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://ziewacz.yasne.pl/poduszyciel/</guid>
		<description><![CDATA[ Trzeciego Wieczora zostaliśmy zaatakowani i zmasakrowani przez Teatr Nowy z Krakowa. Czterech Jeźdźców Apokalipsy zafundowało widzom oryginalny teatralny koszmar. Wystawili Pana Jaśka Martina McDonagha („The Pillowman” 2003) w reżyserii Hussakowskiego. Tylko skąd brał się ten śmiech?
Ta nieprzyjemna sztuka to kaźń-o-dzieja-ch współczesnych, która obrazoburczo przed-rzeźnia społeczne przyzwolenie na wszelakie wynaturzenia. Makabryczna krwa’wica, która ból-wersuje i [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><a href="http://ziewacz.yasne.pl/wp-content/uploads/2007/10/panjasiek.jpg" title="panjasiek.jpg" rel="lightbox[283]"><img src="http://ziewacz.yasne.pl/wp-content/uploads/2007/10/panjasiek.jpg" alt="panjasiek.jpg" class="right" /></a> Trzeciego Wieczora zostaliśmy zaatakowani i zmasakrowani przez Teatr Nowy z Krakowa. Czterech Jeźdźców Apokalipsy zafundowało widzom oryginalny teatralny koszmar. Wystawili Pana Jaśka Martina McDonagha („The Pillowman” 2003) w reżyserii Hussakowskiego. Tylko skąd brał się ten śmiech?<span id="more-283"></span></p>
<p>Ta nieprzyjemna sztuka to kaźń-o-dzieja-ch współczesnych, która obrazoburczo przed-rzeźnia społeczne przyzwolenie na wszelakie wynaturzenia. Makabryczna krwa’wica, która ból-wersuje i kolumnuje się atawizmem. Teatr Nowy z pewnością obraża nasze uczucia, intymność i myśli. Narusza nasz kosmopolityczny spokój. Nachalny w swej wymowie i narracji spektakl nie daje spokojnie spać, osiada na naszej aureoli i ją namolnie gniecie.</p>
<p>Tak dzieje się celowo. Nie tylko dlatego, że aktorzy są młodzi, i jak sami przyznali, upodobali sobie taki, niewybredny humor. Chcą nami wstrząsnąć! To się zresztą im świetnie udaje. Miejsca na tym spektaklu są niewygodne. Doskwiera obcowanie z wybebeszonym moralnie światem. Choć to typowy hardcorowy Dance Macabre, a jednak śmieszy swym paradoksalnym humorem. To teatr bez tabu, wolny do bólu: poraża, przeraża, porusza, porywa, śmieszy, ośmiesza, zmusza, wymusza…</p>
<p>Daje szturchańca jeśli nie porządnego kopa. Najczęściej nie ma w normalnym życiu happy end’ów. To nie jest coś dla wydelikaconych, mdlejących damulek. Starsze pokolenie też raczej nie odnajdzie się w tej parapsychologicznej makabresce. Przykładem przekleństwa, które sypały się w scenicznym pyle przy byle okazji. Wulgarne sceny samogwałtu i homoseksualizmu.</p>
<p>Technicznie aktorzy prowadzą się perfekcyjnie. Igrają ze swym kunsztem i talentem. Empatycznie przenikają do wnętrza bohaterów. Kłamią jak z nut. Więcej… przenicowani semantycznym okrucieństwem postaci dramatu, oni stają się przeźroczyści. Widać jak upajają się czarnym scenariuszem i przerażającym transem zboczonej trajektorii. Z tego stanu wyrywają ich dopiero końcowe oklaski.</p>
<p>Ten trudny na papierze dramat tryumfuje w swej scenicznej choć nadal bardzo wymagającej  postaci i może się podobać dzięki wirtuozerii Juliusza (Chrząstowski), Dominika (Nowak), Andrzeja (Rozmus) i Piotra (Sieklucki), którzy stworzyli niezapomniane kreacje by nie rzec kreatury.</p>
