LogoSlogan | freelancing copywriting


„Ręka, noga, mózg na ścianie”

zaorski.jpg Zaorys
Koneserów Zaorskiej prozy przywitały wykwintnie artystki Anna Podkościelny i Dorota Kapłańska, które umilały piękną muzyką skrzypiec i wiolonczeli poranek kiedy milkli oratorzy. Pierwszy rozbawił Wojciech Markiewicz kokieteryjnie kukający zza obrazu Pazery. Zauważył grę grających nazwisk. Pierwszy też kon-oferował. Wyrecytował zaorys (w skrócie życiorys Zaorskiego) Andrzeja. Zaorys naładowany wyśmienitymi słownymi gierkami jak choćby ta:. „Mam niechęć do rządu i chęć do nierządu”.

Anegdotki
Kopię przejął i czytał dalej Kopiczyński. Poleciały anegdotki. Onegdaj Andrzej choć jeszcze jako student to już znany z prześmiewczych tekstów, taką oto rozmowę wiódł z Ryszardą Hanin, nawiasem mówiąc swoją profesorką:
- Wie Pani Profesor, jakie jest prawdziwe nazwisko Lenina?
- Ulianow. Odpowiada Ryszarda Hanin.
- A wie pani, skąd ten pseudonim Lenin?
- Nie.
- Od Leny, jego ukochanej. Lena. Lenin. Wyjaśnia Andrzej, po czym dodaje, dobrze, że nie miała na imię Hania.

Następna była taka: Andrzej obiecał córce, że kiedy skończy 18 lat, weźmie ją do restauracji, aby tamże napić się alkoholu. Czas się dopełnił i pojechali. Na Pragę. Do największej „mordowni”. Poprosił córę, żeby zamówiła śledzie i dwie sety. A, że śledzi wyszli to pozostały nóżki w galarecie zwane lornetą. Zanim zamówiła zobaczyła jak jakiś pijaczek mówi do swojej co dopiero zakupionej zakąski, którą niesie właśnie do swojego stolika: No, nie trzęś się! Przecież cię nie zjem!

Wesołość wzbudziła jeszcze opowiastka o popijawce Andrzeja z przyjacielem. Kończyli właśnie jeden flakon, gdy zjawiła się żona. Spojrzała na stół i oznajmiła, że wychodzi jeszcze na dwie godzinki. Po czym pokrzątała się po kuchni, przedpokoju, swoim pokoiku i wreszcie wyszła. Andrzej poszedł po drugi flakonik wódeczki do lodóweczki. Otwiera, patrzy, oczy przeciera i nie znajduje upragnionego eliksiru. Nie traci jednak głowy i odtwarza kroczki swojej żonki. Idzie za tym słuchowym tropem, zaglądając do różnych zakamarków by w końcu odnaleźć flaszeczkę w szafce na buty. Bibka się sączy przyjemnym Poszła dzieweczka do laseczka. Wraca żona. W mig diagnozuje stan uczestników biesiadki i sprawdza szybko szafkę. Zaniepokojona zniknięciem butelki otwiera lodówkę i znajduje swoje mrożące się kozaczki.

Za…Zaorskim
Pokpiono sobie z tego i owego. Jąkała wywołał żywą reakcję zgromadzonych. Przypomniano także świetny kabaret Wolskiego i Zaorskiego. Czuło się, że ten cyklicznie organizowany Salonik poezji jest ogromnie lubianym spotkaniem. A to z Zaorskim, jego książką i jurorami Talii (oprócz w/w Kopiczyńskiego była jeszcze Anna Retmaniak i Tadeusz Kwinta) było wyjątkowe, ciepłe, wypełnione wyszukanym, najznamienitszym humorem. Szkoda tylko, że godzina mieści 60 satyrycznych minut. Udanie poranek zakłócił może tylko lekko edukacyjny wykładzik na temat twórczości Witolda Pazery. Acha. Książka naprawdę warta jest tych 39 złotych. Czytana zapewne pomnoży nasze endorfiny szczęścia.
Krzysztof Ziewacz