<p>Dla tych, którzy nie byli zdradzę główny wątek. Katurian, twórca makabrycznych opowiadań o dzieciach jest przesłuchiwany przez policję po tym, jak w okolicy kilkoro dzieciaków zostaje zamordowanych w opisany przez zeń sposób. Ma brata, dla którego opowiadania nie są fikcją, a dostępną rzeczywistością…</p>
<p>Publiczność miała niepowtarzalną szansę pobyć trochę dłużej z aktorami, bowiem wyszli jeszcze na chwile złapać jeszcze bliższy kontakt. Niestety tylko kilka osób zostało na zakulisowe pogaduszki. Są młodzi, ambitni. Niedawno założyli Teatr Nowy, jak wyznali, trochę dla przeciwwagi Teatru Starego. Bez dotacji. Jeśli nie rewolucja to przynajmniej zmiana warty… się szykuje. Opowiedzieli o swych losach, przejściach, planach i preferencjach… Pasjonuje ich poszerzanie estetycznych obszarów teatru. Poszukują młodych twórców, najchętniej na warsztat biorą rzeczy niezgrane,  nowoczesne, ostre. W tym kontekście dość zrozumiałe okazuje się być to upodobanie do bez-tabulacyjnego oscylowania wokół spraw świeżych.<br />
<em>Krzysztof Ziewacz</em></p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://logoslogan.pl/poduszyciel/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Zabawna głupawka na podwieczorek</title>
		<link>http://logoslogan.pl/allo/</link>
		<comments>http://logoslogan.pl/allo/#comments</comments>
		<pubDate>Tue, 16 Oct 2007 13:20:23 +0000</pubDate>
		<dc:creator>kz</dc:creator>
				<category><![CDATA[kulturałki]]></category>
		<category><![CDATA[komedia]]></category>
		<category><![CDATA[recenzje]]></category>
		<category><![CDATA[talia]]></category>
		<category><![CDATA[teatr]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://ziewacz.yasne.pl/allo/</guid>
		<description><![CDATA[ Rozkoszna Talia wreszcie mogła nas bawić swym prawdziwym wdziękiem. Dopiero jednak w trzeci dzień mogliśmy się pośmiać do woli!! A to za sprawą teatralizacji śmiesznego serialu Allo Allo w wiernym wykonaniu Teatru Polskiego z Bielska Białej. Spektakl iskrzył humorem, czuło się  wręcz chemiczne zaangażowanie aktorów. Jednym słowem: „momenty były”.
Kunszt przejawiał się w najdrobniejszych [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><a href='http://ziewacz.yasne.pl/wp-content/uploads/2007/10/allo.JPG' title='allo.JPG' rel="lightbox[282]"><img src='http://ziewacz.yasne.pl/wp-content/uploads/2007/10/allo.JPG' alt='allo.JPG' /></a> Rozkoszna Talia wreszcie mogła nas bawić swym prawdziwym wdziękiem. Dopiero jednak w trzeci dzień mogliśmy się pośmiać do woli!! A to za sprawą teatralizacji śmiesznego serialu Allo Allo w wiernym wykonaniu Teatru Polskiego z Bielska Białej. Spektakl iskrzył humorem, czuło się  wręcz chemiczne zaangażowanie aktorów. Jednym słowem: „momenty były”.<span id="more-282"></span></p>
<p>Kunszt przejawiał się w najdrobniejszych szczegółach począwszy od znakomitego doboru i gry samych aktorów, ich charakteryzacji poprzez wartką realizację, a skończywszy na ruchliwej scenografii. Wdzięczne i super-sprawne zabiegi scenograficzne (odwracanie uwagi widzów abstrakcyjnym humorem rodem z Wysp Brytyjskich), wspomniane iskrzenie czy świetnie napisany (skrócony) scenariusz na potrzeby sztuki to punkty godne powielania. No i ta gwiazdeczka…  „Hela w opałach” została zrazu rozpoznana i dobrze przyjęta przez tarnowską publiczność. Jest jeszcze lepsza na deskach. Barrrdziej ziarrrnista…</p>
<p>Żywy teatr to klimat obcowania, bliskość na odległość dosłownie aktorskiej śliny. To zapach, znój i pot. Ciężka praca. Prawdziwa rzecz. Film to przy teatrze falsyfikat. Klisza. Takie zdawało się być przesłanie aktorów, którzy nieco obnażyli swoje prawdziwe osobowości wychodząc na po-spektaklowe spotkanie z publicznością.</p>
<p><strong>Strychszczenie stuki</strong><br />
Histeria Allo Allo. Awersja s-cyniczna syrialu tyle-wazyjnego płot tu tutyłem.<br />
Opreclowany spłacalnie scynariusz to fanta-sztuczna kumidio-forsa „z czasków II wełny świtowej”, bez skryptów uśmierzająca Nieje-mców, France-zów, W-łachów i Anal-glików. Te same poza stoją: miejsce, trzas, i jade-ni w swoim rydzaju, bo heterowie.<br />
Akacja rozgryza się w okapowanej Francy, w kufajce, w której ba wyją doś-łownie fajtłapywaci niniemcy ofiacerowie, wzbuzujący strych herr Flick z Gusta-PO, urycze pyrtki-zadki z miejsczowego rychu uporu, angolsczy lutnicy, się-pleniący żan-darmo&#8230;<br />
Włościciel kufajki, Runej, pokrywa obryz „Opadłej Madynny z wielkim cucem”&#8230;i od-piera ataki ze wszytych strun i znój-daje newat trzas na ramonsowanie ubeku żony.<br />
<em>Krzysztof Ziewacz</em></p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://logoslogan.pl/allo/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Stękliwe dni Samuela Becketta</title>
		<link>http://logoslogan.pl/janda/</link>
		<comments>http://logoslogan.pl/janda/#comments</comments>
		<pubDate>Tue, 16 Oct 2007 07:58:04 +0000</pubDate>
		<dc:creator>kz</dc:creator>
				<category><![CDATA[kulturałki]]></category>
		<category><![CDATA[recenzje]]></category>
		<category><![CDATA[talia]]></category>
		<category><![CDATA[teatr]]></category>
		<category><![CDATA[teksty na zlecenie]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://ziewacz.yasne.pl/janda/</guid>
		<description><![CDATA[ Recenzję dedykuje decydentom miasta Tarnowa. Swoją drogą ciekawe czy była to dla nich li tylko rozrywka? Czy z pozycji swojego dobrobytu są w stanie dostrzec tych tzw. niedomagających?
Nagłówkowym hurtem
Skoro raz w roku nadarza się okazja zobaczenia wielkiej sztuki w najlepszej obsadzie, to zrozumiałe, że oczekiwania są siłą rzeczy dość wygórowane. Gwiazdą tego wydarzenia była [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><a href="http://ziewacz.yasne.pl/wp-content/uploads/2007/10/janda.jpg" title="janda.jpg" rel="lightbox[281]"><img src="http://ziewacz.yasne.pl/wp-content/uploads/2007/10/janda.jpg" alt="janda.jpg" class="right" /></a> <em>Recenzję dedykuje decydentom miasta Tarnowa. Swoją drogą ciekawe czy była to dla nich li tylko rozrywka? Czy z pozycji swojego dobrobytu są w stanie dostrzec tych tzw. niedomagających?</em><br />
<strong>Nagłówkowym hurtem</strong><br />
Skoro raz w roku nadarza się okazja zobaczenia wielkiej sztuki w najlepszej obsadzie, to zrozumiałe, że oczekiwania są siłą rzeczy dość wygórowane. Gwiazdą tego wydarzenia była Krystyna Janda, u boku której z rzadka na scenie zjawiał się równie znany Jerzy Trela. Wielcy aktorzy popisali się w zasadzie warsztatem i raczej jako duet wielkiej kreacji nie stworzyli. Najgorętsze było oczywiście zakończenie. Janda i Trela we fleszach i ukłonach. Publiczność owacyjna, ale czy szczera?<span id="more-281"></span><br />
<strong>Męczy-nolog</strong><br />
Akt pierwszy to popisowa jazda Jandy, która pytluje do znudzenia. Całkiem udanie próbuje wyartykułować esencję Beckett’owego przesłania; zagadkę i antynomię istnienia. Winnie robi to u kresu swojego żywota. Empatia z jaką ułożył rolę sam Samuel przejmuje, przeszywa do szpiku kości. Kreacja Jandy jest nieco przeakcentowana i idzie bardziej w stronę groteski. Nie czuje się całkowitej tożsamości z pierwowzorem, warsztatowo jednak sprawnie. Janda ma inną aureolę. W jej postaci co prawda widać niepokój metafizyczny, ale jakby brak tego tak charakterystycznego u Becketta wyczulenia. Z kolei aspekt poznawczy został tu dość wyraźnie uwypuklony. Choć to sztuka o umieraniu to jednak jest u pani Jandy siła, która każe jeszcze to życie odkrywać. Zdumienie poznawcze jakiego kilkakrotnie doświadcza bohaterka to te fragmenty, które rozweselają najbardziej. Trela gra w zasadzie tło…i tak go pozostawmy. Nie ma za wiele do powiedzenia. W sumie jednak nic wielkiego. Ot kolejny męczy-nolog Krystyny Jandy, który miejscami nawet bawi.<br />
<strong>Szeptane smaczki </strong><br />
Statyczna sztuka bardzo przeszkadzała niektórym widzom jak podsłyszałem w kuluarowych wynurzeniach. I rzeczywiście. Tak minimalistyczna, że z powodzeniem można by ją wyemitować w radio. Pewnej pani bardzo brakowało ruchu. Kogoś innego przytłaczała porażająca swą surowością scenografia. Jakiś młodzian wydobył z siebie: ‘Janda źlanda, Trela morela”. A propos młodych; jakoś mało ich przychodzi do teatru! To zrozumiałe, że przeważały same mądre, szare, doświadczone głowy bo było o umieraniu.<br />
<strong>Refleksje ostateczne</strong><br />
Winnie i Willy przecież umierają właśnie. Marnieją i usychają na naszych oczach. Zanika przeszłość. Kakofonia artykulacyjna II aktu mówi dobitnie o kondycji bohaterów. Martwieją i w końcu zastygają w bezruchu. To co oglądamy to proces ich odchodzenia, żegnania się ze światem. Trudno więc w tym kontekście zrozumieć te antraktowe uwagi. Są niestety reprezentatywne dla każdego imperialistycznego społeczeństwa. Mówią o jednym: o braku empatii.<br />
<strong>Uwagi krańcowo końcowe</strong><br />
Gdy rozwarły się kotary i rozświetlono na powrót scenokrąg rozpylono jakiś nieprzyjemny dym, a raczej kurz. Alergików nie zaopatrzono niestety w maski gazowe jak zalecają przepisy UE i musieli się krztusić jakieś dobre kilkanaście minut.<br />
Tak zupełnie na marginesie: warto by także pomyśleć o numerowanych miejscówkach dla prasy. Wszak to dziennikarze, recenzenci dbają o rozgłos, przyciągają niezdecydowanych. I w zasadzie nieistotne czy piszą źle czy dobrze. Takie bowiem mamy czasy, że cokolwiek ujrzy światło dzienne ma szanse na popularyzacje. Nie zamykajcie kultury w wąskim gardle magistratu. To nie są spotkania biznesowo-towarzyskie. Beckett nie ma dla niewrażliwego, przypadkowego widza litości.<br />
<em>Krzysztof Ziewacz</em></p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://logoslogan.pl/janda/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
	</channel>
</rss>